• Home
  • PLK
  • Dariusz Wyka – dostał w kość, ale się obudził

Dariusz Wyka – dostał w kość, ale się obudził

Share on facebook
Share on twitter

– Na początku nie mogłem chodzić po treningach. Wracałem do domu i spałem, i to było tak na okrągło, przez trzy, cztery tygodnie. Teraz wszedłem w rytm – mówi nowy środkowy Asseco Gdynia.

Asseco Gdynia (fot. Marcin Bodziachowski/Legiakosz.com)

W takich butach szalał Kobe Bryant – zobacz! >>

Asseco to oczywiście znów świetny Krzysztof Szubarga (19,8 punktu, 55 proc. za trzy, 8,3 asysty) oraz rosnący w roli lidera Przemysław Żołnierewicz (15,5 punktu), ale ich znamy już dobrze, ich forma nie zaskakuje.

Tymczasem „tym trzecim” jest na razie nowy w Gdyni Dariusz Wyka – gracz, który nigdy dotąd nie grał poza Podkarpaciem (Jarosław, Tarnobrzeg, Przemyśl, Krosno). „Wykson” w czterech meczach (bilans Asseco to 3-1) notuje średnio 11,3 punktu, 5,5 zbiórki oraz 2,0 bloku, niemal dwukrotnie lepiej niż w Krośnie, choć jego czas gry aż tak nie wzrósł – w minionym sezonie było to średnio 16 minut, teraz jest to 21.

Last but not least – Wyka umie trafiać ważne rzuty. W poniedziałek trafił trzy trójki w kluczowych momentach, zdobył 19 punktów, a Asseco pokonało Start po dogrywce.

Szukanie odpowiednich rzeczy

O tym, czy to tylko początek sezonu, czy rzeczywisty progres 26-letniego Wyki, dopiero się przekonamy, ale na razie w Asseco dobrze się ogląda jednego z ciekawszych graczy w PLK. Połączenie wzrostu (209 cm) ze swobodą rzutu z dystansu i poruszaniem się po boisku, wcale nie jest u nas takie powszechne.

Z drugiej strony – Wyka w Gdyni wcale nie gra inaczej niż w Krośnie. Nadal czyha na podania za linią trójek, nadal wykonuje bloki z pomocy, walczy o zbiórki. – Trener Frasunkiewicz daje robić mi to, co najbardziej lubię: rzucać z dystansu i pomagać w obronie. Nie wpaja mi na siłę gry tyłem do kosza, choć oczywiście pracujemy, by ten element poprawić. Ale generalnie mam na boisku trochę wolniejszą rękę, przynajmniej tak mi się wydaje – mówi Wyka.

Wykorzystanie zawodnika to wspólna praca i pomysł – tłumaczy Przemysław Frasunkiewicz. – Często spotykałem się z trenerami niepotrzebnie narzucającymi taktykę zawodnikom, którzy jej nie czują. Ja chcę, żeby zawodnik był efektywny i zadowolony. Jak jest zadowolony, to może dać więcej. Oczywiście – w ramach zasad, które sobie ustalimy, których w obronie musimy się bezwzględnie trzymać. Ale w ataku wyszukujemy rzeczy, które są odpowiednie dla zawodnika.

Najpierw dostał w kość

Frasunkiewicz jest z Wyki bardzo zadowolony. – Dużo rzeczy pozytywnie mnie zaskoczyło. Jest dużo lepiej wyszkolony niż się spodziewałem, ma dużą wiedzę o koszykówce. Ktoś mówił, że jest leniwy, ale tak nie jest. To dobry duch zespołu, facet, którego wszyscy lubią. Nic nie forsuje, gra zespołowo, czasem mam do niego pretensje, że częściej nie podejmuje decyzji rzutowych.

Wyka przyznaje, że podczas przygotowań w Gdyni dostał trochę w kość. – Na początku nie mogłem chodzić po treningach. Nie tylko tych Piotrka Szczotki, na siłowni. Po prostu – trenowałem, a potem wracałem do domu i spałem. I tak na okrągło, przez trzy, cztery tygodnie. Teraz jest już inaczej, wszedłem w rytm, no i zaczęliśmy grać.

Wyka po raz pierwszy opuścił Podkarpacie, by grać w basket, ale nad Bałtykiem zaaklimatyzował się bez problemu. – Wszystko dobrze, tylko jak mam wolny dzień, to nie mogę skoczyć do domu, do Bolestraszyc. W Krośnie to się udawało, nie było daleko. Ale rodzina mnie czasem odwiedza, więc jest w porządku – mówi Wyka.

ŁC

W takich butach szalał Kobe Bryant – zobacz! >>