Jakub Fiszer: Odpowiedni moment na zmianę

Share on facebook
Share on twitter

Nowy zawodnik klubu z Łańcuta zdradza kulisy przenosin z Poznania, mówi o wyzwaniach na rozpoczęty sezon oraz… tatuażach – z Jakubem Fiszerem, rzucającym Rawplug Sokoła rozmawia Jan Delmanowski.

Jakub Fiszer / fot. Bellator Training

W takich butach w NBA błyszczy Kyrie Irving >>

Jan Delmanowski: Co Cię skłoniło do takiej zmiany? Poznań- Łańcut jednak daleko…

Jakub Fiszer: Zgadza się. Razem z moją dziewczyną, Dominiką Owczarzak, szukaliśmy odpowiedniego miejsca dla nas, głównie chodziło tutaj o odległość między miastami, w których byśmy grali.

Nie ukrywam też, że sam potrzebowałem takiej zmiany. Spędziłem 7 lat w jednym klubie i wszystko troszeczkę zaczęło stawać się takie same. Uznałem, że wszystko się tak poukładało, że to jest ten moment, w którym mogę coś zmienić.

JD: Trafiłeś chyba na jedną z ciekawszych opcji, jaka mogła się pojawić. Sokół Łańcut zbudował fajną ekipę. Młodzi, ambitni gracze, tacy jak Ty, plus trochę doświadczenia.

JF: Dokładnie, mamy bardzo ciekawy zespół i myślę, że będziemy bić się o jak najwyższe cele. Tak jak powiedziałeś połączenie młodości z doświadczeniem jest czymś, co uważam, że naprawdę będzie funkcjonowało i przynosiło zwycięstwa.

JD: Spojrzałem na statystyki z pierwszego meczu. Da się zauważyć sporą różnicę w tym, jakie miałeś zadania zwłaszcza w poprzednim sezonie w Biofarmie, a jak to wygląda w Sokole. W Poznaniu duży ciężar gry w ataku spoczywał właśnie na Tobie, w Łańcucie te zdobycze punktowe będą chyba jednak trochę mniejsze?

JF: Myślę, że wszystko było uzależnione od mojej dyspozycji i formy. Nie mogłem narzekać w Poznaniu na brak minut, ani zaufania. Po siedmioletniej współpracy z trenerem Szurkiem, którą wspominam bardzo dobrze trafiłem pod skrzydła trenera Kaszowskiego. To jest idealna osoba, jakiej potrzebowałem po pierwszej tak poważnej zmianie barw. Otrzymałem tutaj zaufanie i pełne poparcie, teraz muszę przenieść na parkiet wszystko, co potrafię. Uważam, że nasza współpraca będzie naprawdę udana.

Wracając do pierwszego meczu, cieszę się, że wygraliśmy, bo to jest najważniejsze. Swoją dyspozycję w tym spotkaniu i to, co zaprezentowałem oceniłem na spokojnie dzień po. Przeanalizowałem swoją grę i po wyciągnięciu wniosków wymazałem ten mecz z pamięci, bo był bardzo nieudany w moim wykonaniu. Mam nadzieję, że już będzie tylko lepiej.

JD: Za Wami pierwszy mecz u siebie z Siedlcami, w którym nie zagrałeś z powodu drobnej kontuzji, a już za kilka dni wyjazd do beniaminka 1LM, Łowicza. Trudne mecze czy jednak dużo łatwiejsze niż pierwsze spotkanie?

JF: Nie możemy w ten sposób oceniać tych meczów. Każdy zespół ma swoje silne strony, więc trzeba pamiętać, by na każde spotkanie być odpowiednio zmotywowanym. Nie możemy zastanawiać się, kto jest po drugiej stronie tylko zawsze grać swoje. Takie nastawienie przybliży nas do zwycięstwa.




JD: Pojawiły się inne oferty poza tą z Łańcuta?

JF: Rozmawialiśmy z Dominiką o wspólnym wyjeździe, gdyż to dawało nam obojgu możliwości. Była też opcja, bym pozostał w Poznaniu, wtedy Domi poszukałaby czegoś bliżej domu. Jednak w momencie, kiedy trener Szurek podjął decyzję, że nie będzie już prowadzić pierwszego zespołu, ja również poczułem, że chcę zmiany. Nie ukrywam, że współpraca z takim szkoleniowcem trzymała mnie w poznańskim klubie, gdyż już wcześniej myślałem o tym, by odejść.

Tak, jak wcześniej mówiłem, wszystko się w taki sposób poukładało, że uznałem, że to odpowiedni moment na zmianę. Do decyzji na przejście do Sokoła przekonał mnie też w pewnym stopniu Kamil Zywert. Pojawiła się oferta z Łańcuta, później zadzwonił trener Kaszowski i w 100% się na to nastawiłem. Szybko podjęliśmy decyzję. Były inne możliwości, ale cieszę się, że jestem właśnie tutaj.

JD: Wspomniałeś o Kamilu Zywercie, macie trochę takie spotkanie po latach, co? Dodając do tego Filipa Pruefera mamy trio, które w 2011 roku wraz z zespołem UKS Kormoran Sieraków zdobywało mistrzostwo Polski kadetów.

JF: Zgadza się, tak naprawdę w seniorskim baskecie nigdy nie mieliśmy okazji zagrać razem. Ostatnie wspólne zmagania były właśnie w U16, potem nasze drogi koszykarskie się rozeszły trochę. Oczywiście poza boiskiem mieliśmy kontakt i śledziliśmy swoje dokonania i decyzje. Cieszę się, że z chłopakami trafiliśmy do jednego klubu. To jest coś naprawdę fajnego, że znów możemy zagrać razem.

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>

JD: Jakie plany czy założenia na ten sezon ma Sokół Łańcut? Mierzycie w play off, czwórkę czy w awans?

JF: Nie mamy odgórnie narzuconych planów i nie mówi się o tym. Chcemy grać tak, żeby sprawiało nam to przyjemność. Zwycięstwa dają takie uczucie, więc chyba wszystko jasne (śmiech). Nie zakładamy niczego, mamy świadomość, jak mocny i zbilansowany zespół udało się zbudować w Łańcucie. Będziemy walczyć w każdym meczu i oczywiście chcemy bić się o jak najwyższą lokatę na koniec sezonu.

JD: Mam do Ciebie niestandardowe pytanie, którego się pewnie nie spodziewasz. Masz świadomość tego, jak dużą masz łatwość w wymuszaniu fauli przeciwników?

JF: (śmiech) Faktycznie nie spodziewałem się takiego pytania. Mam tego świadomość, że jest to jakiś tam mój atut. Czasami opieram swoją grę w ataku na takich zagrywkach. Muszę swoje braki fizyczne czy koszykarskie jakoś nadrabiać i wymuszanie przewinień to rzecz, z której często korzystam, bo pozwalają mi na to moje umiejętności.

JD: Posiadanie takiego zawodnika jest bardzo korzystne dla zespołu. Fajnie, że wspomniałeś o grze w ataku, bo w zamyśle miałem grę defensywną. Jesteś zawodnikiem, który bardzo często szuka wymuszenia faulu ofensywnego.

JF: Zgadza się, korzystam z tego, co mogę. Jeżeli są zawodnicy silniejsi czy lepsi fizycznie, to w jakiś sposób muszę to nadrobić. Nie ukrywam, że od małego miałem wpajane, że od obrony zaczyna się cała gra i właśnie tam należy się poświęcić. To wszystko przekłada się później na dobry atak.

W pojedynkach z silniejszymi graczami szukam rozwiązań, by oczywiście zgodnie z przepisami ich zatrzymać. To jest myślę mój sposób na grę, którego każdy szuka.

JD: Na koniec trochę prywatna rzecz, planujesz kolejne tatuaże?

JF: Planuję, mam nadzieję, że mama się nie obrazi (śmiech). Jest to w pewnym stopniu jakaś tam moja pasja i zainteresowanie, więc myślę, że będę szedł w tym kierunku, bo jest to dla mnie coś, co mnie interesuje i po prostu to lubię.

Jan Delmanowski, @PulsBasketu

W takich butach w NBA błyszczy Kyrie Irving >>