Jacek Kaszuba: Wystartujemy! Wkrótce trener i zawodnicy

Share on facebook
Share on twitter

O trudnych rozmowach z miastem, słabszym ostatnim sezonie i okolicznościach rozstania z trenerem Łukaszem Grudniewskim opowiada Jacek Kaszuba, sponsor i prezes koszykarskiej Jamalex Polonii 1912.

Jacek Kaszuba (w środku) / fot. Łukasz Witkowski, sport.elka.pl

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Pamela Wrona: Jamalex Polonia 1912 Leszno rok temu zajęła 3. miejsce. Po takim wyniku był chyba apetyt na więcej? Co zdecydowało, że tym razem nie awansowaliście nawet do playoff?

Jacek Kaszuba: W poprzednim sezonie, w którym zajęliśmy trzecie miejsce, to był sezon Jakuba Kobla. Nie wiem czy ktokolwiek widział go wtedy w pierwszej lidze- my zaryzykowaliśmy. W dodatku Nikodem Sirijatowicz doznał kontuzji, a to on miał być pierwszą jedynką. Okazało się jednak, że Jakub wziął wszystko w swoje ręce, udźwignął cały ten ciężar i po prosatu odpalił. To jest to ryzyko, które podejmują prezesi, trenerzy. U nas to był strzał w dziesiątkę. To był jego sezon.

Wtedy mogliśmy znaleźć się w finale. Trochę nas niektóre rzeczy przerosły, zbiegło się to jeszcze z kontuzjami. Dlaczego o tym mówię? Przez pryzmat tego, że teraz z Tomkiem Ochońko było podobnie. Okres przygotowawczy i mecze sparingowe były świetne w wykonaniu jego i całego zespołu. Tydzień przed rozpoczęciem sezonu, Tomek doznał kontuzji i wypadł nam na prawie cały sezon. Niestety, cały plan, całe przygotowanie pod Tomka legło w gruzach.

Już wtedy zaczął się nasz problem. Przez to, że drużyna była dobrze przygotowana, pierwsza runda jakoś poszła. Zaczęły się kontuzje, a problemy zaczęły się nawarstwiać. Mimo, że Tomek później wrócił, widać było, że miał przerwę, że było to trochę na siłę.

Aspiracje były na co najmniej to samo. Niestety, co ten sezon pokazał, drużyny były mocniejsze, bardziej wyrównane i zbilansowane. W tamtym, była większa rozbieżność między tymi zespołami. 80% z nich zakontraktowało graczy z ekstraklasy, liga zaczęła robić się naprawdę trudniejsza.

Doszła presja, większe oczekiwania. Ten sezon pokazał, że nie tylko liczą się pieniądze. Mieliśmy fajny budżet, ale nie tylko to się liczy. Zabrakło nam takiego „hitu”. W zespołach, walczących o wyższe cele trzeba trafić z transferami, mieć takiego Kobla, czy Kiwilszę jak w sezonie wcześniejszym.

W rozgrywkach 2017/18 też mieliśmy dołek, ale większy margines błędu i wyszliśmy z tego. Teraz po prostu się nie udało, było więcej nerwów. Jest to dla mnie nauczka. Ważna jest pokora i to, aby nie planować zbyt wiele. To był dla nas sezon nauki. Trzeba czasami dostać kopniaka, aby się ocknąć i pójść dalej (śmiech).

Już wcześniej mówiono, że w niedalekim czasie ambicją klubu będzie awans do PLK. Po zakończeniu rozgrywek, okazało się jednak, że nad klubem wiszą czarne chmury. Czy coś się zmieniło?

Wciąż w planach jest budowa nowej hali w Lesznie. Myślę, że jest to nadal cel miasta. Jednak sport pokazuje, że niekiedy można być pewniakiem, a boisko później wszystko weryfikuje.

Na linii klub – miasto Leszno nie zmieniło się wiele. Chodzi o to, że miasto było naszym największym sponsorem. W tym sezonie były większe oczekiwania. Przez to, że jesteśmy dyscypliną mocno wspieraną przez miasto, chciano zmienić trochę system finansowania klubów, ich sponsorowania i nagradzania. Rozmowy się ciągnęły, wszystko wymagało czasu i trwało bardzo długo.




Czekałem cierpliwie na informacje z miasta, była jakaś niepewność, zwłaszcza wśród zawodników. Powiedziałem im, że nie mogę im nic obiecać, dostali wolną rękę. Nie wiedząc, jak duże będzie finansowanie z miasta, nie mogliśmy podpisywać kontraktów i jakkolwiek się dogadywać. Nie mieliśmy pewności, czy będziemy zespołem, który będzie mógł walczyć o najwyższe cele, czy będzie to zespół z dołu tabeli, walczący o utrzymanie.

W Lesznie jest żużel i jesteśmy my. Mam świadomość, że te kluby muszą robić wynik. Sposób finansowania mógł się zmienić, ponieważ nie zrobiliśmy wyniku i widziałem, że nie będzie łatwo. Potrzeba było wielu spotkań i pokładów cierpliwości, aby dojść do porozumienia, aby każda strona była zadowolona.

Wobec tego, jak będzie wyglądała przyszłość Polonii Leszno?

Potwierdzam, że Jamalex Polonia 1912 Leszno wystartuje w pierwszoligowych rozgrywkach. Rozmawiałem z zawodnikami, którzy potencjalnie u nas zostają. Ważne jest dla mnie to, aby chłopacy bawili się grą w koszykówkę, aby była dobra atmosfera.

Miasto określiło się w poniedziałek, zostały nam jeszcze dwa spotkania, aby wszystko dopracować. Idzie to w dobrym kierunku, będziemy mogli spać spokojniej.

Jak wyglądała oferta, którą zaproponowało miasto? Na czym miał polegać nowy system sponsorowania klubu?

Sposób nagradzania będzie uzależniony od wyników. Myślę, że jest to zdrowe – jeśli zajmiemy dobrą lokatę i osiągniemy coś fajnego, zostaniemy wynagrodzeni w kolejnym sezonie. Z drugiej strony, nie chcemy być w sytuacji, że w razie niepowodzeń zostaniemy z ręką w nocniku.

Jak wspomniałem, wszystko się przeciągało, pojawił się niepokój. Z perspektywy czasu stwierdzam, że ma to swój plus. Zazwyczaj w kwietniu byliśmy już gotowi, działaliśmy szybko. Nie będąc na rynku, nie wiedzieliśmy jacy zawodnicy są wolni.

Teraz, gdy dostaliśmy trochę więcej czasu, pojawiły się telefony, nowe możliwości. Mogę zawodnika wymienić albo zaproponować konkretną kwotę, mając na przykład na oku kogoś innego. Wcześniej niektóre decyzje były pochopne i bardzo szybkie.

O co ma walczyć Polonia w nadchodzącym sezonie?

Chcemy powalczyć o pierwszą ósemkę. Taki jest cel. Nie chcemy niczego więcej planować, nie jest to dobre. Mówienie od początku sezonu, że na przykład chce się awansować, siedzi zawsze gdzieś w głowie. Wolę, aby gracze nie mieli stawianej żadnej wysokiej poprzeczki, aby cieszyli się grą, nie mieli żadnej presji. Chcę, aby dawali radość kibicom, aby wygrywali u siebie.

Sam byłem sportowcem i wiem, że nie można zakładać, że nie gra się o najwyższe cele. Zawsze, w duchu, powinno się chcieć jak najwięcej. Co więcej, trzeba posiadać zawodników z charakterem. Czasami to zawodzi, widać dopiero w play-offach, nie wszyscy sobie z tym radzą. Ósemka to jest nasz cel, tam wszystko jest możliwe.




W pierwszych sezonach na zapleczu PLK, przegraliśmy chyba 3-4 mecze u siebie. Teraz, tych przegranych na własnym parkiecie było więcej i było widać, że coś nie funkcjonuje, są nerwy, brakuje pewności siebie na swoim terenie. Zawsze mówię, celem powinno być wygranie 90% spotkań u siebie, a na wyjeździe co się da.

Każdy kibic chce, aby jego drużyna pięła się do góry. Pamiętam, że gdy w pierwszym sezonie graliśmy w pierwszej lidze i byliśmy w ósemce, mieliśmy naprawdę duże szanse, aby wygrać z Gliwicami o czwórkę.

Później powiedziałem sobie: w pierwszym sezonie 4 miejsce… To później kibic będzie chciał coraz więcej. Może i dobrze się stało, że zajęliśmy szóste, bo poprzeczka od razu byłaby wyższa, a wolałbym, aby to był proces, aby wszystko było na miarę możliwości i na spokojnie.

Wydaje mi się, że rok temu zagraliśmy ponad stan. Patrząc na nazwiska jakie mieliśmy, 3. miejsce było wielkim sukcesem. Porównując to do tego ostatniego sezonu, od razu mówi się, że powinno osiągnąć się więcej. I zestawiając ze sobą te dwa sezony, powinniśmy znowu zagrać ponad stan, ale bez Ochońki. Tak się nie dało.

Trener Łukasz Grudniewski, które ostatnie sezony spędził w Lesznie i wprowadził zespół do pierwszej ligi, związał się z Górnikiem Wałbrzych. Czy wynik i sytuacja w klubie miały wpływ na jego decyzję?

Z Łukaszem się przyjaźnimy, mamy dobre relacje. Mamy po dwoje dzieci, a Polonia jest naszym trzecim, wspólnym (śmiech). To chyba pozostanie do końca życia.

Jest trenerem, a to jego praca. Ja jestem sponsorem, to jest moja pasja, a nie sposób na życie. Jakby coś nie wyszło, poradziłbym sobie bez tego. W pracy trenera wygląda to zupełnie inaczej. Musiał mieć po prostu pewność i stabilność.

Była taka rozmowa, w której powiedziałem, że chcemy pracować razem, ale jeśli będzie to się przeciągało, a będzie miał inną ofertę, nie będę stał mu na drodze. I pojawiła się oferta z Wałbrzycha. Mieliśmy umowną datę na decyzję, jednak dokładna przyszłość klubu nie była jeszcze znana, wobec tego zdecydował się na odejście. Absolutnie nie mam z tym żadnego problemu. Drużyn jest mało, a trenerów bardzo dużo. Skorzystał z tej oferty, znalazł swoje miejsce. Będziemy ze sobą rywalizować i będzie ciekawie (śmiech).

Polonia znalazła zastępcę – wśród kandydatów byli Dawid Mazur oraz Jarosław Krysiewicz.

W ciągu tygodnia wszystko zostanie dopięte i poinformujemy oficjalnie, kto został nowym szkoleniowcem. Pierwsze kontrakty z zawodnikami będziemy podpisywać już w następnym tygodniu.

Pamela Wrona, @Pamela_Wrona

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>