Giannis Adetokunbo – król z zamorskiej krainy

Share on facebook
Share on twitter

Na ulicy w Atenach handlował okularami i zegarkami, ale siłą woli i talentem fizycznym wybił się na gwiazdę NBA. Wszyscy oglądają jego niesamowite zagrania, niewielu zna jego historię.

Giannis i Thanasis na swoim osiedlu w Atenach (fot. Wikimedia Commons)

Buty, koszulki, bluzy – nowa NBA już w Sklepie Koszykarza >>

Miał 18 lat i był nikim. Oczywiście, Giannis Adetokunbo był synem, bratem, uczniem, utalentowanym koszykarzem, ale formalnie – nikim. Ani Grekiem, ani Nigeryjczykiem. Nie miał żadnego paszportu, nie mógł opuścić kraju. Zbliżał się termin draftu do NBA, w którym miał być wybrany, a on czekał.

Procedura nadania greckiego obywatelstwa synowi nigeryjskich emigrantów przeciągała się od lat, ale gdyby nie koszykówka, to w ogóle by do niej nie doszło. Giannis urodził się w Atenach, chodził do szkoły w dzielnicy Sepolia, po grecku mówił jak Vassilis Spanoulis, ale jedyny znany mu kraj ma bardzo restrykcyjne prawo dotyczące obywatelstwa. Nie masz greckich korzeni, praktycznie nie masz szans. Na dodatek w Grecji rosły skrajne nastroje wywołane kryzysem i zapaścią finansową, nie było klimatu na przyznawanie obywatelstwach przybyszom z Afryki.

Za obywatelstwem dla Giannisa lobbowała koszykarska federacja, ale długo nie przynosiło to skutku. Dopiero, gdy do negocjacji między agentami gracza i przedstawicielami rządu włączył się Giannis Ioannidis, sprawy ruszyły do przodu. Były koszykarz i jeden z najlepszych greckich trenerów w historii, był już wówczas politykiem, wiceministrem. W dużej mierze dzięki niemu 9 maja 2013 roku Giannis dostał greckie obywatelstwo i mógł udać się na draft, który odbył się miesiąc później.

Z nr. 15 wybrali go Milwaukee Bucks, a reszta jest historią, która pięknieje z dnia na dzień – Giannis Antetokounmpo, obecnie niespełna 23-letni koszykarz, przeobraża się w czołowego gracza NBA.

Mamy 10 euro, to był dobry dzień

Jego życie marzeniem jest jednak dopiero od niedawna – wcześniej, przez kilkanaście lat, mały Giannis razem z trójką swoich braci (Thanasis, Kostas i Alexis też grają lub chcą grać w basket) pomagał w utrzymaniu się na powierzchni rodzicom.

Charles, były piłkarz, i Veronica, która skakała wzwyż, przyjechali z Lagos do Aten w 1991 roku. Najstarszego syna, Francisa, zostawili z dziadkami w Nigerii. Zamieszkali w blokach w Sepolii, czterem urodzonym w Atenach synom nadawali imiona i greckie, i nigeryjskie – Giannis to także Ougko. Chłopcy nie zostali jednak zarejestrowani, bo w Grecji nie ma prawa ziemi, a zgłoszenie ich do nigeryjskiej ambasady mogło oznaczać deportację.

Rodzina Adetokunbo (łacińska transkrypcja Antetokounmpo tłumaczona z greckiego pojawiła się dopiero z uzyskaniem obywatelstwa; my możemy też stosować spolszczone Janis Andetokunmbo) klepała biedę. Charles i Veronica imali się najróżniejszych zajęć, Thanasis i Giannis, jako najstarsi synowie, także. Chłopaki krążyli po ulicach Aten i sprzedawali zegarki, okulary słoneczne czy torebki – znacie pewnie takich natrętów z wakacji na plażach Morza Śródziemnego. Bracia Adetokunbo zarabiali tak na życie.

Dostaliśmy 10 euro i się cieszyliśmy, bo to oznaczało, że nie będziemy chodzić głodni. Że możemy iść do domu, że będziemy mieli co jeść. Takie dni były dobrymi dniami – wspominał Thanasis.

Rodzicom brakowało na rachunki i opłaty, małe mieszkania cała szóstka zmieniała dość często. Ale nie opuszczali Sepolii, żeby synowie nie zmieniali szkół. Położoną trzy kilometry na północ od Akropolu dzielnicę zamieszkiwało wielu obcokrajowców, zdarzały się w niej rasistowskie napaści, Giannis raz też musiał ratować się ucieczką.




Nie chciał kosza, chciał szukać pracy

Ucieczką do lepszego życia okazał się sport. Giannisa wypatrzył gdzieś boiskach Sepolii Spiros Velliniatis – trener z małego klubu Filathlitikos z ateńskich przedmieść. Był rok 2007, Adetokunbo miał 12 lat.

I wcale nie chciał grać w kosza, wówczas najbardziej lubił piłkę nożną. Zgodził się przyjść na trening pod warunkiem, że zrobi to także Thanasis. – Byłem przeciwny, powiedziałem „Żadnej koszykówki”. Wtedy bardziej potrzebowałem znaleźć pracę, by pomóc rodzinie – wspominał swoją przedwczesną dojrzałość.

Ale tak naprawdę, to Velliniatis znalazł Giannisa, bo szukał Thanasisa. To starszy z braci najpierw mignął trenerowi na asfaltowym boisku, na młodszego natknął się dopiero później. – Zobaczyłem go, spojrzałem w niebo i powiedziałem: „Boże, jak to możliwe, że nikt wcześniej nie zobaczył tego talentu, tych możliwości fizycznych?!” – wspominał trener.

Giannis grający dla Filathlitikosu

Velliniatis spotkał się z Veronicą i wytłumaczył jej, że koszykówka, sport, może być dla chłopaków szansą. Trener przekonał mamę i jakoś poradził sobie też z problemem formalnym, bo greckie prawo zabraniało niezarejestrowanym imigrantom być członkami zorganizowanych klubów. Jak to zrobił – nie wiadomo, w tej historii wciąż jest trochę dziur. Ale Giannis to dziś jest mu bardzo wdzięczny.

Trener dawał nam pieniądze, choć ich nie miał. On je dla nas pożyczał. Nie wiem, dlaczego tak bardzo nas lubił, kochał, w ogóle go nie znaliśmy. Ale bardzo nam pomógł, to świetny facet, był dla mnie jak drugi ojciec. Bez niego, mogłoby mnie tutaj nie być – mówił w jednym z wielu wywiadów, których udzielił już w Milwaukee.

Najwyraźniej nie wiedział, że Velliniatis też wychowywał się na pograniczu narodowości – matka była niemieckiego pochodzenia, on sam wspominał, że jako dzieciak jednocześnie marzył o grze i w greckiej, i w niemieckiej reprezentacji. Kariera koszykarska mu nie wyszła, a po nauce w USA wojsko odsłużył w Niemczech.

Spiros nie tylko przyciągnął braci do basketu, on także zapewnił im niewielkie stypendia, by nie musieli pracować. Pomógł też całej rodzinie przeprowadzić się bliżej hali, w której odbywały się treningi Filathlitikosu.

Jeśli nie NBA, to na pewno Saragossa

I tak Giannis, a także Thanasis, stali się koszykarzami. Ich znakomite warunki fizyczne – długie kończyny, skoczność i dynamika, dawały przewagę na boisku i szybko rozsławiały w coraz szerszych koszykarskich kręgach.

Filathlitikos, w dużej mierze dzięki braciom Adetokunbo, awansował do II ligi greckiej i nawet grał o awans do ekstraklasy. Giannis w sezonie 2012/13 zdobywał średnio po 9,5 punktu, 5,0 zbiórki oraz 1,4 asysty, ale jego potencjał przewyższał te statystyki i wszyscy to doskonale widzieli. Velliniatis podkreślał też charakter – Giannis miał talent i wzrost, ale to ciężkie życie na ulicy nauczyło go determinacji.

Filathlitikos awansu ostatecznie nie wywalczył, zajął trzecie miejsce w tabeli. W kluczowym meczu Adetokunbo rzucił 4 punkty i miał 9 zbiórek, jego zespół przegrał 81:89 po trzech dogrywkach. Według relacji, po ostatniej syrenie Giannis usiadł na ławce i płakał.

Ale równocześnie wiedział, że lepsze jutro nadchodzi. Z NBA przyjeżdżali nie tylko skauci, ale też menedżerowie, a on przecież miał już podpisany kontrakt. 500 euro stypendium miesięcznie, które Filathlitikos płacił rodzinie za to, że bracia grali w kosza, miało się zmienić w 325 tys. dolarów za trzy lata, bo taką umowę z Saragossą Giannis ustalił już w grudniu 2012 roku.

Był jednak warunek – jeśli zostanie wybrany w drafcie do NBA, leci do USA. Oczywiście, jeśli dostanie na czas obywatelstwo i paszport. Ten manewr, jak już wiemy, się udał, choć jego rodzina musiała jeszcze wysłuchać rasistowskich komentarzy i żądania deportacji z ust Nikosa Michaloliakosa z nacjonalistycznej partii Złoty Poranek.

Z drugiej strony – zdjęcie greckiego premiera Antonisa Samarasa z Giannisem i jego rodzicami obiegło media i wzbudziło dyskusje dotyczące imigrantów w Grecji.

Giannis z rodzicami i premierem Grecji

Król z zamorskiej krainy przybył

Dla Giannisa trudne momenty w Atenach to już jednak przeszłość, on w lecie 2016 roku podpisał w Milwaukee czteroletni kontrakt na 100 mln dolarów, kolejne setki milionów przed nim. Po kilku miesiącach pierwszego sezonu do USA w końcu przyleciała do niego dłużej czekająca na swoje dokumenty rodzina, a on zaczął zmieniać się w boiskowego potwora, kolejnego wszechstronnego magika, którego wpiszemy jako kolejnego wybitnego skrzydłowego po Scottim Pippenie, Grancie Hillu i LeBronie.

Milwaukee Bucks idą w górę, rośnie też pewność Giannisa, który niedawno dał do zrozumienia, że myśli o nagrodzie MVP. W poprzednim sezonie przewodził drużynie w punktach (22,9), zbiórkach (8,8), asystach (5,4), przechwytach (1,6) oraz blokach (1,9). Wcześniej w historii ligi udawało się to Dave Cowensowi, Scottiemu Pippenowi, Kevinowi Garnettowi i LeBronowi Jamesowi.

“The Greek Freak” z pokręconej, trudnej ścieżki wjechał na autostradę do gwiazd i przyspiesza. I może rzeczywiście jest coś w tym, że znaczenie imienia przechodzi na człowieka – Adetokunbo to, w języku Joruba, imię lub nazwisko, które oznacza króla z zamorskiej krainy.

Łukasz Cegliński

Buty, koszulki, bluzy – nowa NBA już w Sklepie Koszykarza >>

https://www.youtube.com/watch?v=TF2feS2ET_g




POLECANE