Demolka w Legionowie – jak Karnowski żegnał się z PLK

Share on facebook
Share on twitter

Trafił 17 z 18 rzutów z gry, rzucił 35 punktów, z trybun pustej Areny Legionowo oglądali go skauci Gonzagi, a Dariusz Szczubiał mówił: – Obecne ograniczenia motoryczne sprawiają, że on nie zawsze może zrobić to, o czym pomyśli głowa.

Przemysław Karnowski (fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta)

Szukasz butów retro – sprawdź w Sklepie Koszykarza >>

Przemysław Karnowski walczy o miejsce w NBA, błysnął na zakończenie Ligi Letniej w Orlando. A my cofamy się o pięć lat przypominając krajobraz przed jego wyjazdem do USA. Oto tekst, który napisałem 15 kwietnia 2012 roku – dzień po meczu, w którym na zakończenie rozgrywek Siarka Tarnobrzeg pokonała w Legionowie AZS Politechnikę Warszawską 92:81.

***

Przemysław Karnowski zdobył przeciwko Politechnice 35 punktów bijąc swój poprzedni rekord z meczu z Anwilem Włocławek o osiem. Trafił 17 z 18 rzutów z gry, miał 1/2 z wolnych, sześć zbiórek, trzy przechwyty i dwa bloki.

Jasne, Politechnika to dobry zespół, by środkowy rywali sobie postrzelał. Pod koniec marca, też zresztą w Arenie Legionowo, 33 punkty rzucił warszawiakom Aleksandar Mladenović ze Śląska Wrocław. Politechnika – od czasu kontuzji Leszka Karwowskiego i Marcina Kolowcy – środkowych nie ma. Michał Nowakowski, Patryk Pełka czy Jarosław Mokros to skrzydłowi z konieczności walczący pod koszem, a Filip Nowicki i, w ostatnich dniach, Damian Cechniak dopiero się uczą. Nietrudno ich ograć.

Po co zatem, zapytacie, zbierałeś w hali wydruki ze statystykami z meczu? Po co ci aż trzy egzemplarze obserwacji z meczu nr 240 w tym sezonie?

Ano po to, że był to prawdopodobnie ostatni mecz Karnowskiego w Tauron Basket Lidze. 19-letni środkowy, który jest naszą nadzieją na NBA, chce wyjechać na studia do USA. I jasne jest, że chciałby w tym kraju grać w koszykówkę do końca kariery. Dlatego na wszelki wypadek wolałem obejrzeć sobotni mecz w Legionowie. Żeby potem móc się pochwalić, że byłem świadkiem i jego rekordu, i ostatniego meczu w Polsce.

I oby tak było!

Jak grał Karnowski? Z racji podkoszowej słabości Politechniki, stosunkowo niewielkiej napinki obu drużyn oraz braku stawki spotkania, analiza jego gry nie jest istotna. Dość powiedzieć, że największy na boisku środkowy z łatwością trafiał i dobijał spod kosza, a efektowne podania Josha Millera kończył ładnymi wsadami. Dominował po prostu i kropka.

Zapytałem Karnowskiego czy może zespół nastawił się na to, by pomóc mu w biciu rekordu:

Niczego takiego nie było, graliśmy swoje. Chłopaki mnie wykorzystywali, zaufali mi w tym meczu. Cieszę się, że wygraliśmy i z tego, że zajęliśmy 10. miejsce. Polpharma była blisko, ale trzy ostatnie mecze zagraliśmy sprężeni, wygraliśmy dwa. To fajne uczucie, że oni nas gonili, ale nie udało im się nas złapać.

Minutę po zakończeniu sezonu Karnowski ocenił go tak:

Nie spodziewałem się, że dostanę tyle minut, jestem z tego naprawdę zadowolony. Trener Szczubiał ufał mi przez cały sezon, a ja miałem tylko jeden uraz, którego nabawiłem się przez swoją głupotę. Ale myślę, że dałem z siebie wszystko, walczyłem na parkiecie. Wydaje mi się, że jako zespół też daliśmy radę. Walczyliśmy o play-off, ale przeszkadzały nam kontuzje – LaMarshall Corbett wyjechał do domu, Wojtek Barycz ma kontuzję, Michała Rabkę czeka prawdopodobnie półroczna przerwa. A mimo tego w końcówce wygrywaliśmy, było dobrze.

Dla uściślenia i przed następnym pytaniem – statystyki. Karnowski w debiutanckim sezonie w ekstraklasie zagrał w 35 z 38 spotkań zespołu. 18 razy wyszedł w pierwszej piątce, średnio grał po 26 minut. Rzucał po 10,1 punktu (52 proc. z gry, 56 proc. z wolnych), miał po 4,4 zbiórki oraz po 1,2 bloku.

Jego najlepszy mecz to wygrane po dogrywce 109:104 spotkanie z Anwilem Włocławek, w którym Karnowski zdobył 27 punktów i trójką w ostatniej sekundzie doprowadził do dogrywki. Po tamtym meczu, który także miałem okazję oglądać na żywo, napisałem tekst pt. „Jak Karnowski został seniorem”. A potem zrobiłem z Karnowskim wywiad o Siarce, jego rezerwach i NCAA.

Właśnie, NCAA. Ważny temat w życiu tego koszykarza. Ale zanim o nim – jak Karnowski ocenia swoją grę w tym sezonie?

Jestem zadowolony, że biłem się z tymi silnymi chłopami, którzy mają trochę lat i doświadczenia na karku. Ja jestem jeszcze młody, wyglądam jak wyglądam, ale trochę się poobijałem. Na pewno brakowało zbiórek – to był mankament, podobnie jak słabo wykonywane rzuty wolne, no i trochę mało było gry tyłem do kosza. Ale to wszystko da się jeszcze nadrobić.

Dopytałem Karnowskiego o motorykę, o której w listopadowym wywiadzie mówił, że to jego największy mankament. Widać, że środkowy Siarki zrzucił trochę kilogramów. Ile dokładnie?

Sześć. Teraz ważę 124 kilogramy i myślę, że jeszcze następne sześć-osiem przede mną. Zbicie wagi o tyle będzie moim celem na następny rok, dwa lata. Chcę schudnąć i obudować się mięśniami. Na tyle spotkań i minut, ile rozegrałem, myślę, że kondycyjnie dawałem radę. Dni były lepsze i gorsze, ale na koniec sezonu dawałem radę.

Rafał Juć, dziennikarz z którym wspólnie przeprowadzaliśmy wywiad, zapytał, czy to był ostatni mecz Karnowskiego w polskiej ekstraklasie.

Chcę polecieć do USA i tam studiować, zdawałem amerykańską maturę, ale jeszcze nie podjąłem żadnej decyzji. Kilkanaście dni, kilka tygodni po polskiej maturze podejmę decyzję. Chciałbym polecieć wtedy do USA, zwiedzić dwie-trzy wyselekcjonowane uczelnie. Teraz do mnie, do Polski będą przyjeżdżać też trenerzy i z nimi także będę rozmawiał.

Juć, specjalista od NCAA i koszykówki młodzieżowej, wypatrzył po meczu w Arenie Legionowo trenerów Gonzagi – uczelni, która obok Uniwersytetu Kalifornijskiego z Berkeley, jest na szczycie listy Karnowskiego. Obaj trenerzy wyszli po meczu z hali z koszykarzem, cała trójka razem wsiadła do samochodu.

Co z tą Gonzagą? Juć wyjaśniał, że ta niewielka uczelnia od kilku lat stawia na graczy z Europy, szczególnie podkoszowych. To z niej wyszedł do NBA np. Ronny Turiaf.

To jeden z uniwersytetów, które się mną interesują, a ja też jestem nim zainteresowany. Ale jest jeszcze kilka takich uczelni. Jeszcze wszystko jest otwarte. Patrzę w kierunku uczelni, których gra opiera się na wysokich, gdzie środkowi dostają piłki pod kosz.

Przemysław Karnowski (fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta)

O Karnowskiego pytałem – jeszcze przed meczem – trenera Siarki Dariusza Szczubiała, który do wyjazdu 19-letniego środkowego do USA podchodzi sceptycznie. Podkreśla sztywność programów w amerykańskich uczelniach, mówi o możliwej frustracji, jeśli trafi się do nieodpowiedniej szkoły.

Moim zdaniem idealnym modelem byłoby przejście do mocnego klubu z zapleczem, w którym też mógłby grać. Największy skok Przemek może zrobić pod względem motorycznym, a do tego musi mieć odpowiedniego trenera, który go na tej ścieżce poprowadzi. Obecne ograniczenia motoryczne sprawiają, że on nie zawsze może zrobić to, o czym pomyśli głowa. Przemek głowę do koszykówki ma bardzo dobrą, ale jak nogi pozwolą, to zawodnik nic nie zrobi.

Od kiedy wiceprezesem Prokomu został Walter Jeklin, to tu i ówdzie słychać, że Karnowski jest bardzo namawiany do przejścia do klubu z Gdyni. Kiedy kilkanaście dni temu pytałem o to samego zawodnika, ten odparł, że nie chce tego komentować. A jak taką ewentualność ocenia Szczubiał?

Nie znam zamiarów Prokomu, ale to jeden z najsilniejszych organizacyjnie klubów w Polsce, który – być może – po awansie Startu Gdynia miałby zaplecze w ekstraklasie. Nie wiem czy to możliwe, ale wyobrażam sobie sytuację, w której Karnowski trenuje z pierwszym zespołem, a sporo gra w drugim. To tylko moje rozważania, ale tego typu modele są moim zdaniem idealne dla rozwoju.

A jak Szczubiał ocenia rozwój Karnowskiego w Siarce?

Miesiąc temu przyszedł fajny moment, w którym widać było, że Przemek zamienił część tkanki tłuszczowej na mięśnie. Stał się szybszy, żywszy. Czy zrobił wielki postęp indywidualny? W miarę naszych możliwości próbowaliśmy pewne rzeczy poprawić, ale przyznaję, że jako klub nie mogliśmy mu dać wszystkiego. Trzeba też pamiętać, że Przemek zdaje maturę, że chciał chodzić do szkoły, do ustalenia było wiele spraw.

Jedno co miał na pewno, to możliwość gry i przekonania się jak wygląda rywalizacja w seniorach. Kilku rywali go skarciło, co jest ważne, bo on dotychczas grał tylko w juniorach, gdzie wszystko jest łatwiejsze. W tym sezonie nawet niekoniecznie najwyższej klasy środkowi od czasu do czasu dawali mu nauczkę.

Myślę, że Przemek potrzebuje dużych autorytetów w swojej pracy. On jest chłopakiem, który ma wysoki poziom samooceny i lepszych warunkach jest w stanie zrobić szybszy postęp.

Tyle Dariusz Szczubiał.

Jaką drogę kariery powinien teraz wybrać ten koszykarz? Nie wiem. I nikt nie wie na pewno. Wielokrotnie słyszałem, że jedynej słusznej drogi do rozwoju sportowca nie ma, wszystko zależy od wielu różnych zmiennych. Dlatego ja po prostu kibicuję Karnowskiemu w jego marzeniach – czasem kluczowa bywa właśnie determinacja do ich spełnienia.

I niech tam, napiszę to: obym nie miał już okazji obejrzeć Przemysława Karnowskiego w polskiej lidze.

***

Łukasz Cegliński

Szukasz butów retro – sprawdź w Sklepie Koszykarza >>

https://www.youtube.com/watch?v=nNdeJF0QiX4

POLECANE