• Home
  • PLK
  • Derby Trójmiasta: dlaczego Trefl, dlaczego Asseco?

Derby Trójmiasta: dlaczego Trefl, dlaczego Asseco?

Share on facebook
Share on twitter

Obie ekipy zaliczyły pozytywny start w tym sezonie i mają za sobą tradycję 26 derbowych pojedynków. Jakie argumenty tym razem przemawiają za zwycięstwem sopocian lub gdynian?

NBA, PLK – znasz się na koszu, wygrywaj w zakładach! >> 

Być może derby Trójmiasta nie ekscytują już całej koszykarskiej Polski tak, jak jeszcze kilka lat temu, jednak wciąż mają swój niepodrabialny klimat. W piątkowy wieczór (godz. 18.00) warto włączyć sobie Polsat Sport Emocje.TV lub ubrać ciepłą czapkę i wybrać się do Hali 100-lecia Sopotu.

Zarówno Trefl, jak i Asseco mają w obecnym sezonie intrygujące składy, grające niesztampową koszykówkę. Kto wygra? Faworytem są raczej sopocianie (bilans 8 zwycięstw i 5 porażek, po stronie gdynian 5-8), jednak obie strony mają swoje argumenty. Policzmy!

(fot. Rafał Kurianowicz/kurian.pl)
(fot. Rafał Kurianowicz/kurian.pl)

WYGRA TREFL, BO…

Po pierwsze – jest na dobrej drodze i widzi swój cel

Przed startem sezonu mało kto wierzył w zespół Zorana Marticia. Mizerne występy w sparingach i brak klasycznego centra w składzie sprawiły, że w typowaniach umieszczano Trefla w okolicach miejsc 10.-13. Tymczasem pod koniec 2016 roku, dzięki serii trzech zwycięstw, sopocianie po cichu zadomowili się w górnej ósemce tabeli.

Jeśli uda się im otworzyć nowy rok zwycięstwami z Asseco i TBV Startem Lublin (15 stycznia), będą w wymarzonym położeniu przed drugą połową sezonu zasadniczego, bez względu na wynik ostatniego w rundzie meczu z Anwilem Włocławek (19 stycznia).

Założony przed sezonem ambitny cel, czyli awans do play-off, jest jak najbardziej realny, trzeba tylko konsekwentnie wygrywać w spotkaniach z niżej notowanymi rywalami. Zwłaszcza, że swoje kłopoty – mniejsze lub większe – mają Czarni, Rosa czy Anwil.

Po drugie – bo będą pomagały mu ściany

Odkąd w lecie 2010 roku otwarta została Ergo Arena, derby z Treflem w roli gospodarza zawsze rozgrywane były w nowoczesnym obiekcie na granicy Gdańska i Sopotu. Tym razem, z różnych przyczyn, mecz odbędzie się w kameralnej (niecałe 2 tysiące miejsc) Hali 100-lecia, która gwarantuje dobrą atmosferę i… przewagę miejscowych.

Sopocianie dobrze znają parkiet i słynne twarde obręcze w kameralnym obiekcie przy ul. Goyki, trenują tu przecież na co dzień. Takiego komfortu z pewnością nie mogliby odczuć w potężnym Ergo.

Bliskość sopockiej publiczności powinien też zmobilizować do dobrego debiutu nowego rozgrywającego Trefla, Tylera Lasera, który wespół z Anthonym Irelandem walczyć będzie przeciwko świetnemu w tym sezonie Krzysztofowi Szubardze z Asseco.

Po trzecie – przewaga pod koszem

O ile starcie „jedynek” zapowiada się na wyrównane, na pozycjach podkoszowych przewaga jest ewidentnie po stronie gospodarzy. W Asseco nie ma koszykarza klasy Nikoli Markovicia, który grając jako „fałszywy” center powinien dać szkołę Romanowi Szymańskiemu i Mikołajowi Witlińskiemu.

Serbem może zająć się Piotr Szczotka, ale kto wtedy przypilnuje Filipa Dylewicza? Może były gracz grup młodzieżowych Trefla Filip Put, który szukając w zeszłym roku miejsca do gry w ekstraklasie, mało co nie wrócił do Sopotu? Tak czy inaczej, trenerowi Frasunkiewiczowi będzie ciężko ograniczyć mobilnych podkoszowych Trefla.

NAJLEPSZE DERBY TRÓJMIASTA – SEKS, BLASS I REKORD W ERGO

Filip Matczak (fot. Andrzej Romański/Plk.pl)
Filip Matczak (fot. Andrzej Romański/Plk.pl)

WYGRA ASSECO, BO…

Po pierwsze – bo derby to jego specjalność

Bilans 19-7 na korzyść Asseco w derbach Trójmiasta mówi wiele. Choć nie jest to reguła pozbawiona odstępstw, w większości sąsiedzkich meczów lepiej z formą trafiają gdynianie, nawet gdy różnica w teoretycznych potencjałach obu zespołów nie wydaje się znacząca.

W ostatnich czterech konfrontacjach derbowa atmosfera działała na sopocian negatywnie. W pierwszej kolejce poprzedniego sezonu w Ergo Arenie „na papierze” mierzyły się ze sobą dwie wyrównane drużyny, jednak na parkiecie Asseco było o klasę lepsze, zwyciężając aż 73:51.

W rewanżu gdynianie wygrali 66:64 – tym razem gra była bardziej wyrównana, ale Trefl nie mógł wygrać choćby dlatego, że w jego gronie do kosza z gry trafiało zaledwie czterech zawodników! Resztę zjadła derbowa trema.

Po drugie – bo młodzież zawsze może „zaskoczyć”

Dla obu klubów minęły już czasy wielkich ambicji i budżetów (oby jeszcze wróciły!), dobrze więc, że zarówno w Sopocie, jak i Gdyni, kładzie się duży nacisk na pracę z młodzieżą i wdrażanie jej do dorosłej koszykówki.

O ile jednak w poprzednim sezonie Trefl był ligowym liderem w statystyce „młodzieżowych” minut, w obecnych rozgrywkach trener Martić – mając w tyle głowy cel w postaci play-off – na ogół woli posyłać do boju doświadczonych graczy, którzy gwarantują solidny poziom gry. W efekcie stałe miejsce w rotacji ma tylko Michał Kolenda, a i on pauzował ostatnio przez kilka tygodni z powodu kontuzji.

W Gdyni sprawy mają się inaczej – utalentowana młodzież gra regularnie, dużo i dobrze, bo… nie ma wyboru. Skład został świadomie zbudowany tak, że filarami mają być także Przemysław Żołnierewicz czy wspomniany już Witliński, od początku rozgrywek pozytywnie imponuje 19-letni Marcel Ponitka. A co jakiś czas do zabawy dołączają Bartosz Jankowski, Mariusz Konopatzki i Wojciech Czerlonko. Każdy z wymienionych zawodników może ni stąd, ni zowąd, rozegrać mecz życia.

Po trzecie – bo nie musi, tylko może

Trefl chce play-off, ma trzy wygrane z rzędu i to na sopocianach będzie ciążyła większa presja. O gdynianach w pewnym momencie obecnego sezonu zrobiło się bardzo głośno, ale ostatnie porażki były czymś w rodzaju kubła zimnej wody, który zawsze dobrze robi młodej głowie.

Od Świąt zespół Przemysława Frasunkiewicza miał dużo czasu na solidny trening i przygotowanie, można więc przypuszczać, że Asseco będzie miało kilka taktycznych asów w rękawie. Jeśli przyniosą one efekt w postacie wygranej – kibice z Gdyni będą wniebowzięci. Jeśli nie – nie będzie tragedii.

NBA, PLK – znasz się na koszu, wygrywaj w zakładach! >> 

Paweł Durkiewicz