Igor Milicić: Wcale nie jesteśmy w dużym gazie

Share on facebook
Share on twitter

– Przygotujemy się tak, by zaatakować ich słabsze punkty, bo wiemy gdzie one są. Pamiętamy porażki ze Stelmetem, chcemy się za nie zrewanżować – mówi trener Anwilu przed środowym hitem PLK.

(Fot. Andrzej Romański/Plk.pl)

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Włocławianie wygrali 12 z ostatnich 13 spotkań i w ligowej tabeli są tuż za Stelmetem Zielona Góra. W środę w Hali Mistrzów dojdzie zatem do spotkania na szczycie i będzie to czwarte starcie tych drużyn w obecnych rozgrywkach. To pierwsze, przegrane przez Anwil we Włocławku aż 67:101, było jeszcze sparingiem. Potem, w Zielonej Górze w lidze było 74:82, a w finale Pucharu Polski w Warszawie – 57:79.

Łukasz Cegliński: Jak pan patrzy na swój zespół w tym momencie, to z czego jest pan najbardziej zadowolony?

Igor Milicić: Z tego, że każdy z zawodników dokłada swoją cegiełkę do wyników zespołu. Że nawet, jeśli ktoś jest niewidoczny w statystykach, to ja wiem, że dobrze wykonuje swoje zadania i nie przekłada indywidualnego interesu nad drużynę.

A jeśli chodzi o grę, o to, co pokazujecie na boisku?

– Różnie to wychodzi w różnych meczach, łatwiej powiedzieć, z czego nie jestem zadowolony – z zastawiania własnej tablicy oraz z obrony. Na pewno musimy i możemy wejść pod tym względem na wyższy poziom.

Na wysokim poziomie jest za to wasz atak – w tym momencie macie pierwsze miejsce w lidze, jeśli chodzi o efektywność ofensywy. Taki był pański plan, Anwil ma wygrywać atakiem?

– Już przed sezonem wiedzieliśmy, że to może być nasza siła, ale też od początku zależało nam, by ten atak nie był jednowymiarowy, żeby nie było tak, że piłka tylko krąży po obwodzie i szukamy pozycji do rzutu za trzy. Staramy się grać inaczej i to nam wychodzi – najpierw pod kosz, do Josipa Sobina, a potem, jeśli tam jest ciasno, wracamy z piłką na obwód. Wtedy zachowujemy równowagę i te rzuty z dystansu są lepsze, mamy czyste pozycje.

Ostatnio mieliście kilka bardzo dobrych meczów w ataku, widać, że weszliście w dobry rytm, trafiacie coraz więcej trójek.

– Ale proszę zauważyć, że nasza gra nie opiera się tylko na rzutach, pokazaliśmy to w tych trudnych, powiedzmy, że nawet brzydkich meczach, gdy nie trafialiśmy z dystansu, ale znaleźliśmy inne sposoby na wygraną.

Poza tym wszyscy pamiętamy, jak słabo było ze skutecznością za trzy na początku sezonu, momentami nawet mniej niż 30 proc. A mimo to jakoś tam mecze wygrywaliśmy. Powoli dochodzimy do tego, na czym nam zależy. Na pewno nie można powiedzieć, że jesteśmy uzależnieni od rzutów z dystansu.

Co z obroną? Pod względem efektywności defensywy zajmujecie szóste miejsce, co wymaga szczególnej poprawy?

– Na pewno nie rotujemy się w obronie tak, jak powinniśmy, nie zaskakujemy w tempo, trochę się spóźniamy. To jest do poprawy.

Z drugiej strony kolejni przeciwnicy są przygotowani na nasze różne warianty w obronie, element zaskoczenia już nie istnieje.

Spodziewał się pan, że Nemanja Jaramaz będzie aż tak dobry, że będzie punktowym liderem zespołu?

– Nemanja zdobywa najwięcej punktów, ale my nie mamy takiego typowego lidera, jednego gracza, od którego nasza gra zależy w największym stopniu. Nasz skład jest wyrównany, wielu naszych koszykarzy może rozstrzygnąć mecz.

Jaramaz gra dobrze, ale także inne nabytki – James Washington i Mateusz Bartosz – miały wpływ na poprawę, urozmaicenie naszej gry. Oni nas wzmocnili i w ataku, i w obronie. Wszyscy fajnie się wkomponowali w zespół, zrozumieli naszą myśl taktyczną.

Dwaj obwodowi – Kamil Łączyński i Michał Chyliński – mają dwa odmienne sezony. Pierwszy gra najlepszą koszykówkę w karierze, drugi jest z kolei bardzo nierówny.

– Obaj robią dużo dobrego dla zespołu – na boisku, ale też w szatni. To mądre chłopaki, którym najbardziej zależy na wygrywaniu, podporządkowują się drużynie. A skoro ona wygrywa, to jest dobrze. Nie za bardzo chcę na razie wystawiać indywidualne oceny, na to przyjdzie czas po zakończeniu sezonu.

Wygraliście 12 z 13 spotkań, zwyciężyliście po bardzo dobrym meczu w Zgorzelcu. Mecz ze Stelmetem przyszedł w idealnym momencie, jesteście w dużym gazie.

– Nie powiedziałbym, że jesteśmy w dużym gazie. Wygrywamy, ale mieliśmy ostatnio i lepsze, i słabsze mecze. My szykujemy się na najważniejszą część sezonu, czyli na play-off. Spotkanie ze Stelmetem będzie dla nas sprawdzianem, zagramy z zespołem, który ma wielkie gwiazdy, jest bardzo, bardzo silny.

Musimy być bardzo skoncentrowani i zdeterminowani, musimy pamiętać, że Stelmet to taka maszyna, która potrafi rozstrzygnąć mecz w trakcie jednej kwarty. Nie powiem, że oni przechodzą na razie obok meczów, ale uważam, że to, co pokazują, na pewno nie jest ich maksimum.

O stawkę przegraliście ze Stelmetem dwukrotnie – w lidze i w pucharze. Jakie wnioski wyciągnęliście z tych meczów, ja tą wiedzę wykorzystacie?

– Przygotujemy się tak, by zaatakować ich słabsze punkty, bo wiemy gdzie one są. Zobaczymy, jak nam to wyjdzie. Wiemy też, gdzie Stelmet jest najsilniejszy, nie będziemy chcieli pozwolić na to, by rywale rozciągnęli nad na boisku. Jeżeli uda nam się lepiej zagrać w obronie i dołożymy do tego dobrą zbiórkę pod własnym koszem, to będziemy w stanie powalczyć.

Gdzie są te słabsze punkty Stelmetu?

– Nie, to już zostawię dla siebie.

W dwóch meczach ze Stelmetem mieliście tylko 12/56 za trzy – aż tak dobrze bronią czy po prostu wam nie wpadało?

– Stelmet broni mocno, ale raczej zacieśnia pole trzech sekund, na obwodzie jest więcej miejsca. Ale jak mówiłem – nam nie chodzi tylko o to, żeby rzucać za trzy z każdej możliwej pozycji, będziemy grali swoją, zrównoważoną grę licząc się z tym, że naszych podkoszowych czeka bardzo trudna, twarda walka.

Josip Sobin w tych dwóch meczach – tylko 12 punktów. Znów będzie miał tak ciężko?

– Ze Stelmetu wszyscy mają ciężko – wszyscy gracze z każdej ligowej drużyny. To najlepszy zespół, bardzo doświadczony i wytrenowany. Ale my nie składamy broni, przystąpimy do tego meczu z myślą o wygranej.

Tuż przed startem sezonu przegraliście u siebie sparing ze Stelmetem aż 67:101. Pamiętacie ten mecz?

– My pamiętamy wszystko, mamy, że tak powiem, mentalność słonia, który zapamiętuje wszystko, co działo się wcześniej. Pamiętamy ten sparing, ale przede wszystkim przegrany finał Pucharu Polski. Chcemy się za te porażki zrewanżować.

Kilka tygodni temu urządził pan zabawę – typowanie kolejności przed play-off wśród pracowników klubu. Co z tego wyszło?

– Mogę powiedzieć tylko tyle, że jeden z zespołów, który typowałem do ósemki, przegrał sporo meczów i raczej w play-off nie zagra.

A jak pan typował czołówkę?

– Tajemnica.

Josip Sobin zaczął trafiać wolne na meczach – to oczywiście nie jest poziom w pełni zadowalający, ale jest poprawa.

– Josip zrobił postęp i na pewno jeszcze wszystkich zaskoczy. Od początku 2017 roku ma 51 proc. skuteczności, to rzeczywiście lepszy wynik. Ale ja czekam na mecz, który Josip rozstrzygnie właśnie rzutami wolnymi, wykorzysta np. 9 z 10 prób. On to potrafi, to się jeszcze zazębi. Widzimy, jak trafia na treningach.

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

POLECANE

Zespół z Gdyni, licząc PLK i EuroCup, przegrał 5 meczów z rzędu, a w ostatnich 4 nie zdobył nawet 70 punktów. Brak drugiego rozgrywającego mocno się teraz odbija na zmęczeniu i grze pozostałych zawodników, jednak – naszym zdaniem – decyzja o zatrudnieniu Armaniego Moore’a ma sens.

tagi