Giannis Antetokounmpo – statuetkę ma w kieszeni?

Share on facebook
Share on twitter

Giannis Antetokounmpo nie tylko zadebiutuje w pierwszej piątce Meczu Gwiazd, ale jest też głównym faworytem w wyścigu po nagrodę MIP. A na dyskusję o MVP przyjdzie jeszcze czas.

(fot. Wikimedia Commons)

W takich butach grają gwiazdy NBA >>

O kandydaturze Giannisa do statuetki MVP sezonu zasadniczego trudno rozmawiać, zważywszy na tegoroczne wyczyny Jamesa Hardena, Russella Westbrooka czy Anthony’ego Davisa, debatę tę trzeba będzie odłożyć przynajmniej do kolejnego sezonu. Można jednak śmiało przypuszczać, że będzie ona wówczas jeszcze mocniejsza. Bo jeśli „Greak Freak” zdoła utrzymać aktualne tempo rozwoju, to aż strach pomyśleć gdzie ze swoją grą będzie za rok.

Statystyczny Freak
Lider Milwaukee Bucks to obecnie najpoważniejszy kandydat do nagrody dla zawodnika, który od ostatnich rozgrywek poczynił największy postęp. Jego fantastyczna linijka po 47 rozegranych meczach to 23,1 punktu, 8,7 zbiórki, 5,5 asysty, 1,8 przechwytu oraz 2 bloki na mecz. Wszystkie wartości wyższe niż przed rokiem!

Prócz asyst w pozostałych czterech kategoriach statystycznych plasuje się w TOP 20 ligi. Jest 6. blokującym, 9. przechwytującym, 16. na liście strzelców, a także 18. wśród zbierających. Najgorzej stoi z podaniami, po których to koledzy zdobywają punkty, wszak w tej klasyfikacji wylądował „dopiero” na 27. miejscu.

Według danych Elias Sports Bureau, przytaczanych przez ESPN, Antetokounmpo ma szansę zostać siódmym graczem w historii, który zdołał poprawić swoje średnie osiągnięcia w tych pięciu najważniejszych rubrykach w każdym z czterech pierwszych sezonów w NBA.

Jeśli uda mu się to zrobić, a wszystko na to wskazuje, będzie pierwszym koszykarzem, który tego dokonał, od czasu Roda Stricklanda (lata 1988-92).

Do sufitu jeszcze daleko
Wciąż jest oczywiście nad czym pracować. Ulepszenia wymaga między innymi rzut, choć i w tym elemencie jest coraz lepszy. W obecnej kampanii trafia bowiem najlepsze w karierze 52,2 proc. z gry oraz 28,6 proc. trójek i to właśnie rzut z dystansu pozostaje jego największym mankamentem. Znając jednak etykę pracy, ambicję oraz nieustępliwość Greka, który gdyby się dało, pewnie nawet spałby na sali treningowej, i w tym elemencie należy się niebawem spodziewać kolejnych postępów.

Obok nietuzinkowych warunków fizycznych i niewątpliwego talentu to także tytan pracy. Gdy koledzy po rozegranym kolejnego spotkania udają się na spoczynek, on wsiada w auto i gna do ośrodka szkoleniowego, gdzie wyładowuje złość wywołaną tymi rzeczami, które w meczu mu nie wyszły.

Stale pracuje też nad swoją muskulaturą. W dniu draftu ważył niecałe 89 kilogramów. Od tamtego czasu dodał około 13,5 kilogramów samych mięśni i z wagą dobił już do okrągłej setki.

Przy wzroście siły nie stracił ani grama atletyzmu. Wręcz przeciwnie – ułatwia mu ona walkę z większymi graczami w polu trzech sekund. „Antek” co mecz zdobywa w trumnie średnio aż 13,2 pkt. i jest pod tym względem najlepszy w NBA (drugi LeBron James i trzeci Karl-Anthony Towns mają ich około 12,9). Z dorobkiem 108 wsadów (za Basketball Reference) jest też 4. dunkerem. W tej klasyfikacji wyprzedzają go jedynie klasyczni środkowi – Dwight Howard, Rudy Gobert i liderujący DeAndre Jordan.

Zaraz za LeBronem
Jego wyczyny na parkiecie przekładają się także na coraz większą popularność. Fani widzą, że prócz znakomitego koszykarza podziwiają również świetnego, młodego człowieka, który przy odrobinie szczęścia i masie ciężkiej pracy zaliczył życiowy przeskok od unikania greckich urzędników imigracyjnych aż po 100-milionowy kontrakt z klubem NBA.

W tegorocznym głosowaniu kibiców na pierwsze piątki Meczu Gwiazd jako jeden z trzech zawodników Konferencji Wschodniej – obok Jamesa i Kyriego Irvinga – przekroczył próg miliona głosów. Miał ich aż 1,6 miliona – nieco ponad 90 tysięcy mniej niż rozgrywający mistrzów NBA. Wśród podkoszowych uplasował się zaraz za „Królem”. Tak samo było w plebiscytach zorganizowanych po raz pierwszy wśród zawodników i przedstawicieli mediów.

Nie można oczywiście wykluczyć, że 19 lutego w Nowym Orleanie to on przyłoży się najbardziej i już w swoim debiucie w All-Star Game zgarnie nagrodę za najlepszy występ. Bardziej prawdopodobnym jest jednak to, że jako pierwsze indywidualne wyróżnienie przyjmie właśnie tytuł MIP (Most Improved Player).

Już przed rokiem w głosowaniu skończył jako trzeci, za Kembą Walkerem i nagrodzonym C.J. McCollumem. Konkurencja oczywiście jest, wszak tacy Russell Westbrook (+7,2 pkt. i 2,6 zb. na mecz w porównaniu z sezonem 2015/16), Anthony Davis (+3,6 pkt., 2 zb., 0,3 as., 0,4 bl.) czy Isaiah Thomas (+7,5 pkt.) również muszą być brani pod uwagę. Naszym zdaniem – na odznaczenie to najbardziej zasługuje chyba najmłodszy z całej trójki 22-latek.

Mateusz Orlicki

W takich butach grają gwiazdy NBA >>

POLECANE

Pozycja Anwilu Włocławek na czele listy jest na początku sezonu niezagrożona. Na drugim miejscu widzimy Arkę Gdynia, nieco dalej Polski Cukier. Najsłabiej w tym momencie wyglądają zespoły z Gliwic, Radomia i Starogardu Gdańskiego.