GTK mocniejsze i szczęśliwe, w Treflu bez zmian

Share on facebook
Share on twitter

Nowy trener, stare problemy – Trefl znów przeważał, potem prowadził wyrównaną walkę, ale ostatecznie nie był w stanie wygrać. Koszykarze GTK Gliwice trafili 13 trójek, mieli trochę więcej szczęścia w końcówce i wygrali w Sopocie 99:96.

Riley LaChance / fot. GTK Gliwice

To są buty LeBrona Jamesa – możesz w nich zagrać! >> 

Kibice żółto-czarnych mieli pełne prawo wierzyć, że po przerwie na okienko reprezentacyjne ich zespół zacznie sezon na nowo. Zmiana trenera, pełny skład (do gry po długiej przerwie wrócili Piotr Śmigielski i Michał Kolenda) – to niezłe argumenty, by odbić się od dna, na którym Trefl niebezpiecznie osiadł po sześciu porażkach z rzędu.

Pierwsze minuty Trefl zaczął tak, jak niejeden poprzedni mecz – Amerykanie trafiali, Paweł Leończyk był nie do zatrzymania pod koszem (11 pkt, 5/5 z gry do przerwy). Przez pierwsze dwie kwarty zespół miał 62% z gry i 12 asyst. Jeśli jednak ktoś myślał, że to wystarczy na spokojne zwycięstwo, musiał się zawieść – przy dobrej grze w ataku zabrakło jednak walki w obronie.

Goście do przerwy zdominowali bowiem walkę pod tablicami – zebrali Treflowi aż 15 piłek (po przerwie tylko dwie!), zdobywając 19 punktów drugiej szansy. – Nie przypominam sobie takiego meczu – walczyliśmy w obronie, ale nie skorzystaliśmy z tego – mówił po meczu Jukka Toijala. I nawet kiedy sopocianie zdołali zbudować po akcjach starszego z braci Kolendów zbudować 12-punktową przewagę, trójki trafili Kacper Radwański oraz Szymon Kiwilsza, i Trefl prowadził po dwóch kwartach tylko 47:41.

Druga połowa była już bardziej zacięta – najpierw goście szybko doprowadzili do remisu (głównie dzięki dobrze dysponowanemu Radwańskiemu (14 pkt)). W Treflu pierwsze skrzypce zaczął z kolei grać Milan Milovanovic, który w samej III kwarcie zdobył 12 punktów i szybko wpędził w problemy z faulami środkowego gliwiczan Damonte Dodda. Kolejny punkty dorzucał też Leończyk – obaj podkoszowi sopocian byli dobrze obsługiwani przez swoich niższych kolegów (Baker – 7 as., Taylor 6 as., Ł.Kolenda – 5 as.).

W GTK fantastycznie z kolei zaczął Desmond Washington. Amerykanin trafiał jak w transie, zaliczył 6 asyst – jednak nie mógł dokończyć meczu ze względu na faul techniczny za zbyt gwałtowną reakcję po faulu ofensywnym (a w konsekwencji wcześniejszego niesportowego musiał opuścić parkiet).

Gdy wydawało się, że Trefl będzie miał ułatwione zadanie po tym, jak rywal stracił swojego lidera, przez Sopot przeszło małe trzęsienie ziemi. Najpierw Grzegorz Kulka trafił za 3 minimalnie po czasie i sędziowie po konsultacji nie zaliczyli punktów, które dałoby Treflowi 7-punktowe prowadzenie, a następnie goście rzucili 10 punktów z rzędu, wychodząc na prowadzenie 89:83.

Treflowi nie można było odmówić ambicji, gospodarze starali się dogonić GTK za wszelką cenę, dwie bardzo ważne trójki w ostatniej minucie trafił Ian Baker. Jeśli jednak założymy, że jedną ze składowych sukcesu jest łut szczęścia, to dziś mieli go koszykarze ze Śląska – w końcówce decydującą, niemożliwą wręcz trójkę trafił Riley LaChance (bohater IV kwarty, 14 pkt, 4/4 z kluczowych wolnych), a rzut z połowy boiska Bakera na dogrywkę trafił tylko w obręcz.

Nowy trener Trefla staje więc przed niełatwym zadaniem wyciągnięcia sopocian z coraz trudniejszej sytuacji. – Musimy znaleźć sposób, aby wygrywać mecze. Sposób jest jeden – obrona.

I to jest bardzo dobry pomysł, szczególnie, że najbliższy mecz Trefl zagra w niedzielę z Polpharmą.

Michał Świderski, Sopot

To są buty LeBrona Jamesa – możesz w nich zagrać! >> 




POLECANE

BM Slam Stal sensacyjnie pokonała Arkę, a potem pewnie ograła Polpharmę. Widać lepszą grę i większą energię na boisku, co sprawia, że zespół prowadzony przez Łukasza Majewskiego powinien powoli piąć się w górę. Nieoficjalnie mówi się też o kolejnych transferach.

tagi