Dell Curry – pierwsze żądło tamtych Hornets

Share on facebook
Share on twitter

Dwukrotnie wybierany był w drafcie do baseballowej MLB, ale zapamiętany został przede wszystkim jako pierwszy gracz w historii Charlotte Hornets. Dziś znamy go jako ojca Stephena, ale stary Curry też miał swoje pięć minut w NBA.

Dell Curry (fot. Wikimedia Commons)

TISSOT – Niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Miniona środa była wyjątkowym dniem dla rodziny Currych. Najpierw błysnął młodszy z braci, Seth, który w Dallas z 22 punktami (3/7 z dystansu), 6 asystami, 4 zbiórkami i 4 przechwytami na koncie poprowadził swój zespół do wysokiego zwycięstwa z Pelicans. Stephen podjął rękawicę i w swoim meczu przeciwko Charlotte Hornets zanotował fantastyczną linijkę 39 pkt., 8 as., 5 zb. i 3 prz., trafiając aż 11 z 15 oddanych rzutów za trzy.

Zanim jednak ten drugi w ogóle stanął do rywalizacji, o swoich strzeleckich umiejętnościach w hali Oracle Arena w Oakland przypomniał najstarszy z rodu. Dell Curry przyjechał do Kalifornii, aby skomentować mecz swojego syna jako wysłannik ekipy gości. W trakcie rozgrzewki jego syn postanowił rzucić mu wyzwanie i gdy ten zajęty był rozmową w okolicy stanowiska komentatorskiego, rzucił w jego stronę piłkę. Tatuś doskonale wiedział, co z nią zrobić. Mimo 52 lat na karku i niewygodnej marynarki przymierzył, rzucił i zawstydził syna celną tróją z 9 metrów.

Jak za starych dobrych czasów.

Treningi w stodole i baseballowa alternatywa

Wardell Stephen Curry dorastał w Harrisonburg w stanie Virginia i uczęszczał do tamtejszej Fort Defiance High School. Wiedział, że nigdy nie będzie wielkoludem, dlatego relatywnie niski jak na koszykarza wzrost (194 cm) od początku nadrobić chciał poprzez rzut. Prócz standardowych treningów codziennie poświęcał więc kilka dodatkowych godzin na szlifowanie jego techniki. Nie mógł w nieskończoność korzystać ze szkolnej sali, więc trener pozwalał mu robić to w należącej do niego… stodole.

W liceum był gwiazdą. Do dziś pozostaje najlepszym strzelcem w historii szkoły, a latem 1982 został nawet wybrany do corocznego McDonald’s All-American Game organizowanego dla najbardziej utalentowanych absolwentów. Mniej więcej w tym samym czasie został także po raz pierwszy wybrany w drafcie MLB przez drużynę Texas Rangers.

W czasach licealnych Dell wygrywał bowiem stanowe mistrzostwa i w koszykówce, i w baseballu. Obie dyscypliny trenował zresztą także na studiach i w 1985 roku znów został wybrany w drafcie MLB, tym razem przez Baltimore Orioles. Na szczęście dla milionów fanów koszykówki na całym świecie wybrał inną drogę i rok później zgłosił się do naboru w NBA. Kto wie, gdyby wtedy podjął inną decyzję, może dziś podążający jego śladem Stephen byłby mniej lub bardziej znanym miotaczem?

Ze swoją drugą miłością Dell zresztą nigdy do końca nie zerwał. Kilka lat później u boku kolegi z zespołu Muggsy’ego Boguesa wystąpił na przykład w jednym z meczów Gastonia Rangers, filialnej drużyny Texas Rangers w niższej klasie rozgrywkowej.

Pierwszy Szerszeń w historii

W NBA Dell gwiazdą nigdy nie był, ale grał w niej długo, aż 16 lat. Reprezentował barwy pięciu klubów – Utah Jazz, którzy postawili na niego, mając do dyspozycji 15. wybór w drafcie 1986 roku, Cleveland Cavaliers, Charlotte Hornets, Milwaukee Bucks oraz Toronto Raptors.

Najbardziej kojarzony jest oczywiście z klubem z Północnej Karoliny, w którym spędził najlepsze 10 sezonów. Przypadły one na te kultowe dla nas czasy, gdy NBA dopiero przedstawiała się polskim kibicom. Gdy wyniki sprawdzało się w telegazecie, a na ulicach zaroiło się od kurtek i czapeczek z logiem Chicago Bulls oraz właśnie Charlotte Hornets.

Ta druga marka swój początek miała w 1988 roku. Zorganizowano wówczas dodatkowy draft, w którym Hornets oraz Miami Heat, którzy również stawiali pierwsze kroki w NBA, na zmianę dobierali do swoich składów po jednym niezastrzeżonym zawodniku z każdej z 23 pozostałych ekip. Hornets wybierali jako drudzy i w pierwszej kolejności postawili właśnie na Della Curry’ego. Chwilę później z szóstką dołączył do niego wspomniany już Bogues.

Ale to była trójka!

Na stałe do pierwszej piątki Hornets nigdy się nie przebił, ale rewelacyjnie sprawdzał się w roli egzekutora z ławki. W 1994 roku został za to nawet wyróżniony statuetką dla najlepszego rezerwowego. Przez 10 lat jako „Szerszeń” notował średnie na poziomie 14 punktów, 2,9 zbiórki, 2 asyst oraz 1,1 przechwytu przy ponad 46-procentowej skuteczności z gry (40,5 proc. z dystansu).

Współtworzył historię Charlotte Hornets w najlepszych, a na pewno najlepiej wspominanych latach, gdy ich barwy reprezentowali także tacy koszykarze jak Larry Johnson, Alonzo Mourning czy Glen Rice. Cztery razy pomagał wprowadzać zespół do fazy play-off, ale za każdym razem trafiał tam na Bulls Michaela Jordana lub Knicks Patricka Ewinga – po razie już w pierwszej rundzie i po razie w półfinale konferencji.

I choć przez szatnię Hornets przewinęło się kilku znacznie bardziej cenionych zawodników, to właśnie Dell Curry do dziś pozostaje koszykarzem, który w całej historii klubu zdobył najwięcej punktów (9839). Rozegrał też dla nich najwięcej meczów (701), trafił najwięcej rzutów z gry (3951), w tym również tych trzypunktowych (929), a także zajmuje trzecie miejsce na liście przechwytujących (747).

Warto również zaznaczyć, że 5 z 10 sezonów rozegranych w barwach „Szerszeni” kończył w pierwszej dziesiątce najskuteczniejszych strzelców zza łuku. W całej historii NBA z wynikiem dokładnie 40,19 proc. uplasował się w tej klasyfikacji na solidnym 31. miejscu (ex aequo z Allanem Houstonem).

TISSOT – Niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Mateusz Orlicki

POLECANE

Pozycja Anwilu Włocławek na czele listy jest na początku sezonu niezagrożona. Na drugim miejscu widzimy Arkę Gdynia, nieco dalej Polski Cukier. Najsłabiej w tym momencie wyglądają zespoły z Gliwic, Radomia i Starogardu Gdańskiego.