Elementarne błędy Rockets – tak się z Warriors nie wygra!

Share on facebook
Share on twitter

Straty i odpuszczenie zbyt wielu zbiórek w obronie to główne powody przegranej Houston Rockets w 2. meczu serii przeciwko Golden State Warriors. Mistrzowie NBA w hitowej serii na Zachodzie prowadzą już więc 2:0.

Chris Paul / fot. wikimedia commons

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Stan Van Gundy goszcząc w niedawnym podcaście Zacha Lowe’a powiedział, że ludzie niekiedy za daleko szukają przyczyn zwycięstwa lub porażki danej drużyny – wskazując na np. konkretny schemat czy jakieś usprawnienie, które przeważyły na korzyść jednej ze stron – gdy odpowiedzi czasem tak naprawdę leżą na wyciągnięcie ręki. Dokładnie tak było w przypadku 2. meczu serii Warriors z Rockets – powody porażki zespołu z Teksasu sprowadzają się do absolutnych podstaw: strat oraz przegranej walki na tablicach.

Rockets trafili 17 trójek, lecz oddali aż o 14 rzutów mniej niż ich rywale, pozwalając przeciwnikom na zdobycie 44 punktów po popełnionych stratach (17 strat na 24 punkty) i zbiórkach w ofensywie (18 zbiórek w ataku na 20 punktów). Tyle błędów – przy dobrym strzelecko występie – mogłoby ujść na sucho przeciwko większości drużyn, jednak nie przeciwko Warriors.

Zatrzymanie tak utalentowanego zespołu jest wystarczająco trudne bez dodatkowych okazji do zdobycia punktów, które stanowią zaporę nie do przeskoczenia, nawet gdy trafia się ogółem na lepszym %. I choć wiele z tych sytuacji było efektem typowych pomyłek Rockets, to część z nich wymuszali swoją rzetelną postawą Warriors, wykorzystując luki w działaniach rywala. Przyjrzyjmy się zatem dwóm aspektom, które m.in. wpłynęły dla Houston na generowanie strat i przegraną walkę na tablicach.

Loby do Clinta Capeli

Są mądrzyMike D’Antoni komplementował mistrzów NBA. – Całkiem nieźle kontrolują przestrzeń. Draymond to prawdopodobnie najlepszy obrońca w lidze. Jest zaradny – dodał trener Rockets.

Jednym z założeń, które Warriors chcieli osiągnąć było wyłączenie lobów do Clinta Capeli. Z wyjątkiem w zasadzie pojedynczego posiadania ten cel został osiągnięty. Duża w tym zasługa Greena, który w sytuacjach 1v2 potrafił całkowicie zmylić kozłującego co do swoich zamiarów, umiejętnie go wyczekując.

Poniższa akcja to chyba najbardziej klarowny tego przykład – Eric Gordon złamał na koźle zasłonę i wyszedł naprzeciw Greena z przewagą liczebną w postaci Capeli. Wydawało się, że wysoki Golden State doskoczy do zawodnika z piłką, chcąc utrudnić mu oddanie potencjalnego floatera. I rzeczywiście, Green zrobił pierwszy krok do Gordona. Wtedy kozłujący zdecydował się posłać podanie do Capeli, na co Green natychmiast zareagował, wycofując się do Szwajcara i uniemożliwiając mu skuteczne wykończenie akcji. Dla Gordona było już za późno na zmianę decyzji.

via Gfycat

Mam wrażenie, że czasem Rockets jakby sami wpadali w sidła Greena, kiedy ten momentami jakby nie zrobił nic specjalnego – inaczej: gdy wydawało się, że wysoki jest lekko poza swoją pozycją i nie będzie w stanie przeciąć potencjalnego podania, zawodnicy z piłką trochę błędnie zakładali, że podanie bez trudu znajdzie adresata.

via Gfycat

Natomiast w sytuacjach, w których Green faktycznie znalazł się pomiędzy dwoma graczami, ale tak, że już w danym posiadaniu nie będzie mógł niczemu zaradzić, zdarzało się, że na ratunek przychodził obrońca z pomocy – na poniższym przykładzie Klay Thompson, który zdołał z rogu w porę przeciąć zagranie Jamesa Hardena do ścinającego centra.

via Gfycat

Niemniej wiele z tych strat – nie zawsze bezpośrednio – powodował Green, którego trudno było powiedzmy rozegrać. Cały czas trzymał rywala w niepewności, gdy zazwyczaj jest na odwrót. Zdolność 29-latka do balansowania między dwoma zawodnikami – bez jasnego wskazania, w którą stronę pójdzie – powodowała, że kozłujący nie tylko gubił się w prowadzonych poczynaniach, lecz także był delikatnie spóźniony. A to prowadziło do tego, że obrońca mógł w porę zareagować, tym samym robiąc różnicę na korzyść swojej drużyny.

Zmiany krycia

Rockets zbyt wiele zbiórek w obronie odpuścili przez brak box-outu, czy zagapienie się obrońcy. Kilka z nich przyszło również w niskich kombinacjach i po zmianach krycia. Houston w defensywie bazuje w dużym stopniu właśnie na przekazaniach krycia i o ile te – przy dobrej komunikacji – pozwalają na spowolnienie gry po zasłonach, tak tworzą naturalne mis-matche, gdzie przy tych najbardziej skrajnych rozgrywający będzie pilnowany przez centra, a center przez rozgrywającego.

Tak więc, kiedy w hipotetycznym pick and rollu Stephena Curry’ego z Greenem dojdzie do zmiany krycia, tworzy się nie jedna przewaga, a dwie, bo przecież stawiający zasłonę center będzie pilnowany przez niższego gracza. W praktyce oznacza to tyle, że wysoki zostaje wyciągnięty spod kosza – swojego największego miejsca wpływu – a o zebranie piłki musi walczyć niższy zawodnik.

Najlepiej zobrazuje to poniższe posiadanie – Rockets w pick and rollu 3&5 zmieniają krycie, dzięki czemu Kevina Duranta wysoko pilnuje Capela, a o zbiórkę stara się obrońca z pomocy lub ten, który wcześniej zmienił krycie.

via Gfycat

– Karcili nas zbiórkami i „nami” – stwierdził po meczu Austin Rivers. – Sknociliśmy wiele switchów. Dokonujemy mnóstwo zmian krycia, a oni o tym wiedzą. Są sprytni. Widzą to i potrafią to wykorzystać – przyznał rezerwowy Rockets.

Rakietki w niektórych posiadaniach już od początku nie ułatwiały sobie zadania i przez niewystarczająco szybkie powroty do obrony, m.in. po stratach, rywale od razu zaczynali z przewagą. Tutaj można dostrzec jak pierw Green – ponownie – przecina podanie do Capeli, po czym wyprowadza błyskawiczną kontrę. Warto zwrócić uwagę na krycie – by nie dopuścić do sytuacji, w której najważniejsi gracze GSW byli niepilnowani, Rockets szybko doskakują do najbliższych zawodników.

W ten sposób Harden odpowiada za Greena, a Capela pilnuje wysoko Klaya Thompsona, przez co Szwajcar znowu nie będzie miał możliwości wyboksowania któregoś z przeciwników.

via Gfycat

Mimo wszystko trudno zebrać piłkę, gdy nawet nie próbuje się do niej wyskoczyć. Z drugiej strony być może podobne sytuacje są efektem tego, że mniejsi zawodnicy – jak na powyższym i następnym przykładzie Chris Paul – nie są przyzwyczajeni do wykonywania podobnych zadań.

via Gfycat

A jeszcze raz obracając tę myśl – bez podstawowego zaangażowania nie da się wygrać, nie tylko przeciwko Warriors.

Co teraz?

Rockets mogą być rozczarowani, że nie zdołali wywieźć z Oakland jednego kluczowego dla ich powodzenia zwycięstwa. Tak jak po pierwszym meczu mieli prawo posiadać zasadne pretensje do sędziów, tak za obrót następnego spotkania powinni winić tylko siebie. Trudno spodziewać się, by Rakietki wygrały oba domowe mecze i wszystko wskazuje, że seria skończy się po pięciu starciach.

Mecz numer 3 w nocy z soboty na niedzielę, o godzinie 2:30 polskiego czasu.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE