• Home
  • NBA
  • Harrison Barnes – w Dallas wreszcie sobie pogra

Harrison Barnes – w Dallas wreszcie sobie pogra

Share on facebook
Share on twitter

Po tym, jak w Golden State Warriors jego rola została ograniczona do funkcji zadaniowca, a w kadrze USA na igrzyskach robił za statystę, w nowym klubie Harrison Barnes ma wreszcie dostać piłkę i zostać pierwszoplanową postacią.

Harrison Barnes (Fot. Creative Commons)
Harrison Barnes (Fot. Creative Commons)

Mało kto ma w NBA tyle do udowodnienia, co on. Żaden inny zawodnik, który zdobywa dla swojej drużyny średnio 11,7 pkt. na mecz, nie mógłby liczyć na maksymalny kontrakt, dzięki któremu przez najbliższe cztery lata zarabiałby 23,5 miliona dolarów rocznie. Jednak dla Marka Cubana nie ma rzeczy niemożliwych. Właściciel Dallas Mavericks tak desperacko poszukiwał nowej gwiazdy, że postanowił dać mu te pieniądze – trzeba przyznać: trochę w ciemno – i teraz musi ściskać kciuki, żeby wypaliło.

W Oakland oczywiście pomógł w wywalczeniu tytułu rok temu i pobiciu rekordu Chicago Bulls w tym ostatnim. Jego rola ograniczyła się jednak do roli strzelca, który czekał na obwodzie na piłkę. W 66 meczach sezonu zasadniczego (16 opuścił ze względu na uraz kostki) notował średnio 11,7 pkt. W fazie play-off – już tylko 9 pkt. Im bliżej kluczowych rozstrzygnięć spadała mu również skuteczność. W sezonie regularnym trafiał 38,3% rzutów zza łuku. W play-off było to już 34,2%, w finałach – 31%, a w trzech ostatnich, przegranych meczach z Cavaliers – zaledwie 20%.

Po sezonie Warriors skorzystali z okazji i chcąc podpisać kontrakt z Kevinem Durantem, wypuścili byłego gracza Uniwersytetu Północnej Karoliny, którego z radością przechwycili właśnie Mavericks. Zanim jednak obaj ci gracze wznowią rywalizację w NBA, pojechali reprezentować USA na turnieju olimpijskim w Rio de Janeiro. Wyjazd ten był jednak dla Barnesa kolejnym ciosem.

Podczas gdy Durant brylował, prowadząc kadrę do kolejnych triumfów, on spędzał na parkiecie średnio raptem 7,8 minuty w meczu i rzucał po 4,2 pkt. Tylko w jednym, pierwszym spotkaniu z Chińczykami zagrał więcej niż 7 minut (dokładnie 13). Mało tego, w czterech pojedynkach trener Mike Krzyzewski w ogóle nie posłał go na boisko.

Wybrany z wysokim, siódmym numerem draftu 2012 roku skrzydłowy, ma więc prawo czuć spory niedosyt, a nawet frustrację. Z pewnością przed nowym sezonem będzie wyjątkowo głodny gry. Będzie chciał udowodnić całemu światu swoją wartość i że potrafi wygrywać także na własną rękę, bez „Splash Brothers”. A Mavericks chcą stworzyć mu do tego warunki. Ma mieć częściej piłkę w rękach i wziąć na siebie więcej obowiązków na atakowanej części parkietu.

– Jestem z tego powodu bardzo podekscytowany. Pracowałem przez ostatnie kilka lat, ale robiłem to także tego lata – mówił Harrison Barnes we wtorek w wywiadzie transmitowanym na żywo za pośrednictwem oficjalnego fanpage’a Mavericks na Facebooku. – Nie mogę się doczekać, żeby wprowadzić to do mojej gry i rozwijać się w tym kierunku, ale także po prostu bycia wokół graczy, którzy już wygrali i byli trenowani na tym poziomie. Będę tuż obok członka Galerii Sławy, Dirka, więc to będzie wspaniałe, móc uczyć się od niego i zobaczyć, do jakiego punktu mogę doprowadzić moją grę.

Z Dallas dobiegają deklaracje, że Barnes będzie zawodnikiem, do którego pozostali gracze będą kierować piłkę. Mówił o tym chociażby Mark Cuban. To oczywiście żadna niespodzianka. Nie po to ściągasz koszykarza za 23,5 bańki za rok, żeby ustawić go w rogu i kazać mu jedynie rozciągać obronę. Chcesz, żeby wreszcie realizował na boisku swój potencjał.

– Piłka będzie znacznie częściej w moich rękach, więc będę miał zdecydowanie więcej decyzji do podjęcia – dodawał Barnes. – Dużo rozmawiam z trenerem Rickiem Carlislem o tym, do czego jestem zdolny i czego będzie ode mnie wymagał oprócz rzeczy, które już robię na parkiecie. To kolejna rzecz, na jaką zwracał uwagę, mówiąc „Zbierałeś i broniłeś w Golden State. I nie rezygnuj z tego, tylko dlatego, że teraz jesteś tutaj i my chcemy, żebyś zdobywał więcej punktów”. Chodzi więc o dodanie, a nie zastąpienie pewnych elementów, więc jestem tym wszystkim podekscytowany.

Mateusz Orlicki, @M_Orlicki