Hosley w Stelmecie – przyda się, ale czy zrobi różnicę? (analiza)

Share on facebook
Share on twitter

Takiego ruchu Stelmet potrzebował, może liczyć na korzyści sportowe i marketingowe. Utytułowany w Polsce weteran nie pomoże we wszystkich aktualnych problemach drużyny z Zielonej Góry, wciąż potrzeba tam wzmocnień.

Quinton Hosley (fot. eurocupbasketball.com)

W takich butach finały NBA wygrywał Kevin Durant! >>

Potrzeby drużyny

Żeby określić, w jaki sposób transfer Quintona Hosleya zaspokaja potrzeby Stelmetu Enei BC, najpierw zdefiniować trzeba, gdzie w tym zespole są braki.

W mojej ocenie, klubowi z Zielonej Góry, tak jak przed rokiem, brakowało w składzie atletyzmu. Hosley na pewno jest sporym dodatkiem w tym względzie – długie ramiona, znakomite warunki fizyczne i, jeśli od czerwca nic się nie zmieniło, wciąż dobra dynamika.

Wzmocnienie zbiórki – odhaczone. Hosley to jeden z najlepiej zbierających skrzydłowych bez podziału na pozycje 3 i 4. Z resztą tak też może być ustawiany i z pewnością będzie.

Kreatywność w ataku – no, tu już nie do końca. Stelmet potrzebuje wciąż, z resztą nawet sam prezes Janusz Jasiński w wywiadach o tym wspominał, zawodnika grającego na piłce, który wykreowałby sobie pozycje w ciężkich momentach sam. Hosley znakomicie widzi parkiet, ale już tak dominującym graczem w ataku nie jest.

Sporym jego problemem w poprzednim sezonie była skuteczność. Wszyscy zapamiętaliśmy Q z „mordowania” Stelmetu, ale to był jedyny mecz, w którym zdobył 20 i więcej punktów. Cały rozgrywki zakończył z kiepską skutecznością na poziomie 22% za 3 i 44% za 2.

Potrzeby klubu

Po sezonie zakończonym rozczarowaniem, nastrój panujący w Zielonej Górze nie był zbyt wesoły. Nawet w trakcie obecnego sezonu można było zauważyć wiele narzekań na obecny zespół i jego budowę, dochodzą do tego sytuacje pozaboiskowe, rzutujące na wizerunek.

Stelmet zatrudniając ponownie Quintona Hosleya robi kibicom prezent, w postaci ściągnięcia do klubu gwiazdy z przeszłości oraz jednego z najczęściej i najlepiej wspominanego gracza w dość jeszcze krótkiej historii Stelmetu w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Włocławek ma swojego bohatera – Ivana Almeidę, to Zielona Góra ma swojego, w postaci Hosleya. Jego powrót do klubu może być podwaliną pod zwiększenie zainteresowania zespołem. To równie istotne, co aspekt sportowy.

Nasyceni zwycięstwami kibice potrzebują impulsu, potrzebują gracza, dla którego można by było przychodzić do hali, który byłby gwiazdą. Hosley te warunki spełnia, choć trzeba przyznać po dniu od oficjalnego ogłoszenia transferu, nastroje fanów Stelmetu wydają się jednak zaskakująco stonowane.




Stelmet rośnie defensywnie

Para Michał Sokołowski – Quinton Hosley to najlepsza para obrońców w lidze na pozycji niskiego skrzydłowego. Hosley może bronić na parkiecie.. wszystkie 5 pozycji. Nie ma w tym przesady, to on potrafił osaczyć Łukasza Koszarka w ostatnich półfinałach, ale także jest w stanie fizycznie wytrzymać rywalizację z graczami podkoszowymi. Wiadomo, że Robert Upshaw, czy Przemysław Karnowski nadal górować będą nad nim fizycznością, ale już Josip Sobin niekoniecznie.

Według zaawansowanych statystyk, Stelmet to najlepsza obrona ligi w tym momencie. W teorii wzmocnienia pod kątem defensywy potrzebować nie powinien, ale mimo to pozyskanie znakomitego obrońcy w sytuacjach 1 na 1 może okazać się kluczem do sukcesu. Zielonogórzanie zyskali właśnie „plastra” na największe w lidze gwiazdy.

Almeida vs Hosley, Bostic vs Hosley, mlask.

Dobry ruch, czy jednak nie?

Umiarkowanie. Głównie chodzi o wiek i aktualną formę Hosleya. Z pewnością nie jest on wzmocnieniem na tu i teraz, ale ma pomóc drużynie w najważniejszym momencie sezonu.

To, że Q nie grał od czerwca w żadnym klubie może mieć także znaczenie, szczególnie na początku jego gry w Stelmecie. Do Anwilu doszedł przed rokiem mniej więcej o tej samej porze roku, a w sezonie regularnym zdążył mieć tylko przebłyski.

Też nie do końca można nazwać ten transfer game changerem, który zmieniłby układ sił w PLK, a Stelmetowi otwierał mnóstwo możliwości. Na pewno skład jest wzmocniony, ale nie aż tak, by to nagle zespół Igora Jovovicia stał się największym kandydatem do mistrzostwa.

Wciąż także ten skład wymaga, przynajmniej w mojej ocenie, korekt. Dojście Thomasa Kelatiego tej sytuacji radykalnie nie uzdrowi. Stelmet potrzebuje wybitnego talentu w ataku, który w pojedynkę będzie w stanie zrobić coś z niczego. Póki co, takiego zawodnika w składzie nie ma.

Grzegorz Szybieniecki, @gszyb

W takich butach finały NBA wygrywał Kevin Durant! >>




POLECANE

Na boisku najbardziej brakuje obrony i zbiórek, a skład drużyny z Wrocławia po prostu jest źle zbudowany. Wszystko wskazuje na to, że za kiepski początek sezonu posadą zapłaci Andrzej Adamek, ale sama wymiana trenera nie uratuje jeszcze sytuacji.

tagi