• Home
  • NBA
  • Isaiah Thomas w jednym rzędzie z Bryantem i Jordanem

Isaiah Thomas w jednym rzędzie z Bryantem i Jordanem

Share on facebook
Share on twitter

Wszędzie tylko Westbrook, Harden, Leonard i James, a lider Celtics po raz 32. z rzędu został najlepszym strzelcem swojej drużyny. W czasie 40 lat tylko dwóch graczy zdołało zanotować dłuższe serie.

(fot. Wikimedia)

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

W rozmowach dotyczących nagrody MVP Isaiah Thomas jest nieco pomijany, lecz mało kto na tle kolegów z zespołu wyróżnia się równie mocno. W środowej potyczce z Timberwolves po raz enty poprowadził Celtics do zwycięstwa, aplikując rywalom 27 „oczek”. Tym samym dobił już do 32 kolejnych meczów, w których był najlepiej punktującym zawodnikiem w obozie Brada Stevensa.

Nie trzeba było długo czekać, aby analitycy Elias Sports Bureau sprawdzili, że począwszy od rozgrywek 1976/77 tylko Kobe Bryant i Michael Jordan mogli pochwalić się lepszymi tego typu osiągnięciami. Rekord dzierży rzecz jasna „His Airness”, który w sezonie 1987/88, kiedy Scottie Pippen dopiero zaczynał u jego boku swoją przygodę z NBA, zaliczył aż 66 kolejnych meczów z największym dorobkiem punktowym w drużynie.

Seria Thomasa trwa dokładnie od 7 stycznia. Od tamtego czasu zdobywa średnio aż 30,7 punktu na mecz, trafiając 47 proc. rzutów z gry, w tym 39,5 proc. z dystansu. W przekroju całego sezonu ze średnią 29,2 „oczka” utrzymuje się na drugim miejscu klasyfikacji strzelców. Wciąż zalicza również najlepsze w lidze 10,1 punktu w samych tylko czwartych kwartach, a w tych 32 ostatnich spotkaniach wartość ta jeszcze wzrosła do 10,9.

Obok ustanowienia nowego, klubowego rekordu w kolejnych meczach z dorobkiem przynajmniej 20 punktów (43) oraz drugiego występu w Meczu Gwiazd, to kolejna „mała” rzecz, która definiuje fantastyczny sezon w wykonaniu tego niezwykłego, mierzącego zaledwie 175 cm wzrostu koszykarza. Najważniejsze zadanie wciąż jednak dopiero przed nim.

Aktualnie Celtics mają dokładnie dwa mecze straty do Cavaliers, ale nie bez przyczyny portal FiveThirtyEight daje im aż 45 proc. szans na wygranie rywalizacji o prymat na Wschodzie. Sprawę zdecydowanie ułatwia im bowiem znacznie przyjaźniejszy terminarz.

Z 14 pozostałych do rozegrania pojedynków 9 stoczą przed własną publicznością. Dodatkowo aż 10 razy przyjdzie im zmierzyć się z zespołami, które w chwili obecnej prezentują ujemny bilans spotkań. Natomiast 3 z 4 pozostałych ekip, które są w tej chwili na plusie, będą musiały przyjechać do Bostonu.

To oczywiście „tylko” sezon regularny. Poważne granie zacznie się dopiero w play-off i to tam trzeba się będzie naprawdę wykazać, jednak wypracowanie przewagi parkietu przed ewentualną serią z obrońcami tytułu z pewnością dodałoby Celtics nieco argumentów. Zwłaszcza że w tym sezonie tylko w TD Garden zdołali zmusić rywala do kapitulacji.

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Mateusz Orlicki