Hustle – film niczym dobry mecz

Hustle – film niczym dobry mecz

Historia o spełnianiu marzeń związanych z koszykówką okraszona plejadą znanych ze świata basketu twarzy i dobrym aktorstwem Adama Sandlera. Netflixowa propozycja Hustle to fajnie spędzone niecałe 2 godziny, zwłaszcza dla fanów NBA.
Juancho Hernangomez i Adam Sandler / fot. materiały promocyjne Netflix

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

Każdy kto oglądał Space Jam 2 (Kosmiczny Mecz 2), ten zdaje sobie sprawę, że film z LeBronem Jamesem w roli głównej skierowany jest przede wszystkim do młodszej widowni. Po premierze drugiej odsłony kultowego tytułu było więc trochę narzekań starych, koszykarskich wyjadaczy, których apetyt na kino o baskecie nie było do końca zaspokojone. 

Netflix 8 czerwca pokazał światu za to film właśnie dla takiej publiki – ludzi orientujących się w realiach koszykówki – Hustle (Rzut Życia), ten film jest dla was przede wszystkim. Historia Bo Cruza wdzierającego się do NBA i Stanleya Sugermana, skauta 76ers z ambicjami trenerskimi, pokazuje szczegóły pracy, treningu i zależności w świecie NBA, które dla widzów spoza tematu wcale nie muszą być tak od razu zrozumiałe.

Sama fabuła jest oczywiście przewidywalna – z takiej historii ciężko jest zrobić coś „świeżego” i nowego, ale ten film jest ciekawy z innych powodów. Po pierwsze – liczba znanych twarzy. Ciężko to zliczyć, ale kilkadziesiąt postaci ze świata koszykówki przewija się przez ten film. Co chwila masz w głowie – „o Dirk Nowtizki”, „o, Sergio Scariolo nawet”, „LUKA!”.

Po drugie – Juancho Hernangomez, odtwórca głównej roli Bo Cruza, może aktorsko nie jest jakiś wybitny, ale koszykarsko naprawdę daje radę – ten film w ogóle koszykarsko daje radę. Ćwiczenia treningowe i skala trudność imponują, tak jak i ich innowacyjność (inność chyba bardziej pasuje).

No i po trzecie – ten film mocno przykleja się do tematu trash talkingu wśród graczy. Hustle pokazuje, jak dużo znaczy psychika w sporcie zawodowym i jak okrutni potrafią być rywale. Ten świat nie jest miły i może obecnie jest to już trochę hiperbola, ale w ten sposób na pewno autorzy chcieli wzbudzić w widzach emocje.

Hustle niekoniecznie musi przypaść do gustu osobom spoza świata sportu, a może i nawet spoza świata koszykówki. Tym wszystkim jednak, którzy sympatyzują z basketem, powinien się podobać – my w każdym razie fanom pomarańczowej piłki możemy go z czystym sumieniem polecić. 

Grzegorz Szybieniecki  

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

NBA

Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
– Mam nadzieję, że Spurs okażą się klubem, który postawi na Jeremy’ego jako na zawodnika ataku. Że trenerzy przygotują dla niego sety, że będą w niego inwestować pod tym względem – mówi ekspert PolskiKosz.pl Radosław Hyży po wyborze reprezentanta Polski w drafcie przez zespół z San Antonio.
24 / 06 / 2022 20:26
Gregg Popovich, cień Tima Duncana, mistrzowskie banery i takież aspiracje – oto obraz San Antonio Spurs wyłaniający się z naszej wyobraźni, która chciałaby, aby Jeremy Sochan miał w NBA jak najlepiej. Niestety, prawda o tym klubie może się okazać nieco mniej kolorowa.
24 / 06 / 2022 15:51
Pięknie jest znów przeżywać wielkie koszykarskie emocje w wypełnionych po brzegi halach. W pojedynku Euroligi Zenit okazał się lepszy od Żalgirisu, ale zwycięzcami okazali się wszyscy uczestnicy imprezy organizowanej przez PolskiKosz.pl. Kowno nie zawodzi!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
Był gwiazdą NBA, zarobił gigantyczne pieniądze, ale nigdy nie zapomniał gdzie zaczął zrzucać zbędne kilogramy. Wczoraj po latach młodszy z braci Gasol ostatecznie spłacił dług wdzięczności. Jego – dosłownie i w przenośni – klub z Girony wrócił do hiszpańskiej ekstraklasy. Miasto długo nie mogło zasnąć.