Grzegorz Skiba: Gramy o pewne wejście do playoff

Share on facebook
Share on twitter

– Zawodnicy z ekstraklasy zatrudniani w 1 lidze naturalnie podnoszą poziom oraz prestiż ligi, przyciągają kibiców i sponsorów. Brakuje jednak stabilizacji i dobrej organizacji w niektórych klubach – mówi Grzegorz Skiba, od tego sezonu prowadzący Enea Astorię Bydgoszcz.

Grzegorz Skiba / fot. Enea Astoria Bydgoszcz

W tych butach Stephen Curry trafia wielkie rzuty >>

Pamela Wrona: Jest Pan wychowankiem Astorii. Czy przypuszczał Pan kiedykolwiek, że zamiast na parkiecie, znajdzie się Pan w Bydgoszczy również na ławce trenerskiej?

Grzegorz Skiba: Będąc zawodnikiem nie myślałem, że będę trenerem, tym bardziej w macierzystym klubie. W 2006 roku zająłem się pracą z młodzieżą i gdzieś przyświecała myśl, że może kiedyś człowiek dojrzeje do tego, aby poprowadzić drużynę seniorską.

Jak do tego doszło?

Drużyna była bez trenera. Otrzymałem propozycję od prezesa i na zastanowienie się miałem tylko 3 dni. Podjąłem się tego zadania i zobaczymy, co z tego wyniknie (śmiech).

W latach osiemdziesiątych z Astorią, jako zawodnik, zdobył Pan mistrzostwo Polski kadetów oraz juniorów. Dwa razy ze swoją drużyną awansował Pan z pierwszej ligi do ekstraklasy. Czy w niedalekiej przyszłości chciałby Pan powtórzyć podobne sukcesy, ale tym razem jako trener?

Nie ukrywam, że byłoby fajnie zdobyć tytuł mistrza Polski grup młodzieżowych, czy też wywalczyć awans do ekstraklasy. W roli trenera byłoby to coś naprawdę pięknego. To jest coś o czym każdy marzy i będę dążył do tego, aby kiedyś się spełniło.

Czyli można powiedzieć, że awans w sezonie 2018/19 nie jest Waszym głównym celem?

Gdzieś w niedalekiej przyszłości na pewno ambicją klubu jest awans, lecz w tym sezonie raczej ma być to przetarcie i pewne wejście do playoffów. A później po prostu zobaczymy, co da się ugrać.

Pod jakim kątem starał się Pan budować skład?

Większość zawodników grających w poprzednim sezonie miała ważne kontrakty. Jest to dużym autem, gdyż grupa ludzi już się znała i grała ze sobą wcześniej. Trzeba było przekonać kilku nowych doświadczonych zawodników, takich jak Marcin Nowakowski, Jakub Dłuski czy Grzegorz Kukiełka, aby dołączyli do zespołu i pomogli zrealizować zadanie na ten sezon. Są to gracze wszechstronni, obyci na parkietach PLK, a ich doświadczenie ma duży wpływ na grę drużyny.

Tak jak Pan wspomniał, przybyło kilku graczy z doświadczeniami z ekstraklasy. Czy prowadzi się ich jakoś inaczej?

Powiem szczerze, trudno mi w tej chwili to ocenić, ponieważ nie miałem wcześniej doświadczenia w pracy z seniorami. Na pewno będę korzystał z wiedzy i umiejętności najbardziej rutynowanych koszykarzy.

Jak prezentujecie się na tle pozostałych zespołów? Jakie są Wasze mocne strony?

Naszą mocną stroną jest bardzo wyrównany skład. Dysponujemy w tej chwili dziesięcioma zawodnikami do grania. W każdym meczu, tak naprawdę każdy może „zapalić” i nie wiadomo, z której strony przeciwnicy mogą spodziewać się zagrożenia. To jest nasza broń. Mamy też słabe strony, o których nie chciałbym mówić, bo musimy po prostu nad nimi pracować i starać się je sukcesywnie eliminować w trakcie sezonu.




Początek sezonu nie do końca był po Waszej myśli. Spodziewał się Pan takiego startu?

Liga będzie bardzo ciężka i wyrównana, w zasadzie już jest. Pierwsze dwie porażki były dla nas i naszych kibiców przykrym doświadczeniem, zwłaszcza ta z AGH Kraków na inaugurację w hali Artego Arena. Takie sytuacje w sporcie się zdarzają, teoretycznie słabszy pokonuje faworyta i to jest istotą rywalizacji. Pracujemy dalej, odbudowujemy się, mamy aktualnie serię trzech zwycięstw i chcemy ją kontynuować.

Przyczyną mogły być też kontuzje? Czy przykładowo dla Jakuba Dłuskiego nie było za wcześnie, aby powrócić na parkiet?

Trudno wyrokować co by było gdyby wszyscy zawodnicy byli zdrowi. Kuba szybko dostał pozwolenie od lekarza na wznowienie treningów. Pomógł nam bardzo w Łowiczu, w odniesieniu cennego zwycięstwa na inaugurację. Jego forma jeszcze nie jest najwyższa, nie przepracował całego okresu przygotowawczego, dlatego ten czas kiedy osiągnie optymalną formę dopiero jest przed nami. Bez wątpienia jest bardzo potrzebny naszej drużynie.

Zatrzymując się przy samej pierwszej lidze. Czego według Pana w niej brakuje, aby podnieść jej poziom?

Uważam, że zawodnicy z ekstraklasy zatrudnieni w pierwszoligowych klubach naturalnie podnoszą poziom oraz prestiż ligi, przyciągają kibiców i sponsorów. Myślę, że brakuje stabilizacji i dobrej organizacji w niektórych klubach. Przydałby się sponsor tytularny ligi oraz jej szersza promocja.

Co jest potrzebne, aby zachęcić ludzi do chodzenia na mecze i większego zainteresowania koszykówką?

Zdecydowanie większe sukcesy naszej reprezentacji. Awans drużyny narodowej, drugi raz w historii, do finału Mistrzostw Świata byłby dużym wydarzeniem i promocją koszykówki. Aby kibice licznej przychodzili na trybuny muszą posiadać podstawową wiedzę o zasadach gry, a ta powinna być przekazana już na poziomie szkolnym. Dlatego promocja koszykówki w szkołach, sukcesy reprezentacji, więcej koszykówki na antenie TV, to recepta na zwiększenie zainteresowania naszą dyscypliną.

Jak to wszystko wyglądało, gdy Pan sam był koszykarzem?

Koszykówka miała swoje 5 minut na przełomie XX i XXI wieku – w końcówce lat 90-tych i początku 2000 roku. W 1997 roku nasza reprezentacja zajęła siódme miejsce na Mistrzostwach Europy w Hiszpanii. Wtedy koszykówka była drugą dyscypliną w grach zespołowych po piłce nożnej. W telewizji publicznej oglądaliśmy mecze NBA. Na naszych podwórkach kosze rosły jak grzyby po deszczu. Było to dosłownie 5 minut, które niestety nie zostało wykorzystane przez działaczy. Obecnie musimy znowu czekać na sukces. Być może, któryś z zawodników młodego pokolenia trafi do NBA, co zwiększyłoby zainteresowanie koszykówką w Polsce.

Tak naprawdę wiele sprowadza się do sukcesów i młodzieży.

Tak naprawdę można sięgnąć głębiej… Sukcesów nie ma, bo nie ma popularyzacji na poziomie szkolnym. Gdyby była szersza, więcej dzieci uprawiałoby koszykówkę. Druga sprawa, z dziećmi trzeba więcej trenować, z czym wiążą się koszty opłacenia trenera czy wynajęcia hali sportowej. Sport młodzieżowy jest niedofinansowany. Wielu trenerów szuka dodatkowego zarobku, aby utrzymać rodzinę. Brakuje czasu na własne doskonalenie czy szukanie talentów.

Pamela Wrona, @PulsBasketu

W tych butach Stephen Curry trafia wielkie rzuty >>




POLECANE

Rozgrywki najlepszej ligi świata znów zapowiadają się rewelacyjnie – wielu faworytów do tytułu, stare i nowe gwiazdy, dziesiątki intrygujących historii. Już pierwszej nocy 74. sezonu NBA zobaczymy derby LA – Lakers zagrają z Clippers.
Znów w roli strażaka przyjdzie Markowi Łukomskiemu poprowadzić zespół w PLK. Według nieoficjalnych doniesień, były szkoleniowiec m.in. Kinga Szczecin i Czarnych Słupsk zastąpi w Starogardzie Gdańskim Marcina Lichtańskiego.