Historyczna tragedia – Rob Lowery pudłuje na potęgę

Share on facebook
Share on twitter

Urazy utrudniają mu grę, ale nie wszystko można usprawiedliwić. Od 2003 roku nikt w finałach PLK, kto oddał przynajmniej 60 rzutów z gry, nie trafiał tak źle, jak rozrywający Polskiego Cukru Toruń.

Rob Lowery / fot. A. Romański, plk.pl

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Rob Lowery chyba w najczarniejszych snach nie spodziewał się, że tak mogą wyglądać jego występy w finale PLK. Rozgrywający Polskiego Cukru Toruń jest zupełnie nieskuteczny, a jego drużynę czeka najważniejsze spotkanie sezonu.

Jeden z kandydatów do nagrody MVP rundy zasadniczej, jeden z lepszych rozgrywających w PLK ma ogromne problemy z trafianiem do kosza. W finale drogę do celu znalazło zaledwie 23 z 66 rzutów za gry (34.8 proc.) i 6 z 33 rzutów za 3 (18.2 proc.).

Polski Cukier traci sporo na słabej dyspozycji amerykańskiego rozgrywającego, bo jak tlenu potrzebuje celnych rzutów z dystansu, żeby nawiązać walkę o mistrzostwo Polski. Tymczasem Lowery pudłuje na potęgę. Nie trafił 15 pierwszych prób za 3 w finale – gracz, który w całym sezonie trafia 41 proc. takich rzutów.

To dość niespodziewane, bo Amerykanin jest raczej jednym z ostatnich zawodników, po których spodziewalibyśmy się tego, że zaliczy tak negatywną serię lub „nie pojawi” się najważniejszych meczach sezonu.

Niechlubny rekord

Skuteczność koszykarza Polskiego Cukru to historyczne niziny. Żaden gracz od 2003 roku nie miał tak złej skuteczności przy 60 próbach w finale PLK. Przy 50 lub większej ilości rzutów z gry gorszych jest tylko 3 zawodników. Istvan Nemeth trafił 17 z 51 rzutów z gry w serii z Anwilem w 2005 roku. I to jeden z najgorszych – pod względem strzeleckim – występów na finiszu sezonu.




Jeśli chodzi o rzuty z dystansu, to przy takim ostrzale, nikt nie zszedł poniżej 20 proc. Lowery przez długi czas był podobnym kursie do tego, który obrał Tanel Tein w finałach 2004, przeciwko Prokomowi. Estończyk popisał się wtedy katastrofalną skutecznością i trafił zaledwie 1 z 20 rzutów z dystansu w finale.

Jak to jest z tą kontuzją?

W czasie finału pojawiły się narracje usprawiedliwiające nie najlepszą formę gracza. I ciężko określić czy kontuzje faktycznie tak mocno ograniczają Lowery’ego, czy mamy do czynienia z jednym z największych choke’ów w historii finałów ligi. Jeśli urazy są na tyle poważne, że rzutowo Rob wygląda jak słaby gracz PLK, to czy jest sens, żeby grał po 20+ minut?

Szczególnie, gdy Tomasz Śnieg ma tak dobrą końcówkę sezonu. Być może kontuzja jest na tyle poważna, że rzeczywiście ruch sprawia rozgrywającemu ból, ale chce na finiszu wspomóc drużynę. A może to faktycznie bardziej blokada psychiczna powoduje, że Lowery zapomniał jak rzuca się do kosza?

Tak czy owak, w meczu nr 7 Rob Lowery może odkupić swoje wszystkie winy, zagrać bardzo dobre spotkanie i zapewnić mistrzostwo Toruniowi. Raczej nikt nie będzie pamiętał o tej fatalnej skuteczności w meczach finałowych i słabszej dyspozycji, jeśli Polski Cukier zdobędzie mistrzostwo Polski. Bo przecież Rob Lowery ciągle potrafi grać w koszykówkę i rzucać do kosza, prawda?

Jacek Mazurek

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi