Dlaczego Washington Wizards grają tak dobrze?

Share on facebook
Share on twitter

Znakomite spotkanie z Cavs zakończyło się porażką, ale nie zburzyło obrazu drużyny, która w tej chwili gra basket na poziomie czołówki NBA. Co takiego stało się Waszyngtonie w porównaniu z nieudanym początkiem sezonu?

(fot. Wikimedia Commons)

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Jeżeli do klubu przychodzi nowy trener ze znanym nazwiskiem, oczekuje się od niego wyników. I tak było w przypadku Scotta Brooksa, który po sukcesach z Oklahoma City Thunder, miał szybko przywrócić blask Washington Wizards. Jego celem miał nie tylko być powrót do play-off po rocznej nieobecności, ale też mocne zaznaczenie w nich swojej siły.

Jednak początek sezonu NBA w Waszyngtonie był kompletnie nieudany. I to nie tylko na wyniki i bilans 2-8 w połowie listopada.

Jeszcze przed startem rozgrywek w amerykańskich mediach najwięcej w kontekście Wizards mówiło się o niesnaskach na linii Bradley Beal – John Wall, którzy rzekomo zazdrościli sobie nawzajem pieniędzy i splendoru.

Planów nakłonienia Kevina Duranta na transfer do stolicy w ogóle nie udało wprowadzić się w życie, bo ten odmówił choćby spotkania z przedstawicielami Wizards, nie doszło do żadnej dyskusji o konkretach.

Nie udało się też zakontraktować nikogo ze znanym nazwiskiem, nie dokonano żadnego znaczącego wzmocnienia, bo trudno za takie uznać Iana Mahinmiego czy Andrew Nicholsona.

A gdy zespół zaczął sezon od porażek, Marcin Gortat chlapnął w mediach, że ławka Wizards jest do niczego, po czym przestał się wypowiadać w ogóle.

Piątka na najwyższym poziomie

W takim otoczeniu przyszło debiutować Scottowi Brooksowi. Ale czy były mistrz NBA z Houston Rockets z 1994 roku miał dać się temu przytłoczyć? W końcu był kiedyś w jednej szatni z wybuchowym Vernonem Maxwellem, a potem łagodził przez lata konflikty na linii Russell Westbrook – Kevin Durant. O tym, jak bardzo ci gracze za sobą nie przepadają, wiemy po pierwszych dwóch spotkaniach Thunder – Warriors w obecnych rozgrywkach.

Brooks jednak nie narzekał, wiedział, że sezon jest długi, rozpoczął systematyczną pracę z zespołem i zaufał ludziom, którzy gwarantują mu odpowiedni poziom gry. Ci zareagowali pozytywnie, ale siła pierwszej piątki stała się i zaletą, i przekleństwem zespołu.

W forsowaniu podstawowego składu Wizards są podobni do Minnesota Timberwolves – ich pierwsza piątka gra naprawdę bardzo dużo minut. Podstawowe ustawienie Wall – Bell – Porter – Morris – Gortat średnio spędza wspólnie na parkiecie 20,1 minuty na mecz, co jest drugim wynikiem właśnie za piątką Wolves.

Oczywiście dlatego, że jest to ustawienie silne i przynosi drużynie korzyści – ze wszystkich ustawień wszystkich zespołów, które wspólnie zagrały w lidze minimum 200 minut, piątka Wizards jest na trzecim miejscu pod względem wskaźnika Net Rating. Wizards w takim składzie są lepsi od swoich rywali średnio o 10,1 punktu na 100 posiadań. Pod tym względem przewyższają ich tylko pierwsze piątki Golden State Warriors (+23,0) oraz Los Angeles Clippers (+16,2).

Konsekwencja Brooksa i zgranie podstawowych graczy dają efekty, ale też mocno trzon zespołu nadwyrężają. Z drugiej strony trener rozliczany jest w Waszyngtonie ze zwycięstw tu i teraz, więc nie ma czasu na eksperymentowanie. Do bólu wykorzystuje to, co ma najlepsze.

Jak grają Wall, Gortat, Beal?

Wydaje się też, że Brooks dotarł do Johna Walla, bo rozgrywający Wizards utrzymując poziom asyst i organizowania gry dla kolegów, w dobrym stylu dołożył do tych obowiązków indywidualne akcje w ataku. Wall dużo częściej atakuje obręcz, gdzie zdobywa punkty lub jest faulowany – efektem jest m.in. o 1,6 więcej prób z linii osobistych w porównaniu do poprzedniego sezonu.

Spod samej obręczy oddaje aż 7,1 rzutu na mecz, trafiając je ze skutecznością 60,7 proc. W poprzednim sezonie było to 5,6 rzutu i 56,5 proc. skuteczności. Postęp jest zatem ewidentny.

Brooks ograniczył też wykorzystanie Marcina Gortata w ataku. Co prawda z punktu widzenia polskich kibiców, a także ambicji polskiego środkowego, nie jest to rozwiązanie zadowalające, ale trenerowi pozwoliło ono uruchomić innych zawodników.

A sam Gortat dzięki temu stał się z kolei jeszcze bardziej efektywny – trafia 59,7 proc. rzutów z gry w całym sezonie, w tym zabójcze wręcz 65,6 proc. w styczniu.

https://www.youtube.com/watch?v=t-d8kZ956Qg

Kolejny ważny atut Wizards, to Bradley Beal, a właściwie jego zdrowie – Brooks ma szczęście, bo w każdym z poprzednich sezonów strzelec opuszczał co najmniej 19 meczów, a w tym jak dotąd tylko 4. A Beal zdrowy i w formie, to Beal zdecydowanie bardziej efektywny.

Teoretycznie rzutów oddaje niewiele więcej, w przeliczeniu na 36 minut o 0,6 niż przed rokiem. Ale zmienił proporcje rzutów za 2 i za 3. Tych pierwszych jest o 1,2 mniej, a tych drugich aż o 1,8 więcej. Beal utrzymał przy tym skuteczność trójek na poziomie bliskim 39 proc., a także – podobnie jak Wall – częściej dostaje się na linię rzutów wolnych, więc efektywność rośnie.

Otto na miarę oczekiwań

Wizards doczekali się też w końcu na eksplozję talentu Otto Portera. Trzeci numer draftu 2013 roku pokazywał możliwości gry na wysokim poziomie, ale dopiero teraz wystrzelił jak z katapulty. Trafia 46,7 proc. rzutów za trzy, co jest najlepszym wynikiem w całej lidze. A na dodatek oddaje aż 4,5 rzutu na mecz. Wciąż jest czołowym obrońcą zespołu, ale najbardziej widoczny jest właśnie ten postęp w ataku.

https://www.youtube.com/watch?v=Tq9RlMagWKE

Porter będzie tego lata zastrzeżonym wolnym agentem i patrząc na to, co zrobili w poprzednim roku Brooklyn Nets z ofertami dla Allena Crabbe’a, czy Tylera Johnsona, to nie zdziwmy się, jeśli Otto dostanie od nich lub innej drużyny z dołu tabeli maksymalny kontrakt. I go podpisze. Wtedy Wizards będą musieli wyrównywać ofertę, żeby go zatrzymać w zespole.

Mimo tych znaków zapytania – wąskiej rotacji, forsowania pierwszej piątki, ciągłego znaku zapytania przy zdrowiu Beala, no i perspektywy trudnych negocjacji o Portera, fani Wizards mogą na razie się cieszyć. Drużyna ostatnio jest na fali – 28-13, czyli bilans po 16 listopada, to jeden z najlepszych w lidze.

Wizards, mimo początkowych strat, dogonili czołówkę, stać ich na rozstawienie w pierwszej rundzie play-off. Jeśli oczywiście starczy im sił.

Piotr Zarychta, Twitter

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

POLECANE

BM Slam Stal sensacyjnie pokonała Arkę, a potem pewnie ograła Polpharmę. Widać lepszą grę i większą energię na boisku, co sprawia, że zespół prowadzony przez Łukasza Majewskiego powinien powoli piąć się w górę. Nieoficjalnie mówi się też o kolejnych transferach.

tagi