PRAISE THE WEAR

Dardan Berisha: Sam nie wygram!

Dardan Berisha: Sam nie wygram!

– W koszykówkę gra się w pięciu, a nawet w 10, nie można harować przez 40 minut. Ostatnie dwa mecze zagrałem bardzo dobrze, ale i tak przegraliśmy. Nie da się wygrywać w pojedynkę czy nawet w duecie – mówi strzelec Polfarmeksu Kutno, autor 38 i 31 punktów w ostatnich spotkaniach.

(fot. Marcin Nadolski/Polfarmex Kutno)
(fot. Marcin Nadolski/Polfarmex Kutno)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Łukasz Cegliński: Chciałem porozmawiać o twoich punktowych rekordach, ale trochę głupio o nie pytać, skoro przegrywacie mecz za meczem.

Dardan Berisha: Strasznie jestem wkurzony, że nie możemy wygrać meczu, daję z siebie wszystko. Ale myślę, że po porażce u siebie z AZS Koszalin rozpadła nam się głowa. W pierwszym meczu w Słupsku zagraliśmy bardzo dobrze, wygraliśmy w końcówce, a teraz, w ostatnich spotkaniach, do ostatnich minut jesteśmy blisko rywala, ale wygrać nie możemy.

Coś się w nas zacięło. Walczymy z Turowem, walczymy z Toruniem, można powiedzieć, że mieliśmy lidera na widelcu. Ale ciągle czegoś brakuje, także sił. Gramy wąską rotacją, mieliśmy sporo problemów z kontuzjami. Jak to wszystko zbierzemy do kupy, to mamy te porażki.

Musimy się obudzić, uwierzyć w siebie – indywidualnie i jako zespół. Mamy potencjał, by wygrywać mecze, musimy to pokazać.

Siarka zrobiła niespodziankę w Szczecinie, Start wygrał z Polpharmą, AZS pokonał Rosę, a wy macie serię sześciu porażek.

– Brakuje nam przełamania, a jak mówię – w kilku meczach było blisko. Właściwie tylko z AZS zagraliśmy bardzo słabo, w innych spotkaniach walczyliśmy, wcale nie byliśmy tacy źli. Wyniki, które osiągamy, nie pokazują naszego potencjału.

Myślę, że obok kontuzji przeszkodził nam mecz ze Stelmetem, który się nie odbył. Byliśmy w dobrym nastroju po wygranej w Słupsku, chcieliśmy grać, ale skończyło się walkowerem, wypadliśmy z rytmu, przez dwa tygodnie nie rozegraliśmy meczu. I potem przyszedł ten fatalny mecz z Koszalinem.

Na pewno się jednak nie poddamy. W każdym meczu będziemy walczyć i zwycięstwa przyjdą.

Brakuje głowy, zdrowia i sił, ale czego jeszcze nie macie na parkiecie?

– Na pewno brakuje nam Grześka Grochowskiego, który od miesiąca leczy kontuzję, niebawem pewnie zacznie trenować. Ale nie wiadomo, kiedy wróci do formy. Bez niego gra nam się ciężko, szczególnie Sebastianowi Kowalczykowi. Brakuje nam rozgrywającego, który wziąłby na siebie ciężar gry – mówię to ze swojego punktu widzenia, bo czasem przydałoby mi się kilka akcji, w których mogę pozbyć się piłki, być drugą, trzecią opcją. Przez cały mecz ciężko grać skutecznie i agresywnie.

Pod koszem mamy, co mamy – myślę, że bardziej brakuje nam rozgrywającego. Ale jakby doszedł jeszcze jakiś wysoki gracz, to już naprawdę mielibyśmy bardzo solidny skład. Na razie wielu graczy musi brać na siebie większą odpowiedzialność niż zwykle. Do niej też trzeba się przyzwyczaić, trzeba też uwierzyć, że można się z niej wywiązać.

Jak się ogląda wasze ostatnie mecze, to wrażenie jest jedno – jak Dardan Berisha nie dokona czegoś wyjątkowego, to nie wygracie.

– Tylko że w koszykówkę gra się w pięciu, a nawet w 10, bo przecież nie można harować przez 40 minut bez przerwy. Ostatnie dwa mecze zagrałem bardzo dobrze, ale i tak przegraliśmy – po prostu nie da się wygrywać w pojedynkę czy nawet w duecie. Potrzebny jest cały zespół do gry w ataku i w obronie.

Tej obrony nam brakuje, bo są momenty, w których tracimy siły i koncentrację, no i tracimy punkty z kontry lub w kilku kolejnych akcjach.

Ja daję z siebie wszystko – biegam, gram najlepiej jak mogę. Ale to za mało, potrzebujemy stwarzać zagrożenie jako zespół, inni też muszą grać dobrze. Oczywiście ja będę brał odpowiedzialność, bo jestem podstawowym zawodnikiem i jednym z liderów, a nawet pierwszym liderem. Ale potrzebuję w tej roli pomocy.

Gdy kontuzji doznał Grzegorz Grochowski, to napisaliśmy, że Dardan Berisha może stać się teraz takim Jamesem Hardenem PLK – graczem, który gra z piłką, rzuca wiele punktów, ale też kreuje grę dla kolegów. Trener Jarosław Krysiewicz dał ci zielone światło na taką grę?

– Można tak powiedzieć. Nie jest to też moja nowa rola, choć ja jej nie lubię. Mnie ciągnie kosz i jak gram na jedynce, to często atakuję, rzucam. Dlatego mówię, że potrzebujemy kogoś, kto będzie rozgrywał wciągając do ataku cały zespół. Ale staram się, próbuję podawać – z Toruniem miałem tylko jedną asystę, ale podawałem, tylko nie mieliśmy swojego dnia, nie trafialiśmy. Z Treflem było już lepiej, Michael Fraser wykorzystał podania, zdobył punkty, tych asyst było więcej.

A co do Hardena, którym oczywiście nie jestem i nie ma nawet, co porównywać, to jednak on nie gra w NBA pod takim naciskiem. Mi jest trudno, nie mogę po prostu biegać z piłką. Toruń czy Rosa naciska, podwaja, robi pułapki. Gdybyśmy mieli inną pewną opcję w ataku, to miałbym więcej przestrzeni i więcej sił. A zatem lepszą skuteczność.

Cieszysz się, że wróciłeś do PLK?

– Tak, bardzo. Zależało mi na tym, by pokazać w Polsce, że w Kosowie trenowałem i grałem, a nie siedziałem i nic nie robiłem. Początek nie był najlepszy, trochę mi zajęło, żeby dostosować się do zespołu, ale przede wszystkim czułem zmęczenie po grze w reprezentacji, gdzie też byłem podstawowym zawodnikiem. Teraz czuję się dużo lepiej. Mam nadzieję, że zostanę w PLK na dłużej, choć nigdy nic nie wiadomo.

Można porównać ligę kosowską z polska?

– Nie, nie można. W Kosowie są dwie dobre drużyny, dwie średnie, reszta słaba. A w Polsce jest przede wszystkim dużo więcej drużyn – 17, a nie 8. Jest więcej silniejszych, rywalizacja jest bardziej wyrównana. Są faworyci, ale nie masz pewności, kto będzie na górze.

W Sigalu Prisztina, gdzie grałem przez trzy lata, występowaliśmy też w lidze bałkańskiej, która ma oczywiście dużo wyższy poziom niż kosowska. Ale też nie powiedziałbym, że ta liga bałkańska jest lepsza niż polska – jest raczej odwrotnie.

Taki Sigal, z którym grałem jeszcze w FIBA Eurocup, nie musi skupiać się na lidze kosowskiej – koncentruje się na bałkańskiej i na pucharach, a w Kosowie musi zacząć tak naprawdę grać dopiero w marcu, jak rusza play-off.

O co walczyłby Sigal Prisztina z tobą w PLK?

– Ten z zeszłego sezonu, nie przejmując się przepisem o Polaku, a patrząc tylko na poziom drużyny, to myślę, że mocno walczylibyśmy o medal. No, pod warunkiem, że mielibyśmy lepszą jedynkę – Willie Kemp, który zresztą przyjechał do Kosowa z Polski, nie był zły, ale mógłby to być ktoś lepszy.

A jak wygląda porównanie tej PLK, z której wyjeżdżałeś, z obecną?

– Teraz liga jest bardziej wyrównana, jest więcej mocnych drużyn. Wtedy było kończące się Asseco, Turów, Stelmet i Anwil, a teraz nie ma takiej dominującej czołówki. Stelmet jest mocny, ale między nim, a Rosą, Turowem czy zespołami z miejsc 5-6, nie ma już takiej różnicy, nie ma dominacji, Stelmet przegrywa mecze. 10-12 drużyn chce walczyć o play-off.

Na święta jedziesz do domu, do Kosowa.

– Tak, bo i tak nie mogę przez najbliższe dni trenować. Mam problem z biodrem, jestem po badaniach, mam brać zastrzyki i odpocząć przez 4-5 dni. Wykorzystam je, by pojechać do rodziny na święta. Ale 27 grudnia jestem z powrotem, dołączam do drużyny.

Dwa dni później gracie z Siarką mecz, którego nie można przegrać.

– Nie można. Nie ma żadnej opcji. Po sześciu porażkach z rzędu musimy zrobić wszystko, wszystko, wszystko, żeby wygrać. Nawet nie wiem, co konkretnie, po prostu wszystko. Siarka jest nieprzewidywalna, ale będziemy skoncentrowani i zmotywowani.

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

Los Angeles Lakers pokonali na wyjeździe New Orleans Pelicans 110:106. Tym sposobem “Jeziorowcy” zapewnili sobie awans do play-offów, a w pierwszej rundzie zmierzą się z Denver Nuggets. Z kolei Pelicans zagrają o ósme miejsce na zachodzie z Sacramento Kings, którzy rozbili Golden State Warriors aż 118:94. Dla “Wojowników” porażka oznacza koniec sezonu.
17 / 04 / 2024 6:38
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami