• Home
  • NBA
  • Donatas Motiejunas, czyli jak nie zarobić 37 milionów dolarów

Donatas Motiejunas, czyli jak nie zarobić 37 milionów dolarów

Share on facebook
Share on twitter

No i przeszarżował. Przez przepychanki z Houston Rockets Litwin stracił możliwość podpisania dużego kontraktu już w tym roku i na razie zagra za czapkę gruszek.

(fot. YouTube)
(fot. YouTube)

NBA, PLK – znasz się na koszu, wygrywaj w zakładach! >> 

Według informacji The Vertical Donatas Motiejunas doszedł do porozumienia z działaczami New Orleans Pelicans i to właśnie z nimi niebawem ma podpisać roczny kontrakt. Formalności mają zostać dopełnione we wtorek.

To świetna okazja przede wszystkim dla zespołu prowadzonego przez Alvina Gentry’ego. Po kiepskim starcie sezonu wreszcie dysponuje on niemal pełnym składem, a teraz dostanie jeszcze bonus w postaci grożącego rzutem z dystansu 26-latka, który solidnie prezentuje się także w defensywie. A to wszystko za promocyjną cenę zaledwie 1,5 miliona dolarów.

Z perspektywy koszykarza wygląda to zgoła inaczej. Dla niego warunki te oznaczają bowiem klęskę.

Latem Motiejunas trafił na rynek jako zastrzeżony wolny agent. Rockets złożyli mu tzw. ofertę kwalifikacyjną, która w jego przypadku wynosiła około 3,2 mln za rozgrywki 2016/17. „D-Mo” i jego agent B.J. Armstrong (ten, który jako zawodnik brał udział w pierwszej mistrzowskiej trylogii Chicago Bulls) liczyli jednak na znacznie więcej. Byli święcie przekonani, że dopną swego, dlatego długo ofertę tę odrzucali.

Na początku grudnia z nieporównywalnie lepszą propozycją wyszli do nich Brooklyn Nets. 37 „baniek” za 4 lata gry! Motiejunas skłonny był oczywiście na nią przystać, wszak czas uciekał, rozgrywki już wystartowały i wypadałoby już wrócić na boisko. Niespodziewanie jednak Rockets postanowili wyrównać ofertę, przy czym skorzystali z prawa do rezygnacji z bonusów i ostatecznie na umowie znalazła się kwota o 6 milionów mniejsza.

Wtedy podpisanie nowego kontraktu z Rockets – poprzez odmowę przejścia obowiązkowych testów medycznych – blokować zaczął obóz zawodnika, który naturalnie oburzył się na nikczemne, w jego mniemaniu, zagrywki klubu z Houston.

W końcu obie strony doszły do porozumienia i stanęło na 35 milionach. Ostatnim krokiem były wspomniane już testy. Testy, których Motiejunas ostatecznie nie przeszedł, a Rockets zrezygnowali z całego układu.

Gdzie dwóch się bija, tam trzeci korzysta. W tym przypadku skorzystali Pelicans. Bo choć, przez negatywny wynik testów w Houston i anulowany w lutym transfer z jego udziałem przez Pistons, wobec stanu pleców Motiejunasa wciąż można mieć spore obawy, to klub z Nowego Orleanu może na jego zatrudnieniu tylko zyskać. 1,5 miliona dolarów, czyli minimum dla weterana, które chcą mu zapłacić, to przy dzisiejszym salary cap grosze nieadekwatne do tego, co młody Litwin może ze sobą wnieść do zespołu.

To są buty gwiazd NBA – zobacz, w czym oni grają >>

Mateusz Orlicki