Gdzie obrona i skuteczność? Wnioski po klęsce Anwilu

Share on facebook
Share on twitter
Z taką skutecznością i dziurawą obroną Anwilowi będzie bardzo ciężko wygrywać w Lidze Mistrzów. Po bardzo nieudanym meczu z Rastą Vechta, mistrzowie Polski mają mnóstwo elementów do poprawy. Wskazujemy najważniejsze.
Igor Milicić / fot. BCL

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Tak jak poprzedni sezon Ligi Mistrzów Anwil rozpoczął od niemal perfekcyjnego meczu z łotewskim BK Ventspils, tak tegoroczna inauguracja tych rozgrywek to spory falstart i momentami bardzo słaba gra. Kilka obserwacji po meczu z Rastą Vechta (relacja z meczu TUTAJ >>)

1. Energia

Zespół gospodarzy od początku naciskał na graczy z Włocławka – obrona na całym parkiecie, opóźnianie przeprowadzenia piłki na pole ataku i agresywne podwojenia, w które Anwil niestety dość często wpadał, mocno utrudniały grę w ataku ekipie Igora Milicicia.

Rasta Vechta „napadła” na mistrzów Polski, również w ataku, gdzie już pierwsze akcje pokazały, że Niemcy jeśli tylko nadarzy się okazja, to będą pakować piłkę do kosza z góry i żadnego kontaktu fizycznego się nie przestraszą. Anwil wyglądał na nieco zdziwionego tym faktem i przytłoczonego całą sytuacją. Rasta wyglądała po prostu na zespół bardziej gotowy i świadomy swoich możliwości.

Być może też dała o sobie znać trema, stres, czy tzw. napompowany balonik, w który dmuchali wszyscy, łącznie z zawodnikami, którzy deklarowali grę o najwyższe cele w Lidze Mistrzów. Krótko mówiąc można było odnieść wrażenie, że Anwil nie podszedł do tego spotkania, a także nie rozpoczął go, tak jak powinien, na co złożyło się wiele elementów.

2. Słaba obrona

Punkt 1. w porównaniu do tego to mały pikuś. To właśnie po bronionej stronie parkietu Anwil ma wciąż największe problemy, które w lidze nie zostały jeszcze przez nikogo zbyt mocno obnażone, a które Rasta dobitnie uwypukliła.

Problemem była obrona na obwodzie, czyli tam gdzie włocławianie mieli dominować fizycznością i atletyzmem. Tony Wroten posłuży za przykład, bo to właśnie on najczęściej był w takiej sytuacji – Amerykanin przegrywał pojedynki z kozłującymi rywalami, albo (częściej) zostawał na zasłonie stawianej przez wysokiego.

Wroten jednak w tym momencie się po prostu poddawał, nie uczestniczył dalej w grze obronnej, gdy reszta zespołu próbowała ratować sytuację rotacjami, co jednak tylko otwierało czyste pozycje zza łuku zawodnikom Rasty. Nie ma tak dokładnych statystyk, ale można przypuszczać, że Niemcy spokojnie trafili 50% trójek z rogu (sam Ishmail Wainright trafił 4/5).

 

3. FATALNA skuteczność

Ciężko jest wygrać mecz na takim poziomie trafiając 5/28 za 3 i 11/21 za 1. Trzeba też być świadomym tego, że obecny Anwil, zbudowany jest tak, że akcenty ofensywne przesunięte są na obwód i od trójek jest jednak trochę uzależniony.

Kreowany na lidera ofensywy Ricky Ledo kończy mecz z 1/13 z gry. Gracz, od którego tak wiele ma zależeć, który ma tyle swobody w ataku i wolności w grze z piłką, zwyczajnie nie może kończyć z taką linijką meczu, jeśli Anwil chce w Lidze Mistrzów wygrywać.

Katastrofalną dyspozycje można tłumaczyć słabą dyspozycją dnia, tremą czy inną piłką, jednak ta ostatnia dla obu ekip jest przecież taka sama.

4. Zbiórki na plus

Anwil trzymał się w tym meczu głównie dzięki grze na ofensywnej desce. Punkty drugiej szansy dawały włocławianom tlen w trakcie obijania obręczy rzutami z dystansu. Akurat pod tym kątem założenia (skonstruowane już w trakcie budowy składu – tak miał tegoroczny Anwil grać) zostały spełnione.

W kolejnych meczach zdominowanie w taki sposób walki o zbiórki(54:34) już jednak tak łatwe nie będzie, choć być może będzie to po prostu oznaczało, że Anwilowi będą wpadały rzuty.

5. Czy potrzebny jest plan B?

Poprzednie zespoły Igora Milicicia miały to do siebie, że były w stanie przybrać różną postać. Były w stanie grać wolno, ustawianą i cierpliwą koszykówkę opartą o skomplikowane schematy, ale też mogły przechodzić błyskawicznie z obrony do ataku i szukać luk w jeszcze nieprzygotowanej obronie.

Póki co, mam wrażenie, że zobaczyliśmy jedną twarz Anwilu. Kiedy dziś ewidentnie nie szło, włocławianie nie mieli planu B na taką sytuacje, a na siłę próbowali się przełamać. Być może ten plan awaryjny wcale potrzebny nie jest, ale dziś chyba trochę brakowało takich momentów, w których można było wybić Rastę z rytmu – grą tyłem do kosza, czy zwykłym pick and rollem z wysokim. Milan Milovanović robił wiele pożytecznego na deskach, jednak w ataku czasem nie nadąża nad szybkością gry i pomysłami amerykańskich obwodowych.
*
Następna kolejka to wyjazd do Hiszpanii na mecz z San Pablo Burgos. Poprzeczka idzie do góry, ale z drugiej strony przecież Anwil już drugi raz tak źle zagrać nie może, prawda?

Grzegorz Szybieniecki

POLECANE

tagi