PRAISE THE WEAR

Filipiny – koszykarski fenomen! [RELACJA]

Filipiny – koszykarski fenomen! [RELACJA]

- Filipiny i koszykówka to fascynująca historia. W miejscu, gdzie nikt by się tego nie spodziewał jest niemalże religią. - pisze z Maniili nasz korespondent Łukasz Grabowski.

Boisko w Manili fot. Łukasz Grabowski

Tegoroczne Mistrzostwa Świata odbywają się po raz pierwszy w historii w trzech krajach. W Japonii, Indonezji i na Filipinach. Zdecydowana większość turnieju w tym cała faza pucharowa jest jednak rozgrywana w tym ostatnim kraju, a konkretnie w jego stolicy czyli Manili.

Filipiny “odkrył” dla Europy w XVI wieku portugalski żeglarz Ferdynand Magellan, który przyłączył je do królestwa Hiszpanii. Iberyjczycy panowali tutaj ponad 300 lat. W samej Manili zachowało się bardzo dużo zabytków z czasów kolonialnych chociażby Fort Santiago czyli siedziba gubernatora i twierdza obronna nad brzegiem Zatoki Manilskiej. Jest także wiele pięknych kościołów z tamtych czasów, między innymi katedra – co łączy się oczywiście z największą pozostałością z hiszpańskiej obecności czyli wiarą katolicką.

Pod koniec XIX wieku w wyniku porażki w wojnie amerykańsko-hiszpańskiej wyspy zostały przekazane Stanom Zjednoczonym. Filipiny stały się amerykańską kolonią i tutaj należy szukać źródeł fascynacji tą kulturą i sportem wsród Filipińczyków.

W czasie drugiej wojny światowej doszło do Japońskiej okupacji wysp. Była ona wyjątkowo brutalna. Szacuje się, że życie straciło ponad milion mieszkańców. Najbardziej krwawym momentem była bitwa miejska o Manilę, gdzie w wyniku japońskich zbrodni w miesiąc zgineło ponad 100 tysięcy osób. Wyspy wyzwolił Generał Douglas MacArtur, który dzisiaj jest uznawany za bohatera narodowego Filipin.

Tuż po wojnie kraj uzyskał niepodległość od Stanów Zjednoczonych, których silny wpływ na różne aspekty życia ma jednak miejsce do dziś. Przejawem tego było chociażby zorganizowanie słynnej walki bokserskiej “Thrilla in Manila”. Ale największą miłością jest koszykówka. Zresztą to nie są pierwsze mistrzostwa świata organizowane przez Filipiny.

W 1978 roku koszykarze po raz pierwszy rywalizowali w Manili o tytuł. W Finale Jugosławia pokonała Związek Radziecki. Amerykanie wysłali wtedy zespól amatorski.  Zarówno walka jak i mecze odbyły się zresztą w hali Araneta Coliseum, która stoi do dziś i również podczas turnieju rozgrywane były tam mecze grupowe.

Filipińczycy są bardzo przesiąknięci amerykańską kulturą życia. – Byliśmy amerykańską kolonią. Właśnie dlatego jemy fast-foody, kochamy seriale i uwielbiamy koszykówkę. Wiesz w hokeja z racji warunków klikatycznych grać nie możemy – mówi mi Eddy dziennikarz lokalnej gazety.

Miłość do basketu jest tutaj wszechobecna. Kosze i boiska są dosłownie wszędzie – nawet w kościołach. Nieważne czy jest to biedna dzielnica, czy też piękne boisko przy luksusowym centrum handlowym. Nie ma znaczenia czy pada deszcz czy świeci mocne słońce. Zawsze na boisku znajdziemy dzieciaki ganiające za pomarańczową piłką. Filipińczycy nie tylko namiętnie grają w koszykówkę, oni się nią po prostu pasjonują.

Oczywiście tą spod znaku NBA. Transmisje meczów NBA oglądają tutaj miliony ludzi.  Każdy ligowy mecz jest tutaj omawiany na tysiąc sposobów. Dyskusje są prowadzone wszędzie na targu, u lekarza czy u fryzjera. Jak ktokolwiek zobaczy moją akredytację na mistrzostwa natychmiast zaczyna ze mną rozmowę o koszykówce. 

Nic dziwnego, że najbardziej popularnym zawodnikiem obecnej kadry jest Austin Reaves, gdyż dzięki Kobiemu Bryantowi ulubioną drużyną miejscowych są Los Angeles Lakers. Za każdym razem podczas prezentacji, gdy wybiega na boisko słychać nieprawdopodobny tumult miejscowych kibiców.

Naturalnie na każdy kontakt z piłką reakcje są podobne. Sam Bryant na wyspach ma status niemalże boski. Kiedyś gdy przyjechał tu na camp przyszło więcej ludzi niż na spotkanie z papieżem.

Gdy gruchnęła wiadomość o katastrofie helikoptera i jego traficznej śmierci na Filipinch zapanowała niemalże histeria. Kraj pogrążył się w żałobie, a ludzie wymyślali sposoby jak oddać mu cześć. Na jego temat powstawały wiersze czy piosenki, a także murale.

Najsłynniejszy z nich stworzyli miejscowi artyści na Tenement court w Taguig. Jest to bardzo biedna dzielnica, gdzie boisko powstało  w centrum wielkiego blokowiska. Miałem okazję zobaczyć to miejsce. Obecnie znajdują się tam murale mistrzostw świata, a także Jordana Clarksona, który obecnie jest uznawany za bohatera narodowego.

Filipiny i koszykówka to fascynująca historia. W miejscu, gdzie nikt by się tego nie spodziewał jest niemalże religią. FIBA podjęła bardzo słuszną decyzję, żeby ponownie przyznać im organizację turnieju tej rangi. Z roli gospodarza wywiązują się świetnie. Mam nadzieję, że ich reprezentacja zacznie w przyszłości odnosić sukcesy na jakie zasługują.

Z Manili

Łukasz Grabowski

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami