
Załóż konto w Superbet i odbierz 1554 zł na start!
Należy zacząć od tego, że to było naprawdę dobre spotkanie w wykonaniu MKS-u. Choć podopieczni Jacka Winnickiego wygrali tylko czwartą kwartę, to zrobili to na tyle efektownie, że byli bardzo blisko sprawienia sensacji. Po 45 minutach rywalizacji górą był Śląsk, który dogrywkę wygrał 13:6, a cały mecz 103:96.
Dąbrowianie dobrze weszli w to starcie. Minęła nieco ponad minuta, a już prowadzili 5:0. Kilkupunktowa przewaga jednak dość szybko stopniała, bo od połowy pierwszej kwarty to Śląsk był drużyną przeważającą. Wśród MKS-u szczególnie zaskakiwał Matthias Tass, który strzelcem nie jest, a mimo tego po kilku minutach gry miał na swoim koncie trzy celne trójki. W drugiej kwarcie prowadzenie WKS-u nieco się powiększyło, a MKS schodził do szatni, przegrywając 44:49.
W pewnym momencie przewaga przyjezdnych urosła do nawet 19 oczek. Wówczas wydawało się, że obie drużyny spokojnie dograją ostatnie minuty, a Śląsk wywiezie z Dąbrowy Górniczej kolejne zwycięstwo. Prowadzenie zaczęło jednak systematycznie topnieć. MKS trafiał raz za razem, choć różnica między zespołami wciąż była dość spora. Gospodarze wręcz perfekcyjnie rozegrali ostatnie sekundy, dzięki czemu zdołali doprowadzić do dogrywki. Bluiett wykorzystał trzy rzuty wolne, Kramplejs efektownie zapakował z góry po stracie Nizioła, a zza łuku trafił jeszcze Verge. Andrej Urlep był poirytowany, bo ten mecz mógł zakończyć się dużo wcześniej.
🔥🔥🔥 MEGA WSAD! Martin Krampelj pakuje nad dwoma zawodnikami! 🔝 #EnergaBasketLiga #PLKPL pic.twitter.com/C87S9jWYPP
— Energa Basket Liga (@PLKpl) November 4, 2022
Jak się okazało – dogrywka tylko przedłużyła nadzieje kibiców MKS-u, ale do świętowania finalnie nie doszło. Piłka najczęściej trafiała w ręce Jeremiaha Martina (31 pkt), który niemal każdą próbę zamieniał na punkty. Ostatecznie Śląsk pokonał MKS 103:96 i zanotował siódme zwycięstwo w Energa Basket Lidze. Dla MKS-u była to czwarta przegrana w sezonie.
Piotr Janczarczyk