PRAISE THE WEAR

FEC: Anwil i Spójnia o przedłużenie szans, Legia o jeszcze większy spokój [ZAPOWIEDŹ]

FEC: Anwil i Spójnia o przedłużenie szans, Legia o jeszcze większy spokój [ZAPOWIEDŹ]

Trzy polskie zespoły uczestniczące w rozgrywkach FIBA Europe Cup w środę rozegrają 4. kolejkę fazy grupowej. Rywale nie są już anonimowi – z tymi samymi drużynami nasze drużyny grały w meczach otwierających pucharowy sezon.

fot. Andrzej Romański / plk.pl

Rozkład jazdy na środowy wieczór:

  • 17:30, Kataja Basket (Finlandia) – Legia Warszawa
  • 18:30, Spójnia Stargard – Heroes Den Bosch (Holandia)
  • 20:00, Surne Bilbao Basket (Hiszpania) – Anwil Włocławek

Anwil i Spójnia mają bilans 1-2, Legia wygrała swoje 3 spotkania.

Wszystkie środowe mecze obejrzeć będzie można na kanale YouTube FIBA. Szkoda tylko, że nakładają się na siebie, a dodatkowo, równolegle swoje mecze w Lidze Mistrzów i EuroCup grać będą King i Śląsk.

Najtrudniejszego rywala w środę ma oczywiście Anwil. Co gorsza dla włocławskiego zespołu, ewentualna porażka w Kraju Basków oznaczać będzie to, że Anwil sprawy awansu nie będzie miał we własnych rękach. Wtedy nawet kolejne 2 zwycięstwa oraz zajęcie drugiego miejsca nie uchronią przed liczeniem małych punktów i oglądaniem się na inne grupy.

W pierwszym meczu 3 tygodnie temu, w Hali Mistrzów Anwil uległ Hiszpanom 79-83 nieco na własne życzenie. Bilbao wygrali dwa kolejne mecze: +25 z Sibiu i aż +48 z Gladiators i pewnie zmierzają po wygranie grupy. W międzyczasie hiszpański zespół przegrał trzy kolejne mecze w ACB (ostatnio z Zaragozą, do której składu wrócił Tomek Gielo) i ze świetnego bilansu 4-1 na początku sezonu, zrobił się środek tabeli przy bilansie 4-4.

W Hiszpańskim zespole prawdopodobnie znowu obejrzymy trójkę graczy znanych z polskich klubów: Adam Smith (G, 185/31) z Zastalu, Denzel Andersson (PF, 204/27) ze Stali i Sacha Killeya-Jones (F/C, 212/25) z MKS. Najważniejsi pozostali gracze to obwodowy weteran Alex Renfroe (PG, 191/37), Estończyk Kristian Kullamaee (G, 194/24) i były mistrz świata Xavier Rabaseda (G/F, 196/34). Bliżej kosza obok Killeyi-Jonesa gabarytami straszy reprezentant Islandii Tryggvi Hlinason (C, 215/26). Uzupełnieniem składu są Szwed Melwin Pantzar (PG, 190/23), Alejandro Reyes (SF, 197/30), młody Belg Thijs De Ridder (F/C, 203/20) oraz Grek Georgios Tsalmpouris (C, 216/27).

Szczegółową charakterystykę zespołu Bilbao przybliżaliśmy 3 tygodnie temu.

Z uwagi na limity obcokrajowców w pucharach, z tego grona nie zagra co najmniej jeden z zawodników. W dotychczasowych trzech kolejkach FIBA Europe Cup trener Jaume Ponsarnau dawał odpoczywać po jednym meczu Anderssonowi, De Ridderowi i Tsalmpourisowi (to on nie zagrał we Włocławku).

W meczu przed trzema tygodniami nie do zatrzymania był Renfroe (22 pkt., 7 zb., 3 as.). W sezonie ligi hiszpańskiej to jednak Killeya-Jones i Smith są wiodącymi zawodnikami w ataku Bilbao. Były gracz Zastalu ze średnią ponad 15 punktów na mecz jest piątym strzelcem ACB. Bez dwóch zdań, w Kraju Basków Anwil czeka zadanie z kategorii tych bardzo trudnych.


Spójnia również jest pod ścianą, ale w przeciwieństwie do Anwilu, rewanż z faworytem grupy stargardzianie zagrają za tydzień. W tej kolejce na własnym parkiecie gościć będą półfinalistów zeszłego sezonu ligi holenderskiej, którzy chyba nieco niespodziewanie są najsłabszym zespołem grupy.

Klub z Den Bosch mimo tego, że dobrze radzi sobie w Lidze Beneluksu, gdzie jest współliderem grupy holenderskiej (bilans 5-1), nie potrafił jeszcze w tym sezonie wygrać w pucharach. Trzy tygodnie temu przegrali domowy mecz przeciwko Spójni (89-92), potem niespodziewanie polegli w Kosowie (-15) i mniej niespodziewanie w Niemczech (-11).

Także tu mamy starych znajomych z PLK: Lee Moore (G, 193/28) – ex-Anwil, Sokół i MKS, DJ Fenner (G/F, 198/30) – ex-Arka i MKS, i Roberts Stumbris (F, 199/30) – ex-Radom i GTK. W zespole jest jeszcze jeden obcokrajowiec – zadomowiony w zespole Austin Price (G, 193/28), a rotację lokalnych graczy zapewniają aktualni reprezentanci Holandii: Thomas Van Der Mars (C, 208/33), Jito Kok (C, 205/29) i Boy Van Vliet (G, 193/29), który nie pojawił się na parkiecie w ostatnim ligowym meczu.

Nieco więcej szczegółów na temat holenderskiego zespołu przeczytać możecie w zapowiedzi pierwszego meczu pomiędzy drużynami.

Patrząc w statystki zespołu, rzuca się w oczy fakt, że ciężar gry spoczywa na barkach obcokrajowców. W BNXT wszyscy mają średnie w granicach 11-14 punktów, w FEC w przedziale 12-16. Podkreślić należy średnią 11 zbiórek w ligowych meczach Van Der Marsa (lideruje w lidze razem z Kevinem Tumbą) i szalone 9.7 asysty Lee Moore w rozgrywkach pucharowych (lider FEC pod tym względem).

Skoro jesteśmy już przy rankingach indywidualnych – Devon Daniels ze Spójni ze średnią 23.7 pkt./mecz lideruje klasyfikacji strzelców FIBA Europe Cup. W pierwszym meczu zespołów w holenderskiej drużynie wyróżnił się przede wszystkim DJ Fenner (autor 24 punktów) i bliski triple-double Lee Moore (linijka 12-9-13).

Spójnia, aby nadal liczyć się w walce o awans, musi ten mecz koniecznie wygrać, a dopiero później myśleć o odrabianiu strat w meczach z Chemnitz i Peją. Ewentualna wpadka z Holendrami to poważna minimalizacja szans na wyjście z grupy, niemalże do zera.


Na tle Anwilu i Spójni komfortowo wygląda sytuacja Legii, ale mecz w Finlandii z najsłabszym dotychczas w grupie Kataja Basket również przydałoby się wygrać. Choćby po to, żeby uniknąć niepotrzebnych nerwów i ewentualnej wizji liczenia punktów jako wicelider grupy. Swoją drogą, idealnym dla Legii rozwiązaniem w tej kolejce byłoby także zwycięstwo Oradei nad Levicami.

W pierwszym meczu podopieczni trenera Kamińskiego bardzo pewnie pokonali brązowych medalistów ligi fińskiej poprzedniego sezonu. Mecz na Bemowie zakończył się wynikiem 85-62 dla gospodarzy. Wtedy było to drugie z rzędu przegrane spotkanie Kataji (po ligowej porażce z Karhu), potem licząc grę na obu frontach, przegrali jeszcze kolejne 4 mecze (po 2 ligowe i pucharowe). Zespół dopiero w ostatni weekend przerwał 6-meczową serię bez zwycięstwa. Ostatnie 3 tygodnie nie dość, że praktycznie zamknęły drogę awansu do kolejnej rundy FIBA Europe Cup, to jeszcze zepchnęły zespół z pozycji lidera ligi fińskiej (4-0 na początku października) w środek stawki (4-3 obecnie).

W zespole Petriego Virtanena pierwsze skrzypce gra przede wszystkim rookie na europejskich parkietach Nike Sibande (G, 193/24), którego na obwodzie wspomagał nieobecny w ostatnim meczu ligowym Tuomas Hirvonen (PG, 181/27) i kolejny debiutant na zawodowych parkietach Grant Singleton (PG, 183/23). Bliżej kosza liderem jest bardziej doświadczony Amanze Egekeze (F/C, 203/28). Lokalni gracze poza Hirvonenem to uzupełnienie składu: Sebastian Lindberg (G, 193/21) na obwodzie, oraz Thomas Tumba (F, 195/22) na skrzydle.

Poszczególnych graczy fińskiego zespołu nieco dokładniej przedstawialiśmy w zapowiedzi 3 tygodnie temu.

Skład osobowy w Kataji jednak zmienił się w porównaniu do pierwszego meczu przeciwko Legii. Po trzech meczach zrezygnowano z doświadczonego Devina Thomasa (C, 206/29), który przyjechał zupełnie nie w formie (fizycznej), a dodatkowo doznał kontuzji. Kolejny z debiutantów Vatangoe Donzo (F, 201/23) ostatnio był poza ligowym składem, grał za to w rezerwach klubu. W ich miejsce podpisano Kanadyjczyka Elijaha Lufile (C, 201/26), który mimo nieimponującego jak na centra wzrostu, waży wg różnych źródeł od 125 do 135 kilogramów. Kawał gracza, przynajmniej gabarytowo. Lufile zdążył zagrać 2 razy w lidze i raz w pucharach, grę w NCAA kończył 2 lata temu, potem grał tylko w ligach kanadyjskich.

W stwierdzeniu, że w zespole Kataji Sibande gra pierwsze skrzypce, nie ma żadnej przesady. W meczach Europe Cup rzucał 24 i 23 punkty w kwalifikacjach, 36 przeciwko Oradei, a w meczach ligowych trzykrotnie w sześciu występach przekraczał 30 punktów. W Warszawie dla odmiany miał tylko 6 oczek i 2/11 z gry. Oprócz średnich na poziomie 25 punktów w lidze i 20 w pucharach, Sibande ma też śr. około 10 zbiórek na lokalnym podwórku i prawie 5 w FEC, rozdaje też po 2.5 asysty. Drugą opcją, szczególnie w meczach ligi fińskiej był pauzujący ostatnio Hirvonen (śr. ok. 15 pkt.), uważać należy też na podkoszowego Egekeze (śr. 15 pkt. w lidze i 13 w pucharach). Nowy w zespole Kanadyjczyk w meczu na Słowacji miał 11 pkt. i 12 zb.

Legia ma wszystko w swoich rękach. Bez oglądania się na innych może wyjść z tej grupy z pierwszego miejsca, a zwycięstwo w Finlandii powinno przybliżyć zespół z Warszawy do tego celu.

Autor tekstu: Damian Puchalski

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami