Domantas Sabonis i Myles Turner – dwie wieże Pacers

Share on facebook
Share on twitter

Wiele wskazuje, że w podstawowej piątce Indiany Pacers na przyszły sezon znajdzie się miejsce jednocześnie dla Domantasa Sabonisa i Mylesa Turnera. Wobec tego warto by było zastanowić się, czy aby na pewno właśnie ten duet wysokich może nie tylko sobie nie przeszkadzać, ale także wzajemnie się uzupełniać.

Domantas Sabonis / fot. wikimedia commons

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

„Naprawdę mogą występować ze sobą” – przekonywał Kevin Pritchard, odnosząc się do ustawień na dwie wieże, Sabonisa oraz Turnera. „Jeden może grać na niskim bloku, a drugi operować nieco wyżej. Przy zmianach krycia rywali, Myles będzie musiał stać się lepszym graczem tyłem do kosza, z kolei Domas musi zostać lepszym strzelcem. Nie mam jednak problemu ze wspólną grą tej dwójki po 25-30 minut w meczu” – kontynuował generalny menedżer drużyny z Indianapolis.

Taka wizja wydaje się co najmniej optymistyczna, zważywszy że w poprzednich rozgrywkach duet Sabonis & Turner spędzał na parkiecie średnio po niecałe 7 minut (429 minut łącznie). W tym czasie Pacers z tą dwójką byli lepsi od przeciwników o 2,8 punktu na 100 posiadań, zdobywając 102,4 punktu i tracąc przy tym 99,6 punktu. Po obu stronach parkietu byłby to odpowiednik wyniku skrajnego – najgorszego ataku w lidze oraz najlepszej obrony.

Poniekąd i tak toporna ofensywa – czego najlepszym przykładem była ostatnia seria play-offów z Boston Celtics – stawała się jeszcze bardziej ciężkostrawna.

Często szwankowało rozstawienie poszczególnych graczy, przez co bliżej kosza tworzył się tłok, i tylko talentem danej jednostki udawało się nadrabiać pewne niedociągnięcia. Sabonis podobne sytuacje w post-up potrafił zamieniać na punkty, choć w gruncie rzeczy był zdany na siebie, bowiem ustawienie pozostałych graczy nie zawsze otwierało możliwość podania, a chwilami wręcz ją wykluczało.

Podobne kłopoty pojawiały się również w posiadaniach, w których żaden z wysokich nie miał piłki. Dochodziło do osobliwych sytuacji, gdzie rzucający za trzy Turner czekał bliżej kosza, natomiast niegrożący trójką Sabonis rozciągał grę. W ten sposób jeszcze bardziej zagęszczały się okolice pomalowanego, gdyż obrońca pilnujący Litwina mógł bez przeszkód wykonać kilka kroków w tył.

Czasem wkradał się także brak zrozumienia, kiedy np. Sabonis ścinał po zasłonie w pick and rollu w stronę kosza, a tam już czekał Turner, ustawiając się bezpośrednio pod potencjalną zbiórkę w ataku.

Takie zachowanie ograniczało przestrzeń przy obręczy i zamykało kozłującemu do niej dostęp. Posiadanie z przykładu wyżej mogłoby zakończyć się inaczej niż stratą Darrena Collisona, gdyby Turner postanowił przesunąć się do rogu.

Jednak nie chodzi już nawet o zagęszczone pomalowane i liczne nieporozumienia (część z nich przy zwiększonych minutach udałoby się zapewne wyeliminować) – podstawowym problem jest to, że gra tych dwóch konkretnych wysokich niespecjalnie się dopełnia. Obaj mogą ze sobą koegzystować, lecz raczej jedynie w tym sensie, że niekiedy są w stanie sobie wzajemnie nie przeszkadzać. Ich wspólne minuty trudno oprzeć na jakimś klarownym fundamencie i ofensywa Pacers przebiega przez jednego lub drugiego, nie obu naraz.

Aby temu zaradzić, Nate McMillan może poszukać w większym stopniu choćby podwójnych zasłon dla dwójki podkoszowych, po których jeden z nich ścina w stronę kosza, a drugi rozbiega się na dystans. Niemniej przez brak rzutu za trzy Sabonisa, ten mógłby rozciągać grę najdalej na półdystans, wobec czego istnieje ryzyko przewidywalności co do wykonywanych zadań – działałoby to zwyczajnie wyłącznie w jedną stronę; ewentualnie rozciągnięcie na linię za trzy prowadziłoby do potencjalnych wjazdów z piłką w stronę obręczy.

Gra na dwóch wysokich nie zapewnia też w tym przypadku dodatkowego kozłującego – w Indianie nie powstawałaby zatem okazja do wykorzystania trudnych do obrony pick and rolli między czwórką i piątką.

Litewski podkoszowy zaprezentował wprawdzie obiecujący kozioł i poprawiające się rozegranie, ale raczej w izolacjach czy po postawionych zasłonach. Turner zaś kilka razy również pokazał się z niezłej strony na piłce, aczkolwiek znowuż w sytuacjach spot-up. Umiejętność nawigowania na zasłonach z piłką któregoś z nich byłaby ogromnym krokiem ku powodzeniu tego duetu.

via Gfycat

W obronie ze względu na wzrost obu graczy drzemie jakiś potencjał, choć mimo wszystko Sabonis po tej stronie parkietu jest znaczną obniżką niż uniwersalny Thaddeus Young. Zwinniejsi silni skrzydłowi będą sprawiać liczne problemy, nie tylko przez to, że te minuty pojawiałyby się głównie już nie przeciwko rezerwowym, a starterom.

Więc co w takim razie ciągnie Pacers do wspólnej gry oboma zawodnikami?

Odpowiedź jest wbrew pozorom prosta. Talent. Zarówno Sabonis, jak i Turner znajdują się w top-4 najbardziej utalentowanych koszykarzy ekipy z Indianapolis.

Stąd McMillan musi znaleźć bardziej kreatywne sposoby na wkomponowanie dwóch wysokich, szczególnie mając na uwadze ubytki na czwórce podczas off-season (na upartego, po powrocie do zdrowia Victora Oladipo, może spróbować gry niską piątką Brogdon-Oladipo-Lamb-Warren-Turner, jednakże Pacers do tej pory byli jednym z tych zespołów, który lubił trzymać się ram pozycyjnych).

Nie jestem pewien, czy trener Pacers podoła temu zadaniu – rozwój na piłce jednego z wysokich lub dodanie trójki u Domasa bardzo by pomógł – lecz jeżeli drużyna z Indianapolis nie chce dla jednego z wysokich szukać nowego klubu, to za bardzo nie ma innego wyjścia.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>




POLECANE