• Home
  • NBA
  • Eric Bledsoe poczuł moc i sam ograł Toronto

Eric Bledsoe poczuł moc i sam ograł Toronto

Share on facebook
Share on twitter

Miał być rewanż Raptors za porażkę w Phoenix, a skończyło się rekordem kariery. Eric Bledsoe zdobył 40 punktów i poprowadził Suns do drugiej w tym sezonie wygranej z ekipą Kanady – tym razem 115:103.

(Fot. Wikimedia Commons)
Eric Bledsoe (fot. Wikimedia Commons)

W takich butach grają gwiazdy NBA >>

Phoenix Suns mogą sobie być przedostatnim zespołem konferencji, ale indywidualnie Eric Bledsoe zalicza obecnie jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy okres w swojej karierze. W niedzielnym starciu z Toronto Raptors, drugą siłą Wschodu, ustanowił rekord kariery, na oczach 19 800 kibiców zgromadzonych w Air Canada Center aplikując ich ukochanej drużynie okrągłe 40 punktów.

Trafił 11 z 17 oddanych rzutów z gry, w tym 4 z 7 zza łuku, oraz wszystkie 14 wolnych. W sumie w dwóch ostatnich meczach z linii jest 24/24. Oprócz punktów dołożył także 13 asyst (+ 6 zbiórek), z których 5 kończyło się celną trójką któregoś z kolegów. Wychodzi na to, że w niedzielę Bledsoe maczał palce w 71 ze 115 punktów drużyny. To prawie 62 proc. całej zdobyczy.

W ogóle na przestrzeni ostatnich 10 spotkań Bledsoe może pochwalić się średnimi na poziomie 24 pkt., 5,2 zb. i 8,4 as. I choć Suns wciąż wygrywają tylko sporadycznie, to on sam, a u jego boku także Devin Booker (20 pkt. w niedzielę, 26 i rzut na zwycięstwo w sobotę), prezentują się bardzo dobrze.

– Zawsze próbuję wygrać. Nieważne, czy gram dobrze, czy źle, cała reszta również pcha nas naprzód – mówił po meczu z Raptors 27-letni rozgrywający. – Po prostu muszę dalej grać na takim poziomie, na jakim gram i prowadzić mój zespół.

Suns nie mieli wygrać tego spotkania. Przed jego rozpoczęciem wieszczono srogi rewanż za pierwsze starcie w Phoenix, które koszykarze Earla Watsona wygrali w stosunku 99:91. I przed startem czwartej kwarty wiele wskazywało na to, że ten rzeczywiście się gospodarzom uda.

Jeszcze na 11 minut i 15 sekund przed końcową syreną, po trzypunktowym rzucie Terrence’a Rossa, prowadzili nawet różnicą 8 „oczek”. Od tamtej chwili goście zaliczyli jednak decydującą serię 33:13, na którą złożyło się m.in. 15 punktów bohatera wieczoru.

W ten sposób Raptors przedłużyli serię porażek do trzech, a Suns po raz pierwszy od ponad roku wygrali dwa wyjazdowe mecze z rzędu w sytuacji, gdy zmuszeni byli grać dzień po dniu. Teraz mają dzień wolnego, aby wrócić do Arizony i przygotować się na wtorkowy pojedynek z Timberwolves.

Mateusz Orlicki

W takich butach grają gwiazdy NBA >>