Houston, problemów brak – lecimy dalej!

Share on facebook
Share on twitter

Rockets właśnie wygrali siódmy mecz z rzędu i wyglądają jak drużyna, która rzeczywiście chce zagrozić faworytom do mistrzowskiego tytułu.

(fot. Wikimedia Commons)
(fot. Wikimedia Commons)

To są buty gwiazd NBA – możesz takie mieć >>

Grając trzeci mecz w ciągu czterech dni koszykarze Mike’a D’Antoniego musieli się trochę pomęczyć z gośćmi z Brooklynu (122:118), ale ostatecznie postawili na swoim i przedłużyli serię wygranych do siedmiu. Tym samym notują najdłuższą obecnie zwycięską passę w lidze i w rozmowach o kandydatach do mistrzostwa – przynajmniej tych z drugiego rzędu – wreszcie zaczyna się ich traktować poważnie.

Ich główną bronią w ataku naturalnie pozostają rzuty z dystansu. W poniedziałek trafili ich 17, zaliczając już 24. kolejny mecz z przynajmniej 10 celnymi trójkami. To zdecydowanie najdłuższa taka seria w historii NBA – Cavaliers (dwukrotnie) i Warriors wcześniej dobili jedynie do 16. W tym sezonie Rockets trafili już o odpowiednio 56 i 55 trójek więcej od obu tych drużyn.

Głównodowodzącym na boisku jest oczywiście James Harden, który coraz mocniej zaznacza swoją kandydaturę do nagrody MVP. Przeciwko Nets zdobył 36 punktów, 11 asyst i 8 zbiórek. Jeśli nadal będzie kręcił takie statystyki, a Rockets nie przestaną wygrywać, może wyrosnąć na faworyta w głosowaniu. Póki co pozostaje czwartym strzelcem (średnio 28,1 pkt.) i najlepiej asystującym (11,6 as.) zawodnikiem rozgrywek.

Ogromną wartością dodaną jest natomiast zdrowy Eric Gordon. I to nie tylko ze względu na fakt, że trafia aż 3,6 celnego rzutu zza łuku (2. miejsce w lidze, zaraz za 3,8 Stephena Curry’ego) przy niemal 44-procentowej skuteczności i zdobywa średnio 17,3 punktu w każdym meczu.

Gordon dużo daje od siebie również w obronie, kryjąc rozgrywających rywali, kiedy odpoczywa Patrick Beverley. Potrafi też skutecznie zaatakować kosz. Jego wszechstronność wydaje się kluczowym elementem dobrze działającej maszyny i może okazać się mocnym argumentem w plebiscycie na najlepszego rezerwowego. W 29 minut przeciwko Nets trafił 6 z 10 prób zza linii i mecz zakończył z dorobkiem 24 „oczek”.

A skoro wspomnieliśmy już nazwisko Beverley’a, to nie wypada nie wspomnieć, że od kiedy wrócił on do gry, Rockets osiągnęli znakomity bilans 11-2. Punktów może nie zdobywa dużo, ale robi to, co do niego należy – wyprowadza z równowagi rozgrywających drużyny przeciwnej, a dodatkowo zalicza co mecz średnio 4,5 as.

W ataku trudno się do czegokolwiek przyczepić. „Brodacz” i spółka trafiają najwięcej rzutów trzypunktowych, robią to przy skuteczności na poziomie 37,8 proc. (6. miejsce). Zdobywają co mecz 112,4 pkt., w czym ustępują jedynie Warriors.

Notując średnio 110,9 pkt. na 100 posiadań, zajmują czwarte miejsce w lidze pod względem efektywności ofensywnej. Z wynikiem 24,8 co mecz są też drugą najczęściej asystującą ekipą rozgrywek. Mike D’Antoni zrobił swoje, ale efekty po cichu widać również po drugiej stronie boiska – za sprawą Jeffa Bzdelika.

To właśnie on odpowiada w Houston za defensywę. Nikt nie oczekiwał od niego cudów, Rockets mieli miażdżyć rywali w ataku, a poprawa obrony miała być ekskluzywnym bonusem. I jest! Niespodziewanie po 25 spotkaniach Rockets prezentują bowiem 20. obronę w całej stawce. Tracili do tej pory średnio 105,2 punktu na 100 posiadań. Ale to nie wszystko…

W 10 ostatnich pojedynkach było to 103,9 pkt., co w tej próbie dawało im 12. wynik w lidze. Natomiast zawężając próbkę do pięciu poprzednich spotkań, pozwalali rywalom już tylko na 97,2 pkt. i pod tym względem lepsi okazali się w tym okresie już tylko fenomenalni ostatnio Memphis Grizzlies.

W chwili obecnej Rockets z bilansem 18-7 zajmują 4. miejsce w Konferencji Zachodniej, zaraz za Clippers, którzy mają identyczny stosunek zwycięstw i porażek. W konfrontacjach ze ścisłą czołówką, do której wliczamy czwórkę Warriors, Spurs, Cavs oraz Clippers, są 2-2.

Co dalej? W nocy ze środy na czwartek Rockets podejmą w Toyota Center Sacramento Kings i mają spore szanse, aby znów pójść za ciosem i wygrać ósmy mecz z rzędu.

Houston, problemów brak, lecimy dalej!

A w takich butach latają gwiazdy NBA >>

Mateusz Orlicki

POLECANE