• Home
  • NBA
  • Devin Booker – słońce świeci coraz mocniej

Devin Booker – słońce świeci coraz mocniej

Share on facebook
Share on twitter

Jednego dnia buzzer beater na wygraną z Kings, następnego 27 punktów w 7 minut! Devin Booker miał niezwykły weekend i coraz częściej na boisku także dokonuje rzeczy niezwykłych.

(Fot. Wikimedia Commons)

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Trzynastka uznawana jest w świecie za najbardziej pechową liczbę. Phoenix Suns jednak tak nie uważają. W drafcie 2015 roku wybierali bowiem z numerem 13 i wykorzystali go na Devina Bookera. Półtora roku później nikt w Arizonie nie postrzega trzynastki jako pechowego numeru.

Draft 2015 roku nie był taki zły. Aczkolwiek znalazłoby się kilku zawodników, których Booker z punktu widzenia dzisiejszych umiejętności i zdolności na boisko, powinien wyprzedzić. Wymieńmy choćby Mario Hezonję, Willie Cauley-Steina, Franka Kaminsky’ego czy Treya Lylesa. Jednak zawodnik z uniwersytetu Kentucky trafił do Suns.

Devin jest synem Melvina Bookera, byłego zawodnika NBA, ale zdecydowanie bardziej znanego w Europie. Melvin co prawda zaliczył epizody w Houston Rockets, Denver Nuggets i Golden State Warriors, ale to gra w lidze włoskiej, głównie dla Scavolini Pesaro przyniosła mu sławę na Starym Kontynencie.

Przebywał tam jednak bez Devina i dopiero po zakończeniu kariery obaj zamieszkali ze sobą. Syn poszedł w ślady ojca i grał w tej samej szkole średniej Moss Point w Mississippi. Tam grał na tyle dobrze, że był wybierany do najlepszych piątek stanu, dywizji w której rywalizował, a także dostawał zaproszenia na obozy organizowane przez gwiazdy NBA, w tym LeBrona Jamesa, Kevina Duranta czy Chrisa Paula.

Był tak dobry, że John Calipari z Kentucky zaproponował mu stypendium na rok przed końcem szkoły średniej. Chciał mieć pewność, że tak wielki talent mu nie ucieknie. Gdy już Devin trafił pod skrzydła sławnego trenera, musiał nauczyć się pokory. Przez cały sezon rozegrał 38 meczów, ale nigdy nie wyszedł w pierwszej piątce. Był żelaznym rezerwowym, ale zagryzł zęby i pokazał na co go stać w ograniczonym czasie gry. Efektem była nagroda dla najlepszego rezerwowego konferencji SEC.

Booker, jak to zwykle bywa na uczelni Kentucky, po roku gry zdecydował się na zgłoszenie do draftu NBA. Tam wybrali go Suns i dzisiaj mogą sobie bić brawo.

Początek sezonu debiutanckiego dla niespełna 19-latka nie był wymarzony. Grywał niedużo, czasem w ogóle nie wychodził na parkiet. Ale gdy już dostawał szansę, pokazywał, że warto na niego stawiać. W pierwszych 26 meczach sezonu trafiał ze skutecznością 58,8% za trzy punkty, co przykuło uwagę wielu fanów do tego młodziana.

W obliczu kontuzji podstawowych graczy, Jeff Hornacek zdecydował się wstawić Bookera do pierwszej piątki. Wiadomo było, że Suns czeka kolejny sezon pełny porażek i frustracji, zakończony poza play-off. Jest to zatem idealny moment, żeby popracować nad rozwojem młodych graczy. Rola Bookera zaczęła regularnie wzrastać. Na początku grał tylko jako typowy strzelec czekający na podanie.

Koniec sezonu dla Erica Bledsoe, kontuzja Brandona Knighta i konieczność grania Ronniem Price lub Archiem Goodwinem na pozycji numer 1 sprawiły, że Booker dostał więcej obowiązków w kreowaniu gry samemu. Już jako debiutant grał średnio 4,0 posiadania na mecz jako kozłujący w pick’n’rollu. Do tego 0,9 posiadania grał w izolacji, czyli blisko 5 akcji co mecz to on decydował o tym jak ma zagrać cały zespół.

Nie zawsze wychodziło to dobrze, ale zbudowało pewność siebie w zawodniku, a nowy trener Earl Watson wiedział, że jest na czym pracować i efekty mogą być widoczne.

https://www.youtube.com/watch?v=JNgjsgVOrjs

Sezon 2016/17 to niestety znów zawód w wykonaniu Suns. Są na ostatnim miejscu w konferencji zachodniej i jako drużyna nie robią kroku w przód. Booker na szczęście tak. Jeszcze częściej to on kończy akcje dla siebie. Wskaźnik usage, który liczy jak wiele akcji kończyło się rzutem lub stratą danego zawodnika pokazuje, że jako debiutant 23,0% było dziełem Bookera. Obecnie jest to 27,9%.

Dodatkowo obowiązki ofensywne też się zwiększyły. Jako kozłujący w pick’n’rollu kończy aż 6,3 akcji na mecz w tym sezonie, a w izolacji aż 2,8. Słabo niestety wypada pod kątem efektywności. Na przestrzeni całej ligi znajduje się niewiele powyżej średniej.

Suns jednak podobnie jak rok temu za chwilę oficjalnie zakończą granie o play-off i znów będą mogli poświęcić się szkoleniu młodych zawodników. Booker dzięki zaufaniu od trenerów, realizuje to już od dłuższego czasu.

Spotkanie z Milwaukee Bucks z ostatniej nocy, w którym rzucił 31 punktów, było już szesnastym z rzędu, w którym rzucił minimum 20 punktów. Rzucenie 27 punktów w zaledwie 7:13 drugiej kwarty to wyczyn, na jaki nawet w NBA stać niewielu.  Na przestrzeni tych 16 meczów jego średnie wynoszą 26,6 punktu, 2,8 zbiórki i 3,3 asysty na mecz.

Co jednak bardziej imponujące, to fakt, że przy ponad 19 rzutach z gry i ponad 5 trójkach, w obu kategoriach jego skuteczność jest bardzo wysoka. Niewielu jest bowiem rzucających tak wiele z dystansu graczy, którzy notują 46,8% z gry i 47,7% za trzy.

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Suns mają w Bookerze wielki talent. Talent poparty pracą, wielkimi chęciami, a także pokorą. Potrafił przyjąć rolę rezerwowego na uczelni, ale dalej walczył o swoje, nie obrażał się, tylko walczył o jak najwięcej. I teraz zbiera tego plony. Wszyscy kibice Phoenix Suns patrzą na niego jako na przyszłą twarz klubu i zawodnika, który wreszcie przywróci czasy regularnych zwycięstw. Na razie, gdy tylko może, to trafia chociaż pojedyncze rzuty dające pojedyncze zwycięstwa.

Piotr Zarychta, Twitter

NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

https://www.youtube.com/watch?v=-hzXK9_ooJU