Gasol, Lopez, Embiid – wielcy ludzie walą tróje!

Share on facebook
Share on twitter

Brook Lopez trafił do tej pory tylko jeden rzut za trzy mniej od Kevina Duranta, a przecież gracz Golden State Warriors zdążył rozegrać trzy spotkania więcej.

(fot. Wikimedia)
(fot. Wikimedia)

NBA, Euroliga, PLK – typuj wyniki i wygrywaj >>

– Kiedy przychodziłem do ligi, było dużo gry pod koszem. Musiałeś być w stanie kryć większych, silniejszych gości – opowiada o realiach panujących w NBA w pierwszych latach kariery wybrany z nr. 1 draftu 2005 roku Andrew Bogut. – Tak więc dla mnie głównym zmartwieniem było nabranie siły i dodanie masy mięśniowej. Byli Shaq, Yao, Dwight Howard, wielu dużych, silnych gości i trzeba było z nimi walczyć.

Dziś, choć gra pod koszem czy kreowanie akcji typu pick’n’roll wciąż należą do ich podstawowych zadań, podkoszowi coraz częściej i śmielej wychodzą na dalszy dystans. Pomagają rozciągać obronę rywali, tworzą dodatkowe miejsce do penetracji i ścięć, a gdy obrońca zbytnio ich zlekceważy, nie omieszkają także przymierzyć zza łuku.

Dzisiejsza NBA na rzutach trzypunktowych polega najbardziej w swojej historii. Co chwilę padają kolejne rekordy, czy to indywidualne, czy drużynowe. Rok temu mieliśmy sześć ekip, które oddawały średnio mniej niż 20 rzutów zza linii 7,24 metra, a najsłabsi pod tym względem byli Milwaukee Bucks, którzy zaliczali ich po 15,6. Dwa lata temu poniżej 20 prób było aż 11 drużyn, a Minnesota Timberwolves nie dobili nawet do 15. Aktualnie zespołem najrzadziej rzucającym są Detroit Pistons, którzy co mecz notują średnio 20,4 próby.

Tendencja ta udziela się również wśród wysokich graczy, którzy spędzają zdecydowanie więcej czasu na szlifowaniu tego elementu gry. W lidze jest obecnie 13 zawodników mierzących przynajmniej 213 centymetrów wzrostu, którzy w każdym meczu oddają przynajmniej jeden rzut z dystansu. Mało tego, 10 z nich ma w tej rubryce statystycznej wartość powyżej 2,6.

Marc Gasol w ciągu ośmiu poprzednich lat trafił 12 z 66 rzutów z dystansu. W minionym sezonie próbował raptem trzykrotnie. W tym trafił już 33 razy przy 78 próbach (42,3 proc.). I nie chodzi tu nawet o to, że odważniej próbuje w takcie spotkań, łamiąc zagrywki czy wykorzystując dekoncentrację rywala. W tym procederze zabrnął już tak daleko, że bierze na siebie rzuty w najważniejszych momentach meczu.

Celną trójką wygrał już przecież mecz z Los Angeles Clippers, a w Nowym Orleanie doprowadził do dogrywki, w której Grizzlies przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Wśród centrów bryluje także Brook Lopez, który przez osiem lat zanotował za łukiem raptem 3/31, a w tych rozgrywkach trafił już 42 ze 111 oddanych rzutów. Ze wspomnianej trzynastki próbuje (5,8) i trafia (2,2) najczęściej. Co ciekawe, trafił do tej pory tylko jeden rzut mniej od Kevina Duranta, a nowy gracz Warriors zdążył rozegrać trzy spotkania więcej.

Więcej rzuca także Karl-Anthony Towns. W swoim debiutanckim sezonie, jeszcze za kadencji Sama Mitchella, zaliczył łącznie 88 prób (średnio 1,1 na mecz). Teraz, już ledwie po 21 spotkaniach, ma tylko o sześć mniej, a dodatkowo poprawił skuteczność z 34,1 na 37,8 proc. W ogóle przed rokiem cały zespół Timberwolves rzucali rzadziej. Za kadencji Toma Thibodeau zrobili skok ze średniej 16,4 na 23,6 oddanego rzutu. Sam Towns oddaje ich teraz 3,9.

– Skoro zostawiają mnie na otwartej pozycji, to będę rzucał – mówił dziennikarzom Joel Embiid po meczu z Cavaliers, w którym trafił wszystkie cztery oddane rzuty z dystansu. Debiutant Sixers nie rzuca może tak często jak wcześniej wymienieni zawodnicy, wszak trafił „tylko” 19 z 38 prób, ale ze swoimi równiutkimi 50 procentami spośród wszystkich wysokich jest jak do tej pory najskuteczniejszy.

A nie możemy także zapomnieć o tych, którym do tych 213 cm wzrostu ciut zabrakło. Spośród nich warto przecież wymienić chociażby DeMarcusa Cousinsa, który w tym konkretnym elemencie zaliczył wyraźny postęp. Przez pierwsze pięć lat kariery trafił w sumie 11 trójek. W kampanii 2015/16 uzbierał ich już 70 przy 210 próbach. W tej, po 21 meczach, ma już na koncie 38 celnych rzutów przy 39,6 proc. skuteczności.

Embiid swoją wypowiedzią trafił w sedno. Wysocy coraz częściej będą wychodzić na obwód, aby wyciągnąć tam również pilnujących ich obrońców. Zlekceważeni coraz skuteczniej będą ich za to karcić. Sztaby szkoleniowe nadal wyławiać będą zawodników pokroju Meyersa Leonarda i rozwijać w nich ten wciąż unikatowy wśród najwyższych koszykarzy atut. Ale bez obaw, przynajmniej na razie centrzy pozostaną centrami i mimo sporadycznych wycieczek za linię nadal główną robotę będą robić pod koszem.

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Mateusz Orlicki

POLECANE

Na boisku najbardziej brakuje obrony i zbiórek, a skład drużyny z Wrocławia po prostu jest źle zbudowany. Wszystko wskazuje na to, że za kiepski początek sezonu posadą zapłaci Andrzej Adamek, ale sama wymiana trenera nie uratuje jeszcze sytuacji.

tagi