• Home
  • Europa
  • Jak Filip Siewruk walczy w hiszpańskiej kuźni talentów

Jak Filip Siewruk walczy w hiszpańskiej kuźni talentów

Share on facebook
Share on twitter

Mierzący 201 cm wzrostu nastolatek ucieka na obwód i chce grać jak Rudy Fernandez. Prowadzi go Gregor Fucka, a wokół czają się setki dzieciaków, które chciałyby być na jego miejscu.

filip_siewruk3

NBA, Euroliga, PLK – typuj wyniki i wygrywaj >>

O hiszpańskiej koszykówce wspominamy regularnie, co naturalne, skoro wszystkie reprezentacje z tego kraju zdobywają medale, a z drugiej strony gra tam coraz więcej Polaków. Ostatnio cieszyliśmy się z symbolicznego debiutu w ACB Andrzeja Pluty, opisywaliśmy też coraz lepszą grę 17-letniego Słoweńca Luki Doncicia z Realu Madryt.

A gdzieś pomiędzy Plutą i Donciciem jest Filip Siewruk.

Kojarzycie go pewnie wszyscy. Urodzony w 2002 roku wychowanek Basketu Koszalin, po krótkim epizodzie w litewskim Tornadzie Kowno, został wypatrzony przez Barcelonę, której zawodnikiem jest od jesieni 2015 roku. W tej chwili ma 14 lat, mierzy 201 cm wzrostu, jeszcze pewnie trochę urośnie.

Talent, świetne warunki, Barcelona. Filip Siewruk to nasz kandydat na gwiazdę.

***

W Hiszpanii gra w tej chwili dziewięciu polskich koszykarzy – Adam Waczyński i Tomasz Gielo w ACB oraz siedmiu nastolatków: Bartłomiej Pietras (ur. 1998, 206 cm wzrostu, Estudiantes), Aleksander Balcerowski (2000, 215 cm, Gran Canaria), Andrzej Pluta (2000, 188 cm, Sevilla), Aleks Chmielnicki (2000, 195 cm, UCAM Murcia), Piotr Choromański (2001, 194 cm, UCAM Murcia), Michał Pluta (2002, 175 cm, Sevilla) i Filip Siewruk (2002, 201 cm, Barcelona).

Jak trafić z Polski do Hiszpanii? Tak, jak do wielkiej kariery – trzeba mieć talent (młody zawodnik) i determinację (głównie rodzice). Ale najlepiej – wyjątkowe warunki fizyczne.

– Hiszpanie wybierają perełki z całej Europy, a nawet świata, o ponadprzeciętnym wzroście – obecnym lub prognozowanym, ten drugi jest nawet ważniejszy – mówi Bartłomiej Siewruk, ojciec Filipa, były zawodnik, a obecnie trener Basketu Koszalin.

– Talent jest ważny, ale warunki fizyczne są zdecydowanie ważniejsze. Jak przyjechaliśmy z Filipem na testy, to pierwsze, co zrobili Hiszpanie, były badania kośćca – chcieli się przekonać, jak duży urośnie. Oni szukają takich gości jak Tomas Satoransky czy Mario Hezonja – ponad dwa metry wzrostu, dynamika, wszechstronność.

porzingis– Hiszpanie generalnie są mali, nie mają wielu wysokich graczy. Bartek Pietras, Olek Balcerowski od dawna byli obserwowani przez hiszpańskie kluby, one zrobiły wiele, by ich pozyskać. I ważniejsze było to, jak wyglądają, jak się rozwiną, jak duzi będą niż to, jak grają w danej chwili w koszykówkę. Hiszpanie nauczą ich grać, oni mają być świetni w wieku 18-20 lat – dodaje Siewruk.

Ktoś mógłby powiedzieć, że jego słowa przytaczane w tym artykule można brać z przymrużeniem oka – skoro syn został wypatrzony przez hiszpańskich skautów i gra w Barcelonie, to wiadomo, że ojciec widzi wszystko w samych superlatywach.

Ale kwestionowanie słów Siewruka to ślepa uliczka. Hiszpańska koszykówka to najwyższy światowy poziom, wystarczy spojrzeć na wspominane wyniki drużyn młodzieżowych czy liczbę graczy eksportowanych do NBA z ACB. Wyjeżdżają Hiszpanie, wyjeżdżają przeszkoleni przez nich obcokrajowcy – np. Nikola Mirotić czy Kristaps Porzingis. Za chwilę przyjdzie czas na Doncicia.

– Zaryzykowałbym twierdzenie, że w tym momencie Hiszpania to mekka koszykówki – mówi Siewruk. Ale to wcale nie ryzyko.

***

Co sprawia, że hiszpańskie szkolenie stoi na tak wysokim poziomie? Pewne rzeczy są oczywiste – olbrzymia popularność koszykówki, świetna reprezentacja, hiszpańskie gwiazdy w NBA i Eurolidze, mocne kluby i liga. To jest podstawa, na której można budować system.

Jak on działa? Siewruk przede wszystkim zwraca uwagę na ogromną rywalizację. Na stworzenie warunków, by była ona na jak najwyższym poziomie, to wręcz nacisk na naturalną selekcję, gdzie przetrwać mają najlepsi.

– W rozgrywkach młodzieżowych w Hiszpanii wszystkie drużyny posegregowane są według poziomów, jakie prezentują. Taka Barcelona nigdy nie zagra z jakimś słabym zespołem, bo na podstawie wyników z poprzedniego sezonu jest po prostu sklasyfikowana w najwyższej grupie w regionie.

– Spędziłem trochę czasu w Katalonii, więc te moje obserwacje dotyczą tylko tej części Hiszpanii, ale myślę, że są reprezentacyjne dla całego kraju. Kataloński region powierzchnią przypomina województwo mazowieckie i jest w nim, uwaga, 300 klubów koszykarskich. Klubów, nie drużyn.

– Może pan nie uwierzyć, ale tak jest, proszę słuchać – w samej tylko Barcelonie jest 58 poziomów gry dla rocznika 2005. 58! Na każdym z tych poziomów gra po 5-6 zespołów. W każdym zespole jest średnio około 11 graczy. Policzyłem to sobie kiedyś – to w sumie około 3200 zawodników w roczniku 2005. W samej tylko Barcelonie – opowiada Siewruk.

– I co ważne – ktoś to ogarnia i klasyfikuje zespoły tak, by dzieci trafiały na poziom, na którym mogą rywalizować.

***

Rywalizacja to także ciągły pressing.

– U nas próbuje się z niego rezygnować, by wyrównać szansę i dać ją słabszym. A ten pressing jest jedną z podstawowych różnic, która odróżnia szkołę hiszpańską od naszej – w Hiszpanii on jest ciągły, tam stosuje się go od dziecka – mówi Siewruk.

– Mecze są niesamowicie intensywne, w dużym tempie – te spotkania są jak małe wojny. Dzieciaki walczą ze sobą tak, jakby grały o mistrzostwo świata. Takie podejście wpajane jest od wieku 5-7 lat, bo wtedy zaczynają się treningi. Treningi, podkreślam, bo mam ponagrywane zajęcia z przedszkola i na nich nie ma tylko i wyłącznie beztroskich zabaw – tam dziecko kozłuje do przodu, wraca kozłując tyłem, próbuje zagrać jeden na jednego – opowiada trener.

– Oczywiście, to wszystko jest nieudolne, nie wszyscy to potrafią. Ale chodzi o ideę – w Hiszpanii koszykówka jest tak popularna i tyle dzieciaków chce w nią grać, że można sobie pozwolić na rywalizację od małego, bo wiadomo, że dzięki temu dojdzie do selekcji, zostaną najlepsi, ich wciąż będzie dużo. Przypominam – w samej Barcelonie, w jednym roczniku, trenuje ponad 3 tys. dzieciaków.

***

Siewruk opowiada, a my możemy sobie wyobrazić idealną koszykarską piramidę, u której podstawy kłębią się tłumy dzieci zafascynowanych koszykówką. Widzimy system selekcji narybku z naturalnym talentem i możliwościami do gry. Te wyłapane, najlepiej prezentujące się dzieci, są umieszczane w klubach, gdzie doświadczają świetnej pracy treningowej i tej niesamowitej rywalizacji w meczach. Najlepsze kluby wybierają najlepszych i mają gotowy materiał, by stworzyć gracza.

– W tym wszystkim ważna jest też świadomość rodziców i ich chęć w inwestowanie swojego dziecka – kontynuuje Siewruk. – Ale, co ciekawe i bardzo ważne, rodzice w ogóle z trenerami nie rozmawiają –w każdym klubie są wyznaczeni ludzie, najczęściej ich menedżerowie, który zajmują się kontaktami z rodzicami. Jeśli chcesz zapytać o postępy swojego dziecka, to musisz poprosić o spotkanie.

– Ten menedżer jest też odpowiedzialny za spójny system szkolenia, za to, by zdolne dziecko miało możliwość płynnego przejścia do lepszej, starszej grupy. U nas często trenerzy nie mogą dogadać się w tych kwestiach między sobą, a tam trener nie ma nic do powiedzenia – jest pracownikiem klubu, daje z siebie wszystko pracując nad poprawą gry dzieci. Pełna koncentracja na danej grupie przez rok, dwa, maksymalnie trzy, a potem przechodzisz do innej grupy.

– Idea tych zmian jest taka, żeby nie usypiać. Żeby komfort pracy nie zabijał koncentracji, kreatywności. Presja i konkurencja musi być także wśród trenerów, szkoleniowcy muszą mieć co chwilę nowe wyzwania, muszą się dokształcać. Wysoki poziom trenerów też ma wpływ na progres dyscypliny.

***

filip_siewrukPrzejdźmy do Filipa Siewruka, który w Barcelonie rozgrywa właśnie swój drugi sezon. – Dla Filipa ten rok jest dużo bardziej intensywny, trudniejszy niż pierwszy – występuje w swoim roczniku, czyli 2002, ale jest też wybierany to zespołu rok starszego. Obie drużyny występują w lidze kadetów, Filip rywalizuje z silniejszymi rywalami, także pod względem fizycznym.

– Trenerem Filipa jest Gregor Fucka, były świetny zawodnik, który właśnie w Barcelonie stawia swoje pierwsze kroki jako szkoleniowiec rocznika 2002. Po tym, jak do drużyny doszedł jego rodak o wzroście 202 cm, Filip gra głównie jako czwórka uciekająca na obwód – opowiada ojciec nastolatka.

– Filip ma skłonności do gry na obwodzie, ale nie tylko w roli wysokiej czwórki rozciągającej grę. Patrzymy tu raczej w stronę gracza, który ma dobry rzut, ale agresywnie atakuje kosz w obwodu. Innymi słowy – bardziej Rudy Fernandez niż Nikola Mirotić.

– W tej chwili, ze względu na wzrost, Filip przesuwany jest teraz bliżej kosza, ale to tymczasowe, bo Barcelona nie skompletowała jeszcze tego rocznika. Jak przyjedzie kilku wysokich zawodników z Senegalu, a tak było w starszych drużynach, to Filip pewnie będzie raczej grał na obwodzie – mówi ojciec i trener.

***

Siewruk ma wszystko, by grać na naprawdę wysokim poziomie.

O talencie i warunkach fizycznych już mówiliśmy, a są przecież jeszcze znakomite warunki do pracy.

La Masia. Słynnna szkółka, a w zasadzie jej połączenie z hotelem czy też domem dla młodych zawodników Barcelony z różnych dyscyplin. Filip praktycznie nie wystawia poza nią nosa, nie ma na to czasu.

Ze szkoły wraca o 13.30, a już o 15 ma trening indywidualny. Po nim ma krótką przerwę na naukę i dodatkowe zajęcia, np. z języków, a potem, od godziny 18 do 22 znowu są trening. W sumie – około czterech godzin dziennie.

– Fachowcy, którzy obserwują rozgrywki, twierdzą, że w tej chwili Filip jest największym talentem Barcelony w roczniku 2002. Ale wiadomo, że o swoją pozycję trzeba walczyć cały czas, a w takich młodzieżowych drużynach dochodzi wiele czynników – relacje z nowymi kolegami, docieranie się charakterów, pozbywanie się zazdrości, nieprzejmowanie się podziałem minut w każdym meczu.

– To dopiero przetarcie przed tym, co czeka ich w dorosłej, zawodowej koszykówce – zauważa ojciec koszykarza.

Hiszpańskiej, dodajmy, i trzymajmy kciuki.

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Łukasz Cegliński