Dlaczego Czarni przegrali pierwszy mecz?

Share on facebook
Share on twitter

Walczyli długo, trzymali się dzielnie, ale ostatecznie ulegli aż 73:93. Jakie były przyczyny porażki Energi Czarnych Słupsk w pierwszym meczu półfinału playoff?

Jarosław Mokros (Fot. Andrzej Romański/Plk.pl)
Jarosław Mokros (Fot. Andrzej Romański/Plk.pl)

Po pierwsze: Stelmet to zdecydowanie lepszy zespół i widać to było od początku, choć tylko momentami. Zielonogórzanie mieli kilkuminutowe okresy, w których sekwencją dwóch-trzech akcji w obronie i w ataku budowali przewagę. Od 4:8 przeszli do 12:8, a potem kilkakrotnie mieli serie punktowe 5:0, 6:0 itp. Czarni się zbliżali, to Stelmet dociskał pedał gazu i odskakiwał – prowadził przez 35 minut, a Czarni tylko przez 3.

Po drugie: na skutek kontuzji Mantasa Cesnauskisa i Kacpra Borowskiego, Czarni mieli bardzo utrudnione zadanie z rotacją graczy z polskimi paszportami. Dokąd na boisku mogli być Greg Surmacz czy Jarosław Mokros trzymali się w zasięgu wzroku. W czwartej kwarcie, gdy obaj spadli z boiska po pięciu faulach i trzeba było wstawić Marka Zywerta, ich gra zupełnie się już rozsypała. W czwartej kwarcie, od stanu 77:72, mistrzowie Polski zaliczyli run 12:0, który ostatecznie zakończył mecz.

Po trzecie: trener Donaldas Kairys postanowił w tym meczu głównie bronić strefą, co okazało się ryzykownym pomysłem – nie tylko sporo łatwych pozycji mieli strzelcy Stelmetu (4 trójki Moldoveanu, 3 Bosta, po 2 Zamojskiego i Ponitki), ale skończyło się to również przegraną walką o zbiórki (31:37).

Po czwarte: zabrakło dobrego dnia amerykańskich strzelców. Czarni byli bardzo blisko Stelmetu, choć Demonte Harper (6/17 z gry) i Folarin Campbell (3/9) mieli rozregulowane celowniki. Dodajmy do tego 1/6 z gry Jarosława Mokrosa. Ciężko jest wygrać w Zielonej Górze, gdy tak istotni gracze nie grają na najlepszym poziomie.