Ja Morant – twarde zderzenie za ścianą NBA

Share on facebook
Share on twitter
Więcej strat niż asyst i średnio 12 punktów na przeciętnej skuteczności – wybrany z drugim numerem poprzedniego draftu Ja Morant zalicza nie najłatwiejsze wejście do NBA. Przyczyn takiego stanu rzeczy należałoby szukać pod koszem, a w zasadzie podczas drogi do niego.
Ja Morant / fot. wikimedia commons

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Ponad 55% wszystkich rzutów Ja Moranta w lidze akademickiej pochodziło spod obręczy. Z tego miejsca rozgrywający Memphis Grizzlies w swoich dwóch pierwszych meczach w NBA oddał aż 16 z 21 wszystkich prób. Nietrudno domyślić się więc, skąd pierwszoroczniak chce punktować.

Tą wiedzą dysponują jednak również trenerzy kolejnych drużyn, którzy przygotowując plan na starcia z Morantem będą musieli zacząć od znalezienia sposobu na ograniczenie debiutantowi wycieczek do obręczy. I mimo ledwie kilku spotkań – w tym tych przedsezonowych – w pigułce zdążyliśmy zobaczyć, z czym na przestrzeni rozgrywek przyjdzie zmierzyć się 20-latkowi.

Wbrew pozorom obecnie nie chodzi nawet koniecznie o to, jak dana drużyna zdecyduje się bezpośrednio kryć Moranta (pułapkami, przechodzeniem mu pod zasłoną, twardym pilnowaniem, itd.), a co postanowi zrobić ze strzelcami otaczającymi jedynkę Niedźwiadków – czy wybierze pozostawanie przy nich, czy będzie skracać przestrzeń do zagęszczania pomalowanego i zablokowania drogi do kosza kosztem otwartych pozycji z dystansu.

via Gfycat

Na ten moment skłaniałbym się zdecydowanie ku tej pierwszej opcji, z ewentualnymi modyfikacjami. Odpowiedź ku temu wydaje się prosta – nie jestem jeszcze pewien, w jakim stopniu Morant jest w stanie regularnie wykańczać samodzielnie akcje pod obręczą. Chciałbym się o tym pierw przekonać (przed wykonaniem zbędnego ruchu), bo choć ten pokazał także efektowne, trudne wjazdy do obręczy, to póki co więcej było momentów tych gorszych, w których debiutant – co zrozumiałe – miał kłopot z zamienianiem pick and rolli lub izolacji na punkty.

Lepiej zorganizowane defensywy, dysponujące długimi obrońcami, mogą do atakującego obręcz Moranta wysyłać delikatną pomoc.

Miami Heat udało się kilka razy zaburzyć wjazdy debiutanta poprzez wykonanie w odpowiednim momencie „swipe’u” – manewru polegającego na tym, że defensor pilnujący strzelca przesuwa się lekko w stronę piłki i wykonuje do niej ruch ręką, aby wjeżdżający zawodnik przedwcześnie przerwał kozioł i został zmuszony do przyspieszonej decyzji.

Dobrze wykonany „swipe” pozwala stworzyć większe zagęszczenie bliżej kosza, bez uszczerbku na pilnowaniu rozciągającego grę strzelca. Myk bowiem polega na tym, że taki gracz – na poniższym przykładzie Justise Winslow – bez odpuszczania krytego przez siebie zawodnika może skutecznie utrudnić zadanie kozłującemu.

Przyczyna, dla której preferowałbym pozostawanie przy strzelcach jest też taka, że Morant to – pomimo siedmiu strat w dwóch meczach po złych podaniach – obiecujący podający z niezłym przeglądem wydarzeń na parkiecie (również w statycznych posiadaniach, w których nie zdołał przedostać się do kosza).

Zatem każde złamanie defensywy i ściągnięcie kolejnych obrońców w stronę pomalowanego może prowadzić do dogodnych pozycji dla pozostałych zawodników. Debiutant ma umiejętności, aby regularnie znajdować kolegów – nawet jeżeli ci nie są wyborowymi strzelcami, to większe szanse powodzenia będą mieli oddając rzuty bez obecności defensora.

via Gfycat

Zdarzały się też akcje, w których obrońcy pilnujący strzelców pozostawali na miejscu, a całość palił wysoki, nieco niepotrzebnie przesuwając się do piłki, kiedy pilnujący młodego rozgrywającego zawodnik utrzymywał się wciąż przed Morantem. Wtedy wystarczało, że ten podaniem na łatwe punkty znajdował odpuszczonego podkoszowego.

via Gfycat

Jest to o tyle istotne, że o ile u Moranta jasne są umiejętności pod względem rozegrania, tak nie jestem jeszcze przekonany co do jego decyzyjności. Przytrafiają mu się dziwne wybory – włączając takie „westbrookowe”, niestety w złym tego słowa znaczeniu, gdzie za bardzo na siłę chce zrobić jakąś rzecz – i może trochę zająć zanim znajdzie odpowiedni balans między wykańczaniem akcji pod koszem a podaniem. To lekko szwankuje i niektóre decyzje – kiedy rzucać, a kiedy szukać rozegrania – nie zawsze przychodzą naturalnie. Brakuje także lepszego wyczekania obrońcy, choćby w przewagach 2v1, gdy najlepsze rozwiązanie dyktuje zachowanie osamotnionego defensora.

via Gfycat

Tym samym atak Niedźwiadków z Morantem na parkiecie krwawi – Grizzlies w dwóch pierwszych meczach zdobywali ze swoją nową jedynką niecałe 80 punktów na 100 posiadań. Przed Taylorem Jenkinsem zadanie pomocy swojemu podopiecznemu, aby jak najbardziej ułatwić mu przedostawanie się do obręczy.

Trener drużyny ze stanu Tennessee w tym celu z każdym spotkaniem wprowadzał jakieś nowe rzeczy: podwójne zasłony na piłce, give & go z Jarenem Jacksonem Juniorem, wybiegnięcia po zasłonie na wprost kosza bez piłki czy akcję („flex-back”), w której rozgrywający robi kółeczko pierw ścinając po zasłonie centra do kosza, następnie stawiając w rogu zasłonę dla silnego skrzydłowego, a na koniec wracają na dystans po zasłonie podkoszowego.

via Gfycat

Standardowe rzeczy krążące po całej lidze, których powinno być coraz więcej. Niemniej na razie gra Moranta bazuje głównie na klasycznych pick and rollach, na których nawigowaniu 20-latek sobie najzwyczajniej nie radzi (0,46 punktu na posiadanie). Będzie lepiej. Zważywszy, w jakim miejscu w tym sezonie znajdują się Grizzlies, do priorytetów tego młodego zespołu należy wypracowanie podstawowych schematów, mogących przełożyć się na przyszłość.

W przypadku jedynki Niedźwiadków jest to złapanie pewności, przekładającej się na regularność, w przedostawaniu się do obręczy – tak aby z czasem to przeciwnik musiał reagować kolejnymi usprawnieniami na dobrą grę Moranta; główkować, jak wyłączyć jego najmocniejsze strony. Na teraz wystarczy nie kombinować i zamienić go w gracza muszącego punktować.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>

POLECANE

tagi