• Home
  • NBA
  • Deandre Ayton – jaki będzie numer jeden draftu?

Deandre Ayton – jaki będzie numer jeden draftu?

Share on facebook
Share on twitter

Uwielbia się śmiać, za młodu podziwiał Kevina Garnetta, a dziś wielu ekspertów porównuje go do Davida Robinsona. Kim jest Deandre Ayton, którego Phoenix Suns najpewniej wybiorą z „jedynką” w tegorocznym drafcie?

Deandre Ayton / fot. wikimedia

Wielka obniżka – nie przegap rewelacyjnych cen w Sklepie Koszykarza! >> 

Deandre Ayton (1998 r.) urodził się i wychował na Bahamach, gdzie wiódł całkiem spokojne i przyjemne życie. Aż do 12 roku życia, kiedy to wypatrzyło go kilku amerykańskich skautów i trenerów. Ci zaproponowali przenosiny do USA, a jego rodzice – matka i ojczym – się na to zgodzili, upatrując w tym przede wszystkim szansy na edukację dla swojego syna.

Przenosił się do Stanów Zjednoczonych jako nikomu nieznany, mierzący 195 centymetrów nastolatek, a dwa lata później dominował na poziomie szkoły średniej i stał się sensacją w skali całego kraju. Dość powiedzieć, że przez te dwa lata jeszcze urósł i mierzył już 209 centymetrów. Dziś może pochwalić się wzrostem ponad siedmiu stóp oraz 226-centymetrowym zasięgiem ramion.

Jak sam jednak mówi, po przenosinach do USA wszystko w jego życiu się zmieniło. Koszykówka przestała być zabawą, stała się bardziej czymś na wzór pracy. Nieustanne treningi, ćwiczenia, mecze, a do tego także nauka. Dodajmy jeszcze trudne chwile związane z życiem w rodzinie zastępczej, które mocno wpłynęły na charakter młodego chłopaka.

W takich butach w NBA błyszczy Kyrie Irving >>

Żartowniś, który już się napracował

Cztery lata po przeprowadzce do Stanów, do Deandre dołączyła jego matka i to mnóstwo w jego życiu zmieniło, w tym przede wszystkim sprowadziło go na dobrą drogę – wcześniej zaczął bowiem zachowywać się tak, jak gdyby wszystko po prostu mu się należało. „Wlała mi trochę oleju do głowy” – stwierdził Ayton o roli, jaką odegrała mama Andrea.

Trudne, spędzone poza domem i ciężko przepracowane dzieciństwo ukształtowały Aytona, który musiał dorosnąć szybciej niż jego rówieśnicy. Świetna gra w szkole średniej sprawiła, że był jednym z największych talentów swojego rocznika. Ostatecznie trafił do Arizony, gdzie nie tylko pokazał się z bardzo dobrej strony, ale też okazał się być świetnym kumplem z drużyny.

Jak się bowiem okazuje, Ayton doskonale czuje się w roli duszy towarzystwa. „To on wszystkich rozluźnia. Śmiechem, opowiadaniem dowcipów. Z nim nigdy nie jest ponuro” – stwierdził jeden z jego kolegów. 19-latek nie żartuje jednak, gdy z ogromną powagą stwierdza, że będzie numerem jeden w drafcie. „Za ciężko na to pracowałem” – dodaje podkoszowy.




Potwór tylko na boisku

Z fizycznego punktu widzenia, Ayton jest wręcz wzorowym przykładem gracza NBA. Zwinny, wysoki, silny – nie bez powodu mówi się o nim „nowy David Robinson”. Sam zawodnik określa siebie mianem „potwora” i zdradza, że jego ulubionym zawodnikiem był… Kevin Garnett. Dziś ma jednak inny wzór, a jest nim Draymond Green, który jak nikt inny „potrafi wpłynąć na grę”.

Eksperci mają w zasadzie jedno tylko zastrzeżenie: defensywa młodego zawodnika. Nie ma bowiem pewności, czy Ayton – mając tak świetne warunki – będzie w stanie zostać ostoją obrony swojego zespołu. W NCAA notował średnio 2.3 bloków (per 40 minut), czyli mniej niż trójka poprzednich podkoszowych wybranych z jedynką w drafcie (Karl-Anthony Towns, Anthony Davis i Greg Oden).

Mimo tego, to najprawdopodobniej właśnie Deandre Ayton jako pierwszy usłyszy swoje nazwisko w tegorocznym drafcie. Phoenix Suns z chęcią przekonają się, jakim naprawdę zawodnikiem jest 19-latek i co będzie w stanie osiągnąć po obu stronach parkietu. A sam Ayton już nie może się doczekać – w końcu zdaje się być przygotowany do NBA jak nikt inny.

Tomek Kordylewski

Wielka obniżka – nie przegap rewelacyjnych cen w Sklepie Koszykarza! >>