Draymond Green zniszczy system w tym playoff?

Share on facebook
Share on twitter

Od popisów strzeleckich są Kevin Durant czy Stephen Curry. Ale to ekscentryczna maszynka do robienia wszystkiego na boisku jest kluczowy elementem układanki Golden State Warriors.

Draymond Green (fot. wikimedia commons)

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Wykluczenie Draymonda Greena z meczu numer 5 w zeszłorocznych finałach całkowicie odwróciło losy rywalizacji. Od tamtego momentu LeBron i spółka wygrali trzy kolejne pojedynki i wyrwali Warriors upragnione mistrzostwo. Green nie próbował unikać odpowiedzialności. Wziął ciężar porażki na klatę i obiecał, że zrobi wszystko, co w jego mocy, aby w kolejnych rozgrywkach ten tytuł odzyskać.

Pan Egzekutor
Po ośmiu dotychczasowych spotkaniach przeciwko Blazers i Jazz, w których spędzał na boisku najwięcej czasu w drużynie (po 35,4 min.), jest liderem zespołu pod względem średniej zbieranych piłek (9,1), asyst (7,3), przechwytów (2) oraz bloków (2,6). W punktach jest czwarty (14,9), ale za to może się pochwalić drugim najlepszym wskaźnikiem +/- w całej stawce (w sumie +122 pkt.).

Kiedyś Steve Kerr nie przepadał za kolejnymi próbami Draya z dystansu. W mistrzowskim dla Warriors sezonie 2014/15 kilkakrotnie droczył się z nim, wytykając mu kiepską skuteczność w tym elemencie (26,4 proc.). Nie wiemy, czy zmagający się z kolejnymi problemami zdrowotnymi trener zdoła jeszcze w tym sezonie wrócić na ławkę, ale wiemy, że w tym roku 27-latek całkowicie wytrącił mu ten argument z rąk.

Po 36,5 proc. w poprzednim play-off, teraz zostawiany na obwodzie trafia rekordowe i zarazem najlepsze w drużynie 51,2 proc. I to przy 2,6 celnej próby w każdym meczu. Spośród wszystkich graczy Warriors tylko Curry trafił do tej pory więcej trójek.

Pan Opoka Defensywy
W dwóch poprzednich latach w głosowaniu na najlepszego obrońcę sezonu dwukrotnie lądował na drugim miejscu za Kawhiem Leonardem. W tym roku znów jest w czołówce wyścigu po tę nagrodę i choć trudno przewidzieć, czy wreszcie uda mu się ją zgarnąć, to niewątpliwie za jego kandydaturą przemawiają piekielnie mocne argumenty, które sam zainteresowany dobitnie potwierdza także w fazie play-off.

Trochę w nim Dennisa Rodmana, trochę Kevina Garnetta. Z początku kojarzony bardziej jako walczak, energizer, który potrafił wykorzystać swoje możliwości motoryczne. Dziś do tej fizyczności dołożył także niezwykle cenne doświadczenie, wyostrzony instynkt oraz umiejętność czytania rywali. Oczywiście trochę tego miał już wcześniej, ale nie na aż tak wysokim poziomie.

Wolny prawy blok? Zbiegający Rudy Gobert? No to alley-oop. Najprostszy sposób na łatwe punkty. Nie z Draymondem na posterunku:

https://www.youtube.com/watch?v=ZOcd0OK_70s

Sytuacja 2-na-1 po przechwycie? Jeszcze prostsze, prawda? Również zonk:

Jest szefem najlepszej formacji defensywnej, która w 8 dotychczasowych meczach w Playoffs traciła średnio tylko 96,9 punktu na sto posiadań. Mało tego, pierwsza piątka Dubs w 68 minut spędzonych razem na boisku (najwięcej spośród wszystkich ustawień) zdołała zejść nawet do 90,8 pkt. Zanotowała też w tym czasie wskaźnik NetRTG na poziomie aż 34,9 pkt.

To są buty najlepszych koszykarzy NBA – zobacz >>

https://www.youtube.com/watch?v=yn1GZVQbVm4

Pan Dojrzalszy?
Pod względem czysto sportowym przez większość rywalizacji na tym etapie oglądaliśmy prawdopodobnie najlepszą możliwą wersję Draymonda Greena. Największe wątpliwości wciąż budzi u niego jednak kwestia behawioralna. W przerwach pomiędzy świetną grą znów miewał bowiem momenty stanowiące potencjalny punkt zapalny dla sytuacji, która w obliczu konfrontacji z drużyną LeBrona Jamesa i nieporównywalnie większej presji znów może skutkować niepożądanymi konsekwencjami.

Próbkę tego mieliśmy chociażby w trzecim spotkaniu z Jazz, kiedy w końcówce drugiej kwarty złapał trzeci faul oraz przewinienie techniczne, przez co musiał usiąść na ławce, a rywale od tamtego momentu zaliczyli serię punktową 22:9. Stara się panować nad emocjami i w kilku sytuacjach było to oczywiście widać, ale nadal nie stroni od prowokacji, a czasem sprawia wrażenie, jakby stąpał po minie, która lada chwila eksploduje.

Taka jego natura i z niej wynika oczywiście także jego charyzma oraz postawa na boisku. Pytanie, czy w kluczowej konfrontacji (o ile oczywiście do niej dojdzie) będzie w stanie utrzymać nad tym kontrolę?
***
W ostatnim meczu Green zanotował triple double (17 pkt., 10 zb., 11 as.), a Warriors połknęli Jazz, odnosząc drugie najwyższe zwycięstwo w tegorocznym play-off (+26 pkt.). W ogóle według danych przytaczanych przez ESPN ekipa z Oakland ma bilans 22-0, gdy ich porywczy podkoszowy zalicza tego typu występ.

Gdy jest w stanie utrzymać nerwy na wodzy, wygląda jak MVP tej drużyny i jeśli Warriors rzeczywiście w czerwcu udałoby się zrewanżować Cavs za zeszłoroczną porażkę, niewykluczone, że takowe wyróżnienie przypadłoby właśnie jemu – Panu Numer 35. Draftu*. To by dopiero była historia!

To są buty najlepszych koszykarzy NBA – zobacz >>

Mateusz Orlicki

* Najniżej wybranym w naborze zawodnikiem, który został MVP Finałów, był Dennis Johnson (1978/79) – 29. pick w 1976 roku. Kolejni na liście są Joe Dumars (18.) i Kawhi Leonard (15.).

POLECANE

Już po 3 kolejkach odchodzi trener Jacek Winnicki, cały zespół ukarano finansowo, rozwiązano kontrakty z Yancym Gatesem i Grzegorzem Surmaczem, a Jay Threatt i Nikola Jevtović zostali zawieszeni. W Ostrowie po tych czystkach trzeba będzie budować zespół od nowa.