Danny Ainge i kamieni kupa

Share on facebook
Share on twitter

Menedżer Celtics chciałby zjeść ciastko i wciąż je posiadać, lecz powoli zaczyna spożywać własny ogon. Klub z Bostonu to największy przegrany zakończonego okresu transferowego.

Danny Ainge / fot. wikimedia commons

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Spiskowa teoria dziejów mówi, że po mniejszych lub większych pokazach arogancji w ostatnich kilkunastu miesiącach już żaden z 29 kolegów po fachu nie chce z Ainge’em dobijać interesów. Wierzyć nie trzeba, lecz faktom przyjrzeć się wypada: od dwóch lat, menedżer C’s nie wykonał żadnego ruchu. Bo przecież nikt poważny nie będziemy analizował transferów z udziałem tuzów typu Deyonta Davis czy Zoran Dragić.

Prawdziwe gwiazdy NBA w ramach transferów zmieniają barwy klubowe rzadko. Bardzo rzadko. Gdy obok nosa przechodzą ci szanse na pozyskanie DeMarcusa Cousinsa, Paula George’a i Jimmy’ego Butlera, masz powody do zaniepokojenia. Nawet jeśli zmontowałeś solidną drużynę i siedzisz na worku wypchanym 68 wyborami w drafcie.

Ich nadmiar to tylko pozornie nadmiar szczęścia. Pomijając wyjątki typu San Antonio Spurs, reguła jest banalna: albo bijesz się o mistrzostwo albo rozwijasz talent młodych graczy. Celtics już w ubiegłym roku dysponowali łącznie ośmioma (!) wyborami w drafcie. Co z tego, skoro nie mieli wolnych miejsc w składzie?

Klub z Bostonu ma sporo przydatnych koszykarzy z całkiem korzystnymi kontraktami. Tylko co z tego, skoro regularnie ich traci? Za Jaredem Sullingerem nikt rok temu nie płakał. Za Evanem Turnerem trzy osoby na krzyż. Latem za Tylerem Zellerem, Kellym Olynykiem, Amirem Johnsonem i Jonasem Jerebko też pewnie, czekając na zaciąg z draftu i Ante Zizicia, nikt nie uroni łzy. Tylko, że to potencjalnie łącznie pół tuzina ludzi oddanych za darmo.

Latem 2018 roku wzruszeń może być więcej: wówczas z wnioskiem o znacząąącą podwyżkę do biura Ainge’a zapuka nie tylko agent Isaiaha Thomasa, ale także przedstawiciele Avery’ego Bradleya i Marcusa Smarta. Al Horford skończy 32 lata i będzie zarabiał prawie 30 mln dol. rocznie. Thomas zacznie się zastanawiać gdzie kilka miesięcy później zorganizuje huczną imprezę na 30. urodziny. Łącznie, jeśli ten drugi nie spuści z tonu (i nie zgodzi się na przedłużenie umowy latem tego roku) zgarną ok. 60 milionów.

Tak, to prawda – Celtics nie muszą się spieszyć z transferami tak jak Toronto Raptors. Ale kanadyjski rodzynek szukał (i znalazł w osobach Serge’a Ibaki i PJ Tuckera) graczy, którzy mają być tylko dobrym uzupełnieniem dwóch liderów zespołu. Tymczasem menedżer ekipy z Bostonu nie skorzystał z (trzech!) okazji pozyskania prawdziwej gwiazdy.

W czym oni grają? – to są buty gwiazd NBA >>

Chcąc przechwycić Paula George’a, Ainge w swoim stylu postanowił być tak trochę w ciąży. – Larry, oddam ci wybór Nets w tegorocznym drafcie, ale zachowam go, jeśli w loterii wylosujemy nr 1 – rzucił do legendy swojego klubu, obecnie prezydenta Pacers.

„Szczyt bezczelności” – pomyślał Bird, odkładając słuchawkę. Po chwili wysłał SMS bez serdecznych pozdrowień, żądając ostatecznie oprócz wyboru Nets także oddania trzech graczy z kwartetu Bradley, Smart, Joe Crowder, Jaylen Brown. Tu kosa, tam kamień. Efekt? W Bostonie kamieni kupa.

Podobno ostatecznie GM Celtów był gotów oddać (za PG13 lub Butlera) Bradleya, Zellera/Johnsona i wybór Nets w drafcie 2017. A także jeszcze jakieś ochłapy. Super. Tylko dlaczego nie zmontował pakietu o połowie tej wartości i nie przechwycił mocno przecenionego Cousinsa? Że bał się, iż zepsuje mu atmosferę w szatni? Że Boogie nie był mile widziany przez Brada Stevensa? Że ostrzegał przed nim, wspominając swoje przygody z Sacramento, Thomas?

Odrobinę powagi, co to za argumenty? Od kiedy to trener z dorobkiem dwóch wygranych meczów w play-off powinien mieć ostatnie słowo w sprawach transferowych? Jeśli za pół czapki gruszek możesz pozyskać najlepszego środkowego ligi, bierzesz go. Jeśli ufasz swojemu trenerowi i najlepszemu zawodnikowi, nie boisz się, że ktokolwiek zepsuje ci atmosferę w szatni. Zapytaj Phila Jacksona o Dennisa Rodmana. Larry’ego Browna o Rasheeda Wallace’a. A choćby i Tyrone’a Lue o JR Smitha.

Argument ostateczny: przecież nawet gdyby faktycznie okazało się, że Stevens jednak wciąż nie musi się golić nie panuje nad szatnią, a Thomas nawet po latach wciąż nie wyzbył się kompleksu Cousinsa, pół czapki śliwek oraz dwie frytki mógłbyś za niego mógłbyś odzyskać choćby i latem tego roku. Nawet będąc menedżerem, z którym nikt nie chce robić interesów. Wybór w pierwszej rundzie draftu nawet tylko za rok gry Cousinsa wciąż odda ci co trzecie drużyna NBA. Co najmniej.

Historia może Ainge’a obronić. On sam może (?) dokonać transferu latem. Nawet z udziałem Goerge’a lub Butlera. Może także wygrać loterię. Markelle Fultz może zostać lepszą wersją Jamesa Hardena. PG13 latem 2018 roku może bez względu na wszystko wybrać ofertę Lakers (zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że robi to po 1,5 roku w Bostonie…). Isaiah Thomas niczym Steve Nash najlepszy może okazać się dopiero po trzydziestce. Brad Stevens nawet z obecnym składem może się przebić w tym roku do finału Wschodu, jeśli tylko Celtics zatrudnią jeszcze kogokolwiek, kto potrafi zbierać…

To jednak tylko jedno wielkie być może. Cousins, George i Butler są na pewno – w innych klubach oraz w gronie 20 najlepszych graczy tej ligi. I nigdzie się z tego grona w najbliższych pięciu latach nie wybierają.

Michał Tomasik

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >

POLECANE

Już po 3 kolejkach odchodzi trener Jacek Winnicki, cały zespół ukarano finansowo, rozwiązano kontrakty z Yancym Gatesem i Grzegorzem Surmaczem, a Jay Threatt i Nikola Jevtović zostali zawieszeni. W Ostrowie po tych czystkach trzeba będzie budować zespół od nowa.