Hyży: Urlep stosuje tanie patenty

Hyży: Urlep stosuje tanie patenty

Zdziwię się, jeśli Śląsk pojedzie do Warszawy, prowadząc 2:0. Jeśli by tego dokonał, miałby przed sobą autostradę do złota. Ale spodziewam się bardziej wyrównanej serii – mówi tuż przed pierwszym meczem finału Energa Basket Ligi Radosław Hyży.
Andrej Urlep i Łukasz Kolenda / fot. A. Romański, plk.pl

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

Michał Tomasik: Śląsk wraca do finału PLK po osiemnastu latach przerwy. Kto jak kto, ale ty musisz dobrze pamiętać jego ostatnią walkę o złoto. To był twój jedyny występ w serii, której stawką było złoto. 

Radosław Hyży: Nie do końca jest to prawda – bo grałem jeszcze dwa razy w finale ligi czeskiej – ale jest. Występ w tamtym finale i tak poczytuję sobie za wielkie osiągnięcie. Wprawdzie pełniłem wówczas w Śląsku tylko rolę siódmego zawodnika w rotacji, ale jednak – zagrać w jednym zespole z Wójcikiem, Zielińskim, Tomczykiem, Ignerskim czy Kościukiem to jednak nie w kij dmuchał. A w składzie mieliśmy też Lynna Greera. 

Trener Katzurin uwielbiał gierki 5 na 5 podczas treningów. Co się nagrałem przeciwko legendom to moje. 

W tamtych latach na billboardach we Wrocławiu pojawiały się hasła, które później przeszły do legendy – „Osiemnastka” i „Powrót króla”. Nigdy się nie ziściły. Licznik mistrzowski Śląska na dobre zatrzymał się na 17. Dlaczego?

To wszystko moja wina. Przed tamtym sezonem wróciłem do polskiej ligi z Francji i byłem pełen optymizmu. A jak ja jestem pełen optymizmu, to często nic z tego nie wychodzi. Sezon zasadniczy traktowaliśmy wtedy tak naprawdę jako rozgrzewkę przed finałem, tyle w tej drużynie było talentu. Przecież my graliśmy w Eurolidze, mogło się wydawać, że jesteśmy na innym poziomie od krajowych rywali. Gdy już znaleźliśmy się w finale, czułem się strasznie podekscytowany. Tymczasem rywalizacja, zanim się na dobre zaczęła, już się skończyła. Polegliśmy z Prokomem Trefl 1:4. 

Czego zabrakło?

Głównie zdrowia Dominika Tomczyka. Doznał kontuzji i to ja musiałem go zastępować. Zagrałem nawet jeden dobry mecz, rzuciłem w nim chyba ponad 20 punktów, ale rywal miał bardziej wyrównany skład. I liczniejszy. A z finałem play-off jest trochę jak z wojną – na końcu liczebność wojska też miewa znaczenie. 

Porównanie o tyle trafne, że w finale 2022 spotkają się dwa wojskowe kluby – Śląsk i Legia. Kto dysponuje większą siłą uderzenia?

Kilka dni temu w „Strefie Chanasa” mówiłem, że finał przegra ten, którego jeden z podstawowych graczy jako pierwszy dozna kontuzji. Bo zawsze są jakieś kontuzje. Walka się jeszcze nie zaczęła, a już wiadomo, że w meczach nr 1 i 2 nie zagra Adam Kemp. To dla Legii szalenie ważny zawodnik. Faworytem finału staje się więc Śląsk. 

Legia nie ma szans załatać dziury po Kempie?

Pewnie, że ma! Dariusz Wyka kilka tygodni temu w Hali Stulecia, którą zazwyczaj z przyzwyczajenia nazywam wciąż Ludową, zagrał świetny mecz (7 punktów i aż 18 zbiórek – przyp. red), a Legia pewnie ograła Śląsk. Jeśli choć raz podczas dwóch pierwszych meczów we Wrocławiu to powtórzy, Legia może absencję Kempa przetrwać. 

Łatwiej będzie jej wyrwać zwycięstwo w Hali Stulecia we wtorek czy dwa dni póżniej w Orbicie?

Myślę, że jednak w Orbicie. Bardzo nie lubię tej hali, zawsze coś mi w niej nie pasuje. Ludowa to inna bajka, tam Śląsk będzie faworytem. Choć mam świadomość, że i Czarni w play-off tam już wygrywali, i Legia wcześniej też. Wiem jedno: mimo kontuzji Kempa będę zdziwiony, jeśli Śląsk pojedzie do Warszawy prowadząc 2:0. Jeśli by tego dokonał, miałby przed sobą autostradę do złota. Ale spodziewam się wyrównanej serii. 

W finale zagra piąta drużyna sezonu zasadniczego z szóstą. Zaskoczenie?

Oj tak, szczególnie awans w wykonaniu Legii. Ale chylę przed tą drużyną czoła. Czytałem ostatnio wywiad z wieloletnim prezesem tego klubu Robertem Chabelskim. Opowiadał, jak mozolnie zmierzali do tego sukcesu. Awansowali w sportowy sposób z trzeciej ligi do drugiej, z drugiej do pierwszej i w końcu do PLK. A teraz są w finale. Piękna historia. Nie ma się do czego przyczepić. 

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

Śląsk awansował do finału po 18 latach, a po dekadzie wraca do niego również Andrej Urlep. O czym to świadczy? 

Na pewno nie o tym, że poziom polskiej ligi w ostatnich latach wzrósł. Ten finał to świetna historia, może przynieść wiele emocji i być wspominany latami, ale nie pudrujmy tego, czego przypudrować się nie da. Obecnie by osiągnąć w PLK sukces wystarczy konsekwentnie pracować. I to w imponujący sposób robi w tym sezonie Legia. Kiedyś, aby zagrać w finale w zespole trzeba było jednak zebrać w składzie więcej talentu. A w budżecie – pieniędzy. Ale fajnie, że w tym sezonie w finale zagrają drużyny, które płacą swoim graczom na czas. Nie zawsze tak ostatnio było. 

A wracając do Urlepa?

Gdy obejmował w trakcie trwania sezonu Śląsk wygłosiłem opinię, że to już trener wiekowy i poddałem w wątpliwość sens tej decyzji. Łatwo zdania nie zmieniam. Wciąż uważam, że trener Urlep używa w swojej pracy dość tanich patentów. Dużo większe wrażenie zrobiła na mnie w tym sezonie praca trenera Legii. 

Gdybyś budował zespół od podstaw i mógł sobie wybrać jako pierwszego zawodnika Travisa Trice’a ze Śląska lub Roberta Johnsona jr z Legii – na kogo byś postawił?

Zależy jakim dysponowałbym budżetem. 

Przyjmijmy dla dobra dyskusji, że dużym. 

Z tego co się mówi we Wrocławiu na mieście, Trice otrzymał już ofertę z Europy na kolejny sezon, za trzykrotność stawki, którą kasuje w Śląsku. Ciężko będzie go zatrzymać. Uważam, że to lepszy gracz niż Johnson. Bardziej wszechstronny w ataku, więc to na nim budowałbym zespół z ambicjami mistrzowskimi i nadziejami na sukcesy w europejskich pucharach. Ale gdybym miał budować po prostu drużynę na Top4 polskiej ligi, wziąłbym Johnsona. Będzie tańszy, więcej zostałoby na innych. 

Nie zapominaj, że Johnson jest lepszym obrońcą. 

Jesteś tego pewien?

Tak. Nie zdziwię się, jeśli w finale mocno ograniczy poczynania Trice’a. 

Pożyjemy, zobaczymy. Możemy się umówić, że wrócimy do tematu po meczu nr 1. 

Rozmawiał: Michał Tomasik

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

NBA

Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
– Mam nadzieję, że Spurs okażą się klubem, który postawi na Jeremy’ego jako na zawodnika ataku. Że trenerzy przygotują dla niego sety, że będą w niego inwestować pod tym względem – mówi ekspert PolskiKosz.pl Radosław Hyży po wyborze reprezentanta Polski w drafcie przez zespół z San Antonio.
24 / 06 / 2022 20:26
Gregg Popovich, cień Tima Duncana, mistrzowskie banery i takież aspiracje – oto obraz San Antonio Spurs wyłaniający się z naszej wyobraźni, która chciałaby, aby Jeremy Sochan miał w NBA jak najlepiej. Niestety, prawda o tym klubie może się okazać nieco mniej kolorowa.
24 / 06 / 2022 15:51
Pięknie jest znów przeżywać wielkie koszykarskie emocje w wypełnionych po brzegi halach. W pojedynku Euroligi Zenit okazał się lepszy od Żalgirisu, ale zwycięzcami okazali się wszyscy uczestnicy imprezy organizowanej przez PolskiKosz.pl. Kowno nie zawodzi!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
Był gwiazdą NBA, zarobił gigantyczne pieniądze, ale nigdy nie zapomniał gdzie zaczął zrzucać zbędne kilogramy. Wczoraj po latach młodszy z braci Gasol ostatecznie spłacił dług wdzięczności. Jego – dosłownie i w przenośni – klub z Girony wrócił do hiszpańskiej ekstraklasy. Miasto długo nie mogło zasnąć.