Handel zamiast sportu – dość absurdów z dzikimi kartami

Share on facebook
Share on twitter

Afera z Notecią to efekt zamieszania i braku reguł, bo dzikimi kartami i zaproszeniami PZKosz kompletnie wykrzywił zasady sportowej rywalizacji. Teraz wreszcie podjął dobrą decyzję.

Mecz Noteci Inowrocław (fot. Facebook.com)

EuroBasket, PLK, NBA – typuj i wygrywaj kasę! >>

Noteć Inowrocław po słabym sezonie spadła z I ligi. Jednak gdy PZKosz ogłosił, że w lecie będzie możliwość wykupienia dzikiej karty, aby na zapleczu ekstraklasy grała parzysta liczba drużyn, klub od razu wyraził zainteresowanie. Zebrał pieniądze, spełnił warunki, ale nagle zmieniła się rzeczywistość – GTK Gliwice poprosiło i kupiło dziką kartę do PLK, w I lidze zostało 16 zespołów, dodatkowe nie są już potrzebne.

Pomieszanie z poplątaniem i cyrk do kwadratu, do którego doprowadził handel uprawiany przez PZKosz i PLK.

Wpadliśmy w paranoję

Akurat teraz PZKosz nie przyznał jednak Noteci licencji zdroworozsądkowo argumentując, że w lidze nie ma miejsca na dodatkowy zespół. Inowrocławianie złożyli oczywiście odwołanie, o licencję do I ligi apelują klub, kibice, prezydent Inowrocławia. Komisja Odwoławcza decyzję podejmie w tym tygodniu.

I oby podtrzymała odmowę i zostawiła ligę na 16 drużyn.

Wpadliśmy w jakąś paranoję dzikich kart, zaproszeń i akceptowanych podań o awans. Już nawet ciężko wymienić wszystkie przypadki z ostatnich lat – do PLK, I ligi, II ligi… Najbardziej jaskrawe są te gliwickie – rok temu GTK spadło z I ligi, ale zaraz do niej wróciło. Teraz przegrało walkę o awans do PLK, ale i tak awansowało. Bo poprosiło i zapłaciło.

Argument klubów – w tym przypadku GTK i Noteci – jest następujący: jak będziemy w wyższej lidze, to dostaniemy większe pieniądze z miasta. Argument związku dotychczas był taki: jeśli tych klubów nie wciągniemy wyżej, to te pieniądze przejdą koszykówce koło nosa, dostaną je inne dyscypliny.

Dzikie karty bez skrajności

Noteć ma też inne argumenty – emocjonalne (jak nie będzie I ligi, to się rozpadniemy) i logiczne (Gliwice wciągacie, a nas nie?). Paranoja dotycząca polskich spadków i awansów polega już na tym, że w Inowrocławiu wszystkim się wydaje, że dzika karta po prostu im się należy! I w sumie trudno się dziwić, w tym bałaganie Noteć po prostu szuka swojej szansy tak, jak Gliwice, a wcześniej Toruń, Lublin i wiele innych klubów.

Ale to absurd, w końcu trzeba powiedzieć „Stop!”.

Pieniądze, które przechodzą koszykówce koło nosa? Trudno, niech przechodzą. Umówmy się – jedne Gliwice, Tarnobrzeg, Kutno czy Inowrocław w tę czy w tę ani nie poprawią, ani nie pogorszą sytuacji naszego basketu. Przecież ostatnio nie mają na nią wpływu cykliczne już upadki i powstania Śląska Wrocław, podobno największej polskiej firmy.

Oczywiście, skrajności są złe, więc tak, jak mamy dosyć sprzedawania i rozdawania awansów na prawo i lewo, tak nie twierdzimy, że dzikie karty w ogóle nie powinny funkcjonować w zawodowym sporcie. Drużyny się rozpadają, czasem ligę trzeba uzupełnić – znamy takie przypadki z hiszpańskiej ACB, miejsce w drodze do Bundesligi kupował Bayern Monachium, niekiedy to ruchy konieczne.

Ale bez przesady i z jasnymi zasadami – co, kiedy i ewentualnie za ile. Nie na wariata, co chwilę zmieniając wersje. No i nie hurtowo.

To ciągle jest sport, tu trzeba coś wygrać.

ŁC

EuroBasket, PLK, NBA – typuj i wygrywaj kasę! >>

POLECANE

Już po 3 kolejkach odchodzi trener Jacek Winnicki, cały zespół ukarano finansowo, rozwiązano kontrakty z Yancym Gatesem i Grzegorzem Surmaczem, a Jay Threatt i Nikola Jevtović zostali zawieszeni. W Ostrowie po tych czystkach trzeba będzie budować zespół od nowa.