• Home
  • PLK
  • Gwiazdy wygrywają tytuły, nie zespół – Anwil potwierdził

Gwiazdy wygrywają tytuły, nie zespół – Anwil potwierdził

Share on facebook
Share on twitter

Ivan Almeida i Chase Simon w playoff, a w sezonie regularnym James Florence i Josh Bostic. Kluczowe zwycięstwa w PLK zapewniają raczej wybitne indywidualności, niż wyrównane zespoły.

Chase Simon / for. . Romański, plk.pl

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

W finale PLK zwyciężył zespół z Włocławka, który miał indywidualności i hierarchię w składzie z drużyną równą i solidną, bez wyraźnej gwiazdy. To kolejne potwierdzenie tezy, że lepiej skład budować wokół kilku wybitnych graczy, niż kompletować zestaw 10 wyrównanych graczy na 20 minut każdy.

Dziesięciu równych zawodników to model drużyny, który często jest traktowany jako ten idealny. Jednak patrząc na to, jakie zespoły wygrywają trofea, to raczej należałoby się skłaniać ku stwierdzeniu, że to gwiazdy i indywidualności pozwalają na sukcesy.

Tegoroczne finały to idealne zderzenie drużyny równej, solidnej, szerokiej, z taką, która miała więcej indywidualności i o wiele mocniej zarysowaną hierarchię. Nieznacznie, bo 4:3, ale zdecydowanie zasłużenie wygrała ta druga.

Koszykarze Anwilu Włocławek w serii półfinałowej, a także finałowej nie mieli sobie równych jeśli chodzi o boiskowe pojedynki. Ogromnym atutem zespołu Igora Milicicia byli gracze, którzy mogli „przejąć mecz”, czy zaliczyć dominujący moment, kiedy akurat drużynie nie szło.

Ivan Almeida, Chase Simon czy Aaron Broussard. To wszystko gracze, którzy w pojedynkę, w jednym meczu, potrafią wystrzelić na tyle, żeby dać swojej drużynie zwycięstwo.




Po stronie Polskiego Cukru takich graczy, którzy pociągnęliby swój zespół w ciężkich momentach nie było. Przez cały sezon w tej roli sprawdzał się Rob Lowery, jednak w finale bardzo mocno zawiódł. Żaden inny gracz nie został wykreowany na lidera, który potrafiłby zrobić coś z niczego.

Właśnie tacy gracze pozwalają sięgać po mistrzostwa. Zmiany w składzie, jakie przeprowadził w trakcie sezonu Igor Milicić też zdają się potwierdzać tezę, że lepiej mieć w zespole kilka dominujących postaci, a nie 10 równych zawodników tworzących nieco „płaski” zespół.

Taki był Anwil zbudowany latem 2018 i teraz zmiana trzech bardzo dobrych przecież graczy (Vladimira Mihailovicia, Nikoli Markovicia i Mateusza Kostrzewskiego) na jednego wybitnego (Ivana Almeidę) i dwóch zadaniowców (Michała Ignerskiego i Aleksandra Czyża) wydaje się być przełomem, który pozwolił Anwilowi sięgnąć po drugie z rzędu mistrzostwo.

To nie przypadek, że najlepszą drużyną sezonu regularnego była Arka, w której grało dwóch najpoważniejszych kandydatów do nagrody MVP, a mistrzostwo zdobył Anwil, który miał w składzie MVP poprzednich rozgrywek, a nie wyrównane, ale pozbawione wielkich indywidualności Stelmet Enea BC Zielona Góra czy Polski Cukier Toruń.

Przypadki na zespołowe mistrzostwo na pewno się znajdą, jednak w większości by osiągnąć sukces, potrzebny jest balans pomiędzy zawodnikami pierwszoplanowymi a dublerami. Polski Cukier takiego balansu nie miał i gdy okazało się, że system i taktyka przeciwko Anwilowi nie działa, nie było komu wziąć odpowiedzialności za wynik meczu, a w konsekwencji także serii.

GS

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>