Dopiero luty, a Golden State już w playoff

Share on facebook
Share on twitter

Na półtora miesiąca przed zakończeniem rundy zasadniczej Golden State Warriors jako pierwsza drużyna w NBA są już pewni awansu do play-off. Znów uzyskali go rekordowo wcześnie.

(Fot. Wikimedia Commons)

W takich butach wymiata Stephen Curry >>

Po sobotnim zwycięstwie z Brooklyn Nets (112:95) Warriors mają bilans 49-9 i jako pierwsi zaklepali sobie miejsce w pierwszej ósemce konferencji. Okupująca 9. pozycję drużyna Sacramento Kings traci do nich na ten moment dokładnie 24,5 meczu i jak łatwo obliczyć, przy pozostałych do rozegrania spotkaniach nawet czysto teoretycznie nie będą już w stanie zagrozić głównym kandydatom do mistrzowskiego tytułu.

To, że zespół prowadzony przez Steve’a Kerra po raz piąty z rzędu zakwalifikuje się do drugiego etapu rozgrywek, nie budziło oczywiście żadnych wątpliwości. Niemniej, jeśli ktoś melduje się w nim już pod koniec lutego, to niewątpliwie jest to rzecz godna odnotowania.

Co prawda, przed rokiem na tym samym etapie rywalizacji mierzący w rekord Chicago Bulls z sezonu 1995/96 Warriors mieli znacznie lepszy bilans (53-5), ale udział w fazie play-off zapewnili sobie dokładnie dwa dni później. Teraz, bijąc swój własny rekord, formalności dopełnili już 25 lutego – najwcześniej w historii NBA.

Kalendarzowo nowego rekordu podważyć nie można. Warto jednak zauważyć, że w porównaniu do poprzednich rozgrywek ustanowienie go trwało to dokładnie tyle samo, czyli 123 dni. Po prostu rywalizacja ruszyła wtedy dwa dni wcześniej.

Nie zmienia to faktu, że od trzech lat ekipa z Oakland jest przynajmniej o krok przed resztą stawki. W czerwcu ubiegłego roku wyłożyli się tuż przed samą metą, ale wyciągnęli z tamtej lekcji wnioski. Wzmocnili się, pozyskując Kevina Duranta i nie myślą już o biciu rekordów, a jedynie o rewanżu na LeBronie Jamesie i Cavaliers w finałach NBA.

Do tego oczywiście jeszcze daleka droga, jednak perspektywa rotacji, w której Steve Kerr przez pełne 48 minut w każdym meczu może mieć przynajmniej dwóch graczy kalibru All Star na parkiecie, musi budzić jeśli nie trwogę, to przynajmniej ogromny szacunek. Kluczowe będzie oczywiście zdrowie, ale sądząc po podejściu do sprawy sztabu szkoleniowego oraz rozsądnym gospodarowaniu czasem gry gwiazd, w Kalifornii robią wszystko, aby akurat ten czynnik nie stanowił w czerwcu problemu.

Nad drugimi za Zachodzie Spurs (44-13) Warriors mają bezpieczną przewagę 4,5 meczu. Cavs (40-17), póki co, nie mają nawet z czym podjeżdżać. Jeśli aktualnym mistrzom uda się dostać do finału, a zakładamy, że tak właśnie się stanie, najprawdopodobniej znów będą musieli radzić sobie bez przewagi własnego parkietu. Tylko czy, mając w pamięci wydarzenia z czerwca 2016, rzeczywiście jest ona aż tak istotna?

W takich butach wymiata Stephen Curry >>

Mateusz Orlicki

https://www.youtube.com/watch?v=3WTSwfXsGGc

POLECANE