Estonia czyta i reaguje – zatrzymać jej Dardana Berishę

Share on facebook
Share on twitter
Rain Veideman (Fot. FIBA Europe)
Rain Veideman (Fot. FIBA Europe)

W środę w Lublinie zagramy z Estonią o pierwsze miejsce w grupie D na półmetku eliminacji. Obie drużyny mają bilans 2-0, ale to Polacy są faworytami.

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

Biało-Czerwoni wygrali na razie 83:57 z Portugalią oraz 97:79 na Białorusi. Z kolei Estończycy zwyciężyli u siebie Białoruś 91:62 i przywieźli wygraną 76:68 z Portugalii.

Estonia losowana była z drugiego koszyka, jednak jest zupełnie innym zespołem niż na zeszłorocznym EuroBaskecie, na którym wygrała jedno spotkanie – 78:71 z Ukrainą. W porównaniu z tamtym zespołem brakuje jej trzech graczy z pierwszej piątki – skrzydłowych i środkowego. Szansę wykazania się dostało zatem kilku młodszych graczy, którzy debiutują w takiej roli. Warto dodać, że tylko dwóch graczy występuje poza ligą estońską – ale w Szwecji, którą trudno uznać za lepsze miejsce do gry niż Estonia.

Przed eliminacjami sztab szkoleniowy reprezentacji Polski bardziej obawiał się Białorusi, która ma w składzie większą liczbę graczy z doświadczeniem gry w europejskich pucharach, teraz wiadomo, że lepszą koszykówkę gra Estonia.

Mamy przewagę pod koszem

Jaką? Zespołową, z dużym naciskiem na obwodowych, co poniekąd jest koniecznością, bo Estończykom brakuje wysokich graczy. Koszykarze Tiita Sokka koncentrują się na ataku z pozycji rozgrywającego i rzucających, z Białorusią grający pod koszem Kristjan Kitsing oraz Reinar Hallik zdobyli razem tylko 4 punkty (1/11 z gry).

Dla nas to szansa – musimy zdominować grę pod koszem, szczególnie na pozycji nr 4. Będziemy grali na dwóch wysokich – mówi członek sztabu reprezentacji Polski. Wiadomo, że kluczową rolę odegra Maciej Lampe, który zapewne zacznie mecz właśnie na czwórce, obok Adama Hrycaniuka. Lampe zagrał świetnie z Białorusią (25 punktów) i znów może być najważniejszym graczem Biało-Czerwonych.

Ważna będzie także obrona na obwodzie. Najgroźniejsi estońscy gracze to Sten Sokk i Rain Veideman. Pierwszy to rozgrywający, a drugi to rzucający. Choć Veideman to taki gracz w typie Dardana Berishy. Lubi grać z piłką, na kontakcie, jeden na jednego, jest bardzo skuteczny. Z Białorusią rzucił aż 32 punkty, z Portugalią dodał 16. W obu spotkaniach miał 5/11 za trzy, dodał 9 asyst. Jego pilnował będzie najpewniej Mateusz Ponitka.

Pressing na rozgrywających

Estończycy grają w stylu „read and react”, czyli często wchodzą w pole trzech sekund i reagują na to, co robi obrona – rzucają lub podają na obwód. Tak gra szczególnie Sokk (10,5 punktu, 3,0 asysty), chcemy mu odcinać możliwość podań, zamykać kąty.

Sparing z Ukrainą Estończycy zaczęli ustawieniem 5-0, bez środkowego, czyli opcji odrzuceń jest dużo. Skuteczny jest też trzeci obwodowy Martin Dorbek (średnio 12,0 punktu w dwóch meczach), trzeba uważać na wspomnianego Hallika – ten środkowy w eliminacjach nie jest skuteczny, ale w sparingu z Albanią miał 10/13 za 3!

W obronie Estonia próbuje grać zmiennie, lubi zaskakiwać po przerwach na żądanie dla Sokka – np. mocniejszą, inną niż zwykle obroną pick and rolla. – Nigdy nie wiadomo, co zastosują. Nasi rozgrywający muszą być także gotowi na pressing rywali – słyszymy w sztabie kadry.

Dobrze, że pierwszy mecz z Estonią gramy u siebie, bo ten zespół – zresztą jak większość – zdecydowanie lepiej gra u siebie. Terminarz dla Polaków ułożył się jednak dobrze – z Białorusi do Lublina było blisko, tymczasem Estonia grała w Portugalii, a na dodatek po tym meczu wróciła do siebie, co oznacza, że zafundowała sobie dodatkową podróż. Jak zniesie częste przejazdy?

To jednak zmartwienie rywali. Plan Polaków jest prosty – wygrać jak najwyżej i ustawić się w świetnej pozycji przed rundą rewanżową.

Łukasz Cegliński

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>