Dlaczego Stelmet jest tak słaby w Europie?

Share on facebook
Share on twitter

Kolejne rozczarowania w Lidze Mistrzów to nie jest przypadek, ani chwilowa zniżka formy. Zespół z Zielonej Góry nie jest zbudowany wystarczająco dobrze, aby powalczyć poza PLK.

Łukasz Koszarek i Artur Gronek (fot. basketballcl.com)

PLK, NBA – obstawiaj na UNIBET i wygrywaj kasę! >>

Zacznijmy od ważnego zastrzeżenia – dywagacje o przyczynach niepowodzeń w drugim z rzędu sezonie międzynarodowym nie zmieniają opinii, że Stelmet powinien znów na względnym luzie wygrać mistrzostwo Polski.

Poziom talentu, doświadczenie zawodników, głębia składu oraz bogaty zestaw polskich paszportów to gwarancja złota w słabnącej PLK także w tym sezonie.

Aby zrozumieć, czego brakuje do Europy, zadajmy sobie kilka prostych pytań.

1. Ilu graczy Stelmetu jest obecnie w „prime” – najlepszym wieku dla koszykarza?

Dwóch?

Łukasz Koszarek, Thomas Kelati, Adam Hrycaniuk, Przemysław Zamojski, Vladimir Dragicević, Boris Savović – dobrzy gracze, ale wszyscy już po trzydziestce, wszyscy już po szczycie formy. Tuż przed trzydziestką jest Martynas Gecevicius, ale on od kilku sezonów zalicza nawet wyraźniejsze spadki (od Euroligi do PLK…) niż wcześniej wymienieni.

Jeśli uznamy, że Filip Matczak (wbrew częstym występom w pierwszej piątce, mający role epizodyczne) i Armani Moore mają się dopiero rozwinąć, to mamy właśnie dwóch takich zawodników – Jamesa Florence’a i Jarosława Mokrosa, który zresztą jest solidnym, ale jednak graczem dalszego planu.

Jednym słowem – mamy drużynę, które najlepsze czasy ma już za sobą.

2. Ilu graczy Stelmetu uznalibyśmy za dobrych obrońców?

OK, na pewno Hrycaniuk. Nieźle wypada też Moore, bardzo sprawny, jako jedyny skaczący czasem, by zablokować rywala. Walczy Mokros, ale w Europie nie ma warunków, by bronić przeciwko czwórkom.

Kto broni średnio? W ostatnich sezonach, u Saso Filipovskiego i w kadrze, postępy zrobił Zamojski. W zaawansowanych statystykach nieźle wypada Dragicević, ale on ma fatalną skłonność do juniorskich fauli.

Wciąż mamy daleko do połowy składu…

Stelmet jest nieprawdopodobnie uziemioną drużyną. W Lidze Mistrzów cały zespół notuje 1,9 bloku na mecz, tyle co jeden solidny środkowy. W PLK mistrzowie Polski zaliczają średnio 2,36 bloku, tyle co… sam Adam Łapeta.

W Lidze Mistrzów ze średnią 32,9 zbiórki na mecz zielonogórzanie są na 28. miejscu w stawce 32 zespołów, daleko nawet za Rosą Radom (15. miejsce, 36,6), która przecież ma potencjalnie znacznie słabszych wysokich, a ostatnio gra wręcz bez środkowych.

3. Czy Stelmet posiada gwiazdy robiące różnicę na europejskich parkietach?

Żadnej.

Dragicević „zjada” konkurencję w PLK, notując doskonałe cyferki i także w pucharach jest najlepszy statystycznie (16,3 pkt., 6,3 zb.), ale dał się już poznać jako zawodnik o bardzo specyficznej konstrukcji psychicznej (czasem w sosie, czasem nie) łatwo okazujący zdenerwowanie i pod jego wpływem popełniający błędy. Nie jest materiałem na lidera także z racji stylu gry – wykańcza akcje zespołowe, potrzebuje dobrych podań, ustawionych zagrywek. I na dodatek, w tegorocznej Lidze Mistrzów rzuca wolne na poziomie Shaqa.

Jedynym graczem potrafiącym wygrywać pojedynki i robić różnicę w ataku jest Florence, ale jego słabością jest skłonność do odrywania się od taktyki i gra poza zespołem.

W ważnych momentach piłkę i odpowiedzialność bierze Koszarek, który pod względem skuteczności (ponad 40% z dystansu) rozgrywa dobry sezon i generalnie nie zawodzi w ataku. Jednak trudno nazwać „robieniem różnicy” zdobywanie 7,8 pkt. i 5,6 asysty na mecz, do tego kapitan Stelmetu ma znane wszystkim problemy po drugiej stronie boiska.

Wydawało się kilka tygodni temu, że taką gwiazdą–liderem będzie Martynas Gecevicius, zwłaszcza po udanych pierwszych występach. Ktoś z takich talentem rzutowym powinien być maksymalnie wykorzystywany, mieć pod siebie ustawioną taktykę, grać duże minuty. W pucharach Litwin trafia świetne 46% z dystansu i zdecydowania mogłaby być to opcja częściej eksploatowana. Tym bardziej, że jest jednym z zaledwie trzech graczy Stelmetu z dodatnim wskaźnikiem „+/-” w zespole. Tymczasem stał się jednym z wielu.




4. Czy trener czyni zespół lepszym?

Artur Gronek wygrał ze Stelmetem mistrzostwo Polski i spodziewamy się, że w tym sezonie wygra kolejne. Jednocześnie rok temu zaliczył wpadkę w pucharach i wygląda na to, że w obecnych rozgrywkach będzie podobnie.

Jeśli chodzi o efektywność, widać tu pewne podobieństwo z trenerem kadry Mike’em Taylorem. Amerykanin także rzetelnie wygrywa to, co musi, zaliczając sporadyczne wpadki ze słabszymi. Jednocześnie nie widać wyraźnych postępów lub różnicy ze strony trenera, która czyniłaby zespół lepszym i zapowiadała postępy w przyszłości.

Zapowiedzi kontynuacji rozwiązań (zwłaszcza obronnych) Saso Filipovskiego nie znalazły potwierdzenia na boisku.

Gronek to trener już z pewnymi doświadczeniami i z dobrymi podstawami merytorycznymi, który zapewne wciąż będzie się rozwijał. Ale bilans 6-18 w pucharach (w tym 100% porażek na wyjeździe) to wystarczająca próbka, by stwierdzić, że jak dotąd z występami w Europie sobie nie radzi.

Stelmet w ostatnich tygodniach gra rekordowo szeroką rotacją – gdy wszyscy są zdrowi, to po kilkanaście minut występuje aż 11 zawodników. Jest ona szersza niż w uchodzącej za symbol takiego podejścia Unicaji Malaga czy grających dłuższe mecze zespołach NBA. Można odnieść wrażenie, że ważniejsze jest, by żaden zawodnik się nie obraził na trenera, niż postawienie na liderów, którzy pociągną zespół.

W ostatnim meczu „o prawie o wszystko” z Arisem, Gronek spróbował przemeblowania pierwszej piątki, na ławce zostawił Dragicevicia, Savovica i Geceviciusa. I eksperyment zupełnie nie wypalił. „Nawet z  tych nazwisk można mieć lepszy zespół” – znów podobne wrażenie jak u Taylora.

***

Stelmet 2017/18 na tle PLK? Pewny kandydat do złota.
Stelmet 2017/18 na tle Europy? Zaawansowany wiekowo, przyziemiony zespół bez gwiazd i robiącego różnicę trenera.

Właściciel klubu Janusz Jasiński musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jaką drużynę chce budować? Jeśli tylko na PLK, to przepłaca. Jeśli także na Ligę Mistrzów, to robi to źle.

Tomasz Sobiech

Buty, w których wymiana Kyrie Irving – możesz je mieć! >>




POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi