Isaiah Thomas wrócił – kłopot bogactwa w Denver

Share on facebook
Share on twitter

Powrót Isaiaha Thomasa na parkiety NBA po niemal rocznej przerwie spowodowanej urazem biodra to nie tylko przyjemna historia, ale także pozytywny ból głowy. Mike Malone, trener Denver Nuggets, będzie musiał zmodyfikować i tak już szeroką rotację na obwodzie Bryłek.

Isaiah Thomas / fot. wikimedia commons

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>

– Kosz znajduje się na tej samej wysokości, a piłka nadal pozostaje okrągłażartował Thomas po pierwszym od jedenastu miesięcy meczu w NBA. – Robiłem to całe życie. To była długa podróż i po prostu dobrze jest wrócić – kontynuował filigranowy zawodnik.

Debiut Thomasa w koszulce Nuggets przypadł przeciwko Sacramento Kings – drużynie, którą reprezentował na początku swojej kariery. Nie było to jakieś wielkie spotkanie w jego wykonaniu. W 13 minut zdobył 8 punktów, trafił 3 z 6 oddanych rzutów, zanotował 2 asysty i 3 szybkie faule. Niemniej mimo krótkiego występu można było dostrzec obiecujące przebłyski.

W ostatnich dwóch minutach 3. kwarty zdobył 8 punktów – najpierw po statycznej trójce w kontrze, później także po trójce, tyle że już na koźle w korzystnym dla siebie pojedynku z wysokim Marvinem Bagleyem, a na końcu po dwójkowej akcji po koszyczku i celnym rzucie z półdystansu.

– Szybko może stać się gorący – tłumaczył Monte Morris.Nakłada mnóstwo presji na defensywę rywala. To scorer. Nie da się tego nauczyć. Ma wielkie serce i jest gotowy, by to pokazać za każdym razem, gdy pojawia się na parkiecie – komplementował swojego kolegę rezerwowy rozgrywający Bryłek.

Jednak najbardziej optymistyczna mogła okazać się jego umiejętność błyskawicznego przechodzenia do ataku. Nuggets plasują się na 14. miejscu pod względem % akcji w transition i 6. pozycji w ich jakości, licząc punkty zdobywane na posiadanie. Thomas w większości swoich sezonów miał pozytywny wpływ na częstsze przechodzenie do kontr i poprawę efektywności pod tym względem. Innymi słowy, drużyny ze 175-centymetrowym rozgrywającym w większości przypadków grały znacznie szybciej.

W pierwszym spotkaniu można było to dostrzec w bardzo znikomej próbce, gdy 24,1% akcji z Thomasem na parkiecie stanowiły kontr (średnia Nuggets to 14,9%). Ta liczba unormuje się w najbliższych kilku meczach (posiadania w kontrach żadnej drużyny w NBA nie stanowią więcej niż 20%), lecz w niewielkim stopniu widać było oddziaływanie Thomasa na przyspieszenie tempa zespołu.

I nie chodzi tylko o zagrożenie rzutowe za 3. Przeciwko Kings był skory do dzielenia się piłką i właśnie w kontrze znalazł celnym lobem ścinającego kolegę.

via Gfycat

Thomas skończył mecz z dwoma asystami – w tym gdzie jedna została mu zaliczona trochę na zachętę – lecz bardziej w tym wina kolegów, którzy nie potrafili wykończyć pod koszem otwierających dograń niskiego rozgrywającego (jedno z tych podań pojawiło się także w szybkim ataku).

via Gfycat

Najważniejszym pytaniem pozostaje w jaki sposób Malone rozdzieli minuty poszczególnych zawodników, by zrobić miejsce dla Thomasa w i tak tłocznej rotacji Nuggets. 30-letni rozgrywający w Denver to trochę luksus, który w idealnym scenariuszu swoim doświadczeniem i zagrożeniem na koźle będzie dodatkowym zagrożeniem już w play-offowej serii.

Kwestia pierw tylko jak Thomasa wkomponować i trudno się dziwić, że – za co dziękował sam zainteresowany – drużyna nie spieszyła się z jego powrotem, dając mu czas potrzebny na rehabilitację.

Jamal Murray i – o ile pozostaje zdrowy – Gary Harris kolejno na jedynce i dwójce grać muszą. Rzecz w tym, że mający najlepszy w NBA współczynnik notowanych asyst do strat Monte Morris i trafiający 43% za 3 przy niemal 5 próbach na mecz Malik Beasley również. W trakcie rozgrywek obaj zawodnicy stali się po prostu za dobrzy, by nie grać.

Wydaje się, że jedynym rozwiązaniem, w którym żaden z wymienionych graczy nie byłby poszkodowany byłoby zejście nisko i gra na dwóch rozgrywających z Thomasem w parze z Murrayem lub Morrisem. Wtedy na trójkę przesunięty zostałby Harris czy Beasley, a Juancho Hernangomez, Will Barton, bądź Torrey Craig wskoczyłby na czwórkę kosztem minut Treya Lylesa.

Do pewnego stopnia to może zadziałać. Już w pierwszym meczu po powrocie Thomas spędził swoje wszystkie 13 minut z Monte Morrisem na parkiecie. Przez 2 z tych 13 na trójce biegał Beasley. Gdy Harris wróci do gry tych small-ballowych minut powinno być jeszcze więcej. W ataku dochodzi dodatkowy kozłujący, poprawia się spacing i cała trójka mogłaby funkcjonować w systemie opartym na ścięciach, ofensywie z rogów i akcjach po koszyczku.

W obronie Thomas i tak będzie łatwym celem dla rywali, choć w starciu z Kings – według NBA Stats – na filigranowym rozgrywającym rywale ani razu nie trafili swojego rzutu (0/2). Nuggets wyglądali jakby za wszelką cenę nie chcieli pozwolić na zdobycie punktów na swoim koledze i w izolacjach wysyłali przesadnie agresywną pomoc, która prowadziła do otwartych pozycji z innych miejsc parkietu.

Trudno by defensywa z Thomasem była lepsza – ten przecież nie urośnie – w związku z czym niskimi ustawieniami, których teraz nigdy za wiele, można by było usprawnić jeszcze bardziej atak.

Z perspektywy samego IT ważniejszym pytaniem jest, czy Nuggets z nim na parkiecie będą kończyć mecze. Murray, Harris i Jokić to oczywiste opcje. W przypadku wysokich ustawień Millsap lub Mason Plumlee także. Wtedy zostawałoby jedno miejsce – dwa przy niskich kombinacjach – i wiele zależałoby od decyzji Malone’a: postawić na dodatkowego strzelca, który komfortowo czekałby w rogu, czy przekazać piłkę do rąk Thomasa. I ten wprawdzie mówi, że ufa sztabowi trenerskiemu, chce tylko pomóc drużynie i nie ma zamiaru „nadepnąć nikomu na odcisk”, to opowiada także – mając ku temu solidne podstawy – że wie do czego jest zdolny w stykowych sytuacjach:

– O mało co kogoś przekląłem, że nie znalazłem się na parkiecie [w końcówce wyrównanego spotkania z Kings] – śmiał się Thomas. Nie ma w tym niczego złego, lecz w pewnym momencie ktoś może okazać się poszkodowany, nawet jeżeli będzie zarzekał się, że dobro drużyny jest nadrzędne – Murray, bo nie miał piłki w rękach lub Thomas, bo obserwował poczynania kolegów z perspektywy ławki.

Z drugiej strony opisane wątpliwości mogą nie mieć miejsca, a wpasowanie IT – ważna rzecz, że z Malone’em, z którym współpracował w Sacramento zdaje się mieć dobre relacje – przebiegnie bezboleśnie. Tak czy inaczej w ostatnich kilku tygodniach sezonu regularnego warto będzie mieć na oku sytuację w Denver – jeden powie, że Nuggets i bez Thomasa radzili sobie dobrze, a drugi zaznaczy, że dobrych koszykarzy w drużynie nigdy za wiele.

Obie strony będą miały rację. Kwestia tylko, jak uda się to połączyć.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Podcast Autora znajdziesz TUTAJ >>

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>




POLECANE

tagi