PRAISE THE WEAR

Dominika Owczarzak: Przełamanie na dzień dobry

Dominika Owczarzak: Przełamanie na dzień dobry

O nowej sytuacji w CCC Polkowice, nieoczekiwanej zmianie klubu przed sezonem i powrocie do zdrowia po poważnej kontuzji – rozmowa z Dominiką Owczarzak, nową zawodniczką mistrzyń Polski.

Dominika Owczarzak / fot. PZKosz, Anna Zalewska

W takich butach finały NBA wygrywał Kevin Durant! >>

Jan Delmanowski: Wracasz do Polkowic po kilku latach. Mogłabyś porównać tamten zespół sprzed kilku lat i ten obecny?

Dominika Owczarzak: Ciężko powiedzieć, bo wtedy byłam w Polkowicach przez 3 lata. Z roku na rok zespół się mocno zmieniał. Pierwsze 2 sezony byłyśmy z trenerem Winnickim. Sezon 2012/2013 był na pewno rewelacyjny, bo zdobyłyśmy Puchar Polski, mistrzostwo Polski oraz grałyśmy w Final Eight Euroligi. Następny już był troszeczkę cięższy.

Ostatni mój rok w Polkowicach, czyli sezon 2014/2015 był już zupełnie inny. Zespół przejął trener Arkadiusz Rusin. Miałyśmy powiedziane, że fundusze są dużo mniejsze. Teoretycznie byłam w tym samym miejscu, ale wiele rzeczy wyglądało już inaczej. Uplasowałyśmy się ostatecznie wtedy na 4. miejscu i było to dla nas takie pozytywne zakończenie. Teraz 3 lata mnie tutaj nie było i na pewno dostrzegam dużo zmian, ale myślę, że zdecydowanie na plus.

JD: CCC jest obecnie jednym z najlepiej zorganizowanych klubów w EBLK. Jesteś w stanie porównać właśnie te kwestie organizacyjne? Jak to wygląda dzisiaj, a jak to wyglądało kilka lat temu?

DO: Faktycznie, ta zmiana jest spora. Może nie miałam okazji grać w wielu klubach w Polsce, ale znamy się z dziewczynami i dużo rozmawiamy, więc jakieś pojęcie mam. Sama mając porównanie do Lublina czy nawet Wisły Kraków, w której te 3 miesiące spędziłam, to na pewno mogę stwierdzić, że organizacja w Polkowicach jest na najwyższym poziomie.

JD: Miałaś teraz przymusową przerwę po ciężkiej kontuzji, która przerwała Twoją ciekawą karierę. Jak się wtedy czułaś? Te pierwsze dni i tygodnie były trudne?

DO: Szybko zaczęłam szukać pozytywów tej sytuacji. Nie chciałam skupiać się na tym, że spotkało mnie coś złego. Miałam to „szczęście”, że kontuzja przydarzyła się w rodzinnym Poznaniu. Bardzo mi w tym wszystkim pomógł mój chłopak, Jakub Fiszer. Miałam okazję uczestniczyć w jego sezonie, więc gdzieś te sportowe emocje dalej były przy mnie.

Osoby, które przeszły tak ciężki uraz, dobrze wiedzą, że w trakcie rehabilitacji dobrze poznajemy nie tylko swoje ciało, ale także samego siebie. Dowiadujemy się o własnych barierach. Ja ten cały okres potraktowałam jako cenną lekcję i doświadczenie, które pozwoli mi chociażby lepiej teraz o siebie dbać i koncentrować się na tym, do czego wcześniej może nie przywiązywałam aż tak dużej wagi.

JD: W pewnym momencie w mediach pojawiła się informacja, że podpisałaś umowę na grę w nowym sezonie w Lublinie. Co się stało, że jednak tam nie wrócisz? Bo to również klub, w którym już miałaś okazję występować.

DO: Zostałam wysłana przez klub z Lublina na testy medyczne do Ortomedu, do Łodzi. Tam oceniono mój stan zdrowia na taki, że przez najbliższe dwa miesiące nie będę mogła grać na kontakcie. Zespół z Lublina powiedział, że nie ma czasu i możliwości, żeby na mnie czekać.

JD: Czy ta diagnoza Cię zaskoczyła? Wiem, że ciężko przepracowałaś okres wakacyjny i byłaś w dość mocnym treningu.

DO: Ja nie do końca się z tym zgadzam, w jaki sposób zostałam oceniona. Widocznie tak miało być, że dostałam więcej tego czasu i teraz jestem w innym miejscu. Aktualnie mam bardzo dobrą opiekę medyczną i na pewno ten spokój w głowie na powrót. Zaraz po diagnozie i decyzji klubu z Lublina było mnóstwo emocji, bo było to „na gorąco”. Wtedy czułam się rozczarowana. Teraz już skupiam się na tym, że dostałam szansę w Polkowicach i to jest w tej chwili najważniejsze.

JD: Jak sytuacja z Twoim zdrowiem wygląda aktualnie? Trenujesz z zespołem czy indywidualnie?

DO: Trenuję normalnie z zespołem w pełnym wymiarze i jeżeli przez najbliższe kilka dni nic się nie zmieni, to będę miała okazję zadebiutować po tej kontuzji już w najbliższym meczu w Poznaniu. Zbliża się ten moment.

JD: Staramy się szukać pozytywów, ale po tym, co powiedziałaś nasuwa się jedno pytanie. Kontuzji doznałaś podczas meczu w Poznaniu, a teraz masz właśnie tam wrócić do gry. Chodzi Ci to gdzieś po głowie?

DO: Jasne, że pierwsza myśl była taka, że to jednak tam się wydarzyło. Ale przecież to nie była wina parkietu, złej sali czy przeciwnika (śmiech). Na tą kontuzję złożyły się zupełnie inne rzeczy. Nawet się śmialiśmy z naszym fizjoterapeutą, panem Tomkiem Ruszkowskim, że może to będzie takie dobre przełamanie na „dzień dobry”.




JD: Wspomniałaś, że współpracowałaś już z trenerem Rusinem. Temat „Dominika Owczarzak = kadra Polski” przewija się w Twoich myślach czy jeszcze nie?

DO: Na razie nie. Teraz skupiam się na powrocie do gry i formy. Pierwsze zgrupowanie kadry jest już w listopadzie i nie sądzę, żeby trener brał moją osobę pod uwagę. Wiadomo, że po roku przerwy będę potrzebowała trochę czasu, by znów wdrożyć się w ten system.

JD: Ale chciałabyś wrócić do kadry? Masz takie ambicje?

DO: Nie zastanawiam się nad tym szczerze mówiąc. W momencie, gdy pojawi się powołanie to będę nad tym myśleć. Jest sporo czynników, które będą miały wpływ na moją decyzję. Przede wszystkim moje zdrowie i samopoczucie.

JD: Przed sezonem dużo mówiło się o tym, że Polkowice zbudowały swego rodzaju „dream team”, jak na polskie warunki. Będąc w środku, faktycznie widzisz taką moc w drużynie?

DO: Zdecydowanie. Jest to dobrze zbudowany zespół, mamy wiele możliwości. Czekamy jeszcze na jedną zawodniczkę, która na pewno będzie dużym wzmocnieniem. Po meczu z Toruniem usiadłyśmy w szatni i stwierdziłyśmy, że cieszymy się ze zwycięstwa, ale nie jesteśmy zadowolone z naszej gry w tamtym meczu. Stać nas po prostu na wiele więcej.

JD: Przyznam, że jakby mi ktoś powiedział, że wygracie z Toruniem po dobitce Temi Fagbenle w ostatnich sekundach, to bym nie uwierzył. Co się stało, że pierwszy wymagający przeciwnik i od razu słabsza dyspozycja z Waszej strony?

DO: Tak naprawdę jesteśmy w tym składzie dopiero 2 tygodnie. Trener ma spory wachlarz zasad oraz ustawień i potrzebujemy czasu, żeby razem się w to wdrożyć. Musimy pewne rzeczy zacząć robić z automatu, a nie się nad nimi zastanawiać, tego zgrania nam jeszcze brakuje. Do tego uważam, że Energa Toruń dysponuje naprawdę szerokim, solidnym składem i w meczu z nami w żadnym aspekcie nie odpuszczała. Właśnie takie aspekty zadecydowały, że był to zacięty mecz. Trener nas na to przygotowywał, że Katarzynki postawią twarde warunki.

Natomiast fajnie jest wygrywać takie spotkania, bo to buduje zespół od środka. Mimo, że gra nie była rewelacyjna to liczą się te 2 punkty, a teraz przystępujemy dalej do pracy nad naszymi błędami.

JD: Taki temat trochę około koszykarski. Czy 560 kilometrów to dużo?

DO: (śmiech) Dla chcącego nic trudnego, tak odpowiem.

JD: Fajnie, że wiesz o co pytam. Sprawdza się w życiu powiedzenie, że „stara miłość nie rdzewieje”?

DO: Zdecydowanie nie rdzewieje, mam nadzieję, że Kuba odpowiedziałby tak samo. (śmiech)

JD: Co prawda z Kubą już rozmawiałem, ale zawsze możemy zrobić dogrywkę.

DO: To zróbmy tak, że zapytamy go tutaj w mojej odpowiedzi, czy stara miłość nie rdzewieje. Na pewno będzie czytać.

JD: Kończąc naszą rozmowę – wiemy, że Polkowice mają konkretny cel w tym sezonie. A jaki cel ma Dominika Owczarzak?

DO: Odpowiedź jest z wiadomych względów oczywista. Skupiam się na swoim zdrowiu i cieszę się, że jestem w miejscu, gdzie mam ten spokój psychiczny na powrót. Ja na pewno będę ciężko pracować, żeby swoją cegiełkę dołożyć do wyników CCC.

Jan Delmanowski, @PulsBasketu

W takich butach finały NBA wygrywał Kevin Durant! >>




Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami