David West – koniec ery wielkiego cwaniaka

Share on facebook
Share on twitter

Na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie jednostronnego osiłka, ale był inteligentnym, wszechstronnym graczem. Zdaniem wielu ekspertów, ma warunki, aby teraz zostać trenerem, albo menadżerem w NBA.

David West / fot. wikimedia commons

W takich butach finały NBA wygrywa Kevin Durant! >>

Davis West (38 lat) w czwartek oficjalnie zakończył karierę, jako dwukrotny mistrz NBA z Golden State Warriors, ale wielkim uproszczeniem byłoby kojarzyć jego karierę tylko z ostatnim etapem w Kalifornii. Albo nawet z wcześniejszymi latami, gdy był liderem Indiana Pacers.

Swoje najlepsze koszykarsko lata kariery West spędził w Nowym Orleanie. Niewiele osób pamięta, że jest jeszcze jedną gwiazdą z legendarnego draftu 2003 roku (LeBron, Wade, Bosh, Anthony), a jak na tak dobrą karierę jego numer 18 (po uniwerku Xavier) był zdecydowanie za niski. Pierwsze 8 sezonów spędził w New Orleans Hornets, tworząc rewelacyjny duet z Chrisem Paulem, który mawiał wtedy w wywiadach, że w lidze nie widzi żadnej innej czwórki, z którą mógłby tak dobrze grać.

West w swoim najlepszym sezonie (2008/09), gdy wybierano go do Meczu Gwiazd, potrafił notować po rewelacyjne 21 punktów i 8.5 zbiórki na mecz. Jego epoka w Nowym Orleanie (i naprawdę wielka gra) skończyła się jednak dosyć dramatycznie – zerwaniem więzadła krzyżowego w kolanie (ACL) w 2001 roku, w jednym z ostatnich meczów sezonu z Utah Jazz.

Po przenosinach do Indiana Pacers (na lata 2011-15) widzieliśmy już innego gracza. Mniej dynamicznego, ale mądrzejszego, korzystającego z doświadczenia i cwaniactwa, chętniej grającego dla drużyny. W najlepszym sezonie notował jeszcze po 17.1 punktu na mecz i 7.7 zbiórki na mecz.

Prywatnie David był zwyczajnym, poukładanym człowiekiem, jakich relatywnie niewielu w NBA. Rozsądnie inwestował, dbał o rodzinę, jest wszechstronnie oczytany.

Ostatnie sezony to już rezerwowy podkoszowy za niewielkie pieniądze, szukający swego wymarzonego pierścienia. Najpierw bez sukcesu przy okazji epizodu w Spurs, ale ostatnio z pełną pulą – dwoma mistrzowskimi tytułami w Golden State. I ogromnym szacunkiem trenerów i innych zawodników.

W słowniku przy haśle „profesjonalista” powinno być zdjęcie Davida – powiedział Bob Myers, generalny menadżer Warriors. – Nie byłoby naszych sukcesów bez jego przykładu dla innych graczy i świetnego wypełniania roli lidera w szatni. Szacunek dla niego w zespole czuło się za każdym razem, gdy tylko przechodził przez drzwi – dodaje Steve Kerr.

Wygrać 2 mistrzowskie tytuły na koniec kariery i jeszcze zasłużyć sobie na takie laurki – to musi być wielka satysfakcja!

W takich butach finały NBA wygrywa Kevin Durant! >>




POLECANE