Dziura po Macieju Lampem – jak ją załatać?

Share on facebook
Share on twitter

Przemysław Karnowski i Damian Kulig to solidni gracze, ale trudno spodziewać się, że zrobią różnicę na EuroBaskecie. Jeśli Maciej Lampe nie zagra w mistrzostwach, będziemy mieli problem.

Maciej Lampe (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Operacja biodra, której poddał się w Barcelonie 32-letni środkowy, to zaskoczenie dla wszystkich. Także dlatego, że po zakończeniu trudnego sezonu w Chinach Lampe najpierw poleciał na kilkutygodniowy urlop do Tajlandii, a dopiero potem poszedł do szpitala. Sztab reprezentacji poinformował w ostatniej chwili.

Kontuzjowane jest prawe biodro, lewe Lampe miał już operowane – w lecie 2011 roku, podczas treningów w Chicago, Polak doznał uszkodzenia chrząstki stawu biodrowego. Operację przeszedł na początku września, pierwszy mecz w drużynie z Vitorii, z którą wówczas miał kontrakt, rozegrał 26 lutego. Pauzował blisko 6 miesięcy.

Taylor czeka do końca czerwca

Teraz poinformował sztab, że obecna kontuzja powinna być leczona przez 4-6 miesięcy, ale on chce wyleczyć ją w 3,5 miesiąca. Optymistyczny wariant zakładałby zatem, że Lampe powinien być gotowy na początek sierpnia, czyli niespełna miesiąc przed pierwszym meczem ze Słowenią (31 sierpnia w Helsinkach).

Z drugiej strony tak samo prawdopodobne jest, że Lampego na EuroBaskecie zabraknie.

Nie chcę szacować procentowych szans na udział Maćka w turnieju – mówi nam trener reprezentacji Mike Taylor. – Informacją o kontuzji i operacji byliśmy zaskoczeni, bo komunikowaliśmy się z Maćkiem przez cały sezon i o niczym nas nie informował.

Teraz po prostu czekamy, będziemy obserwować wyniki badań, umówiliśmy się na badania pod koniec czerwca i wtedy podejmiemy decyzję. Nie zamykam przed nikim drzwi do kadry, ale decyzję podejmę z myślą o drużynie – powołam tych, którzy naprawdę będą w stanie pomóc drużynie – dodaje Amerykanin.

Lampe robi różnicę

A jeśli nie Lampe, to kto? Dużego wyboru nie ma, w grę wchodzą dwa nazwiska – Przemysława Karnowskiego i Damiana Kuliga.

Obaj mieli lub mają bardzo dobre sezony, ale też żaden z nich nie gwarantuje takiego poziomu jak Lampe, który w ataku po prostu robi różnicę. Wciąż prezentuje duży talent ofensywny – dobrze czuje się w grze tyłem i przodem do kosza, może wyjść na obwód. To właśnie płynna, dobra technicznie i skuteczna gra w ataku przez wiele lat dawała mu miejsce w najlepszych klubach Europy.

Lampe to po prostu nasz najlepszy środkowy i jedyny wysoki przeciwko któremu rywale muszą szykować plan gry. I który sprawia, że więcej miejsca na swoje akcje na obwodzie mają Adam Waczyński i Mateusz Ponitka.

„Big Mamba” między NCAA i NBA

Karnowski? Liczymy na niego bardzo, ale pamiętajmy o kilku kwestiach. Po pierwsze: jego celem na najbliższe lato jest dostanie się do NBA. „Big Mamba” zawsze deklarował i wciąż deklaruje wielką chęć gry dla Polski, w to nie ma, co wątpić, ale draft, liga letnia, szukanie opcji zaczepienia się na obóz przedsezonowy – to może zająć mu głowę, zmęczyć ciało i skrócić przygotowania.

Po drugie: wszystkie swoje atuty pokazywał dotychczas w grze z rówieśnikami, a ostatnio z dużo młodszymi graczami NCAA. Jego doświadczenie w seniorach jest niewielkie. Pamiętamy oczywiście udane akcje przeciwko Pau Gasolowi na EuroBaskecie 2015, ale trzeba też pamiętać, że jego dorobek z tamtego turnieju to 5,5 punktu oraz 2,3 zbiórki w niespełna 13 minut.

Czasy ładnej walki minęły

Kulig? On na EuroBasket do Francji jechał po świetnym sezonie w Turowie i na mistrzostwach zdobywał po 6,7 punktu oraz 5,7 zbiórki w meczu. Przyzwoicie zważywszy na fakt, że był najwyżej czwartą opcją w ataku po Waczyńskim, Ponitce i Gortacie. Czy teraz byłby w stanie być opcją nr 3, a pierwszą, jeśli chodzi o formację podkoszową?

W Turcji – w Trabzonsporze i Banvicie – Kulig gra przede wszystkim jako środkowy, ale teraz raczej jako walczak i gracz drugiego planu. A w reprezentacji musiałby wejść na poziom gracza wiodącego.

Innych kandydatów do ważnej roli w ataku na pozycji środkowego nie mamy, wybór ogranicza się do tych dwóch nazwisk.

Oczywiście, gwiazdy to nie wszystko, liczy się zespołowość, walka, atmosfera itp. Kadra Alesa Pipana z 2011 roku pokazała, że nawet bez teoretycznie najważniejszych graczy można ograć Turcję i ładne powalczyć.

Ale czasy podniecania się ładną walką minęły. To już za mało, nadchodzi czas wygrywania. W Finlandii wyjść z grupy będzie dużo trudniej niż dwa lata temu we Francji. Ale to po prostu trzeba zrobić. I łatwiej byłoby z Lampem.

ŁC

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>