Jakub Schenk: Będzie jeszcze lepiej

Share on facebook
Share on twitter

– Bez odpowiedzialności za drużynę nie pójdę do przodu jako koszykarz – mówi Jakub Schenk, rozgrywający Kinga Szczecin, po rozegraniu swojego najlepszego sezonu na parkietach ekstraklasy.

Jakub Schenk / fot. A. Romański, plk.pl

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Grzegorz Szybieniecki: Przegraliście z Polskim Cukrem Toruń 0:3, ale to wy prowadziliście w tej serii przez większość czasu. W każdym meczu do zwycięstwa czegoś zabrakło. Twoim zdaniem czego?

Jakub Schenk: Myślę, że jakości indywidualnej. Graliśmy dobrze, byliśmy naprawdę fajną drużyną, na pewno niewygodną dla rywali, ale zabrakło nam indywidualności, które w playoffach muszą się uruchomić. Toruń pokazał, że ma graczy, którzy potrafią wziąć piłkę i samemu rozstrzygnąć mecz w końcówce.

W dwóch meczach z tegorocznych playoff powinniśmy prowadzić 10-15 punktami, gdybyśmy nie robili niewytłumaczalnych błędów. Wtedy Toruń by nas już nie dogonił. Jednak nas dochodzili, a w końcówce indywidualności wygrywały dla nich mecz.

Ludzie mówią, że pieniądze nie grają, ale za pieniądze można kupić zawodników, którzy rozstrzygają mecze. To 3:0 wygląda tragicznie, ale jak ktoś oglądał mecze to wie, że 3:0 mogłoby być w drugą stronę.

Zmęczenie biorące się z fizycznej gry i krótkiej ławki dawało o sobie znać w końcówkach?

Nie wydaje mi się. Byliśmy dobrze przygotowaną drużyną. Tak niestety było, że zawsze brakowało nam jakiegoś zawodnika. W pierwszym meczu Tauras Jogela był trochę poza grą. W trzecim, kiedy Martynas Paliuekenas wszedł na wysoki poziom, trafił przecież 3 trójki, to złapał dość przypadkową kontuzję, która wykluczyła go z gry w drugiej połowie.

Jeśli chodzi o zmęczenie, to moim zdaniem nie miało ono wpływu. My przecież zdobywaliśmy punkty w końcówkach, sam w trzecim meczu w ostatnich minutach zdobyłem 6 punktów, a przecież grałem blisko 35 minut na mecz.

Utarło się, że playoff to inne granie niż w sezonie. Czy zgodzisz się z takim stwierdzeniem?

Do ostatniego meczu sezonu z Toruniem podeszliśmy oczywiście na 100%, ale na playoffy wyszliśmy jak na wojnę. Mówiliśmy sobie, że bez jakiejkolwiek krwi, to nie będą nasze mecze, że musimy się po prostu na parkiecie bić, tak naprawdę o życie. Dla nas to były mecze o pokazanie się, właściwie o wszystko, nie mieliśmy nic do stracenia.

Byliśmy świetnie nastawieni mentalnie. Pierwszy mecz udało nam się sprowadzić do naszego grania i Toruń miał spore kłopoty. W dwóch kolejnych bardziej pozwoliliśmy im na ich koszykówkę. Grali z większym luzem i pewnością siebie.

Zmieniła się też trochę linia sędziowania. W pierwszym meczu sędziowie naprawdę pozwalali na wiele. Mecz był brudny, typowo playoffowy, a my się w tym czuliśmy bardzo dobrze. W dwóch następnych meczach to się trochę zmieniło. Zaczęło padać więcej punktów, do czego się dostosowaliśmy, ale dla nas korzystniejsze warunki były w tym pierwszym i to właśnie w nim, moim zdaniem, byliśmy najbliżej zwycięstwa.

Polski Cukier wyłączył z gry Pawła Kikowskiego i to ty byłeś najlepszym zawodnikiem w całej serii po stronie Kinga. Czułeś się liderem tego zespołu?

To wyszło trochę w praniu. Wydaje mi się, że grałem dość spokojnie, bez żadnych „podpałów”. To, że Paweł Kikowski był tak broniony otwierało wolne pozycje. Nie forsował swoich rzutów, a pomagał nam znaleźć się na czystych pozycjach.

Rzeczywiście, już w drugim i trzecim meczu czułem, że przy takiej obronie Polskiego Cukru ktoś musi wziąć na siebie tę odpowiedzialność. Starałem się to zrobić. W przedostatniej akcji meczu trójka wpadła, w ostatniej niestety wkozłowałem sobie piłkę w nogę. Jednak wiem, że bez tej odpowiedzialności za drużynę nie pójdę do przodu jako koszykarz.

Rob Lowery pokazał, że jest graczem, który bierze piłkę, robi step back i tak wygrywa mecz. Drugie spotkanie właśnie dzięki takim jego zagraniom wygrał Toruń. On pokazał mi, nad czym muszę pracować, by wejść na level, przynajmniej w Polsce, mistrzowski.

Postępy w Twojej grze jest niewątpliwy. Co jest teraz priorytetem na liście „do poprawy”? W dyskusjach o Twojej grze zawsze pojawiają się te straty.

Straty na pewno są do ograniczenia. Trzeba się mocno na tym skupić i za poprawę w tym elemencie najbardziej odpowiedzialna jest sfera mentalna. Wiadomo, że ryzyko podejmowane przeze mnie na parkiecie było czasem duże, co owocowało stratami. Cały sezon się nad tym skupiałem. Wyszło, jak wyszło, ale jestem przekonany, że będzie lepiej.

Z rzeczy, które chce bardzo poprawić, to właśnie ta gra izolacyjna. Wspomniany już Lowery pokazał, jak ważna jest gra 1 na 1. Nie tylko przy zmianie krycia, ale także kiedy dobry obrońca jest naprzeciwko. Na to składa się oczywiście poprawa kozła, rzutu, czyli podstawy, nad którymi skupię się w wakacje, tak jak to do tej pory robiłem.

Po takim sezonie ofert brakować nie powinno. Jakub Schenk zaatakuje któryś z zespołów z czołówki, czy lepszym rozwiązaniem jest rozegranie całego sezonu jako pierwsza jedynka Kinga?

Ciężko powiedzieć. Nie ukrywam, w Szczecinie czułem się bardzo dobrze, był tam dla mnie bardzo dobry klimat do rozwoju i zrobienia kroku w przód.

Osoba trenera jest dla mnie bardzo ważna. Tak się złożyło, że współpracowałem z trenerem Łukaszem Bielą i z każdym tygodniem układała się nam ona coraz lepiej. Miałem okazję też pracować z trenerem Mindaugasem Budzinauskasem, który zapowiedział już powrót na przyszły sezon.

Pierwsza czwórka byłaby dla mnie dobra, ale potrzebna do tego byłaby odpowiednia rola. Tam są już zawodnicy z innego poziomu, inne też panują zasady. Wiem na pewno, że przyda mi się jeszcze jeden sezon, który potwierdzi to, że jestem w stanie prowadzić zespół w dużej roli, potrafię nim zarządzać i zdobywać punkty w ważnych momentach.




Przy okazji twoich występów od razu podnoszony jest temat reprezentacji. Miałeś już jakiś kontakt z trenerem Taylorem?

Nie, nie widzieliśmy się, ani nie rozmawialiśmy w tym sezonie ani razu. Mieliśmy okazję się zobaczyć na kadrze B w zeszłym roku, ale potem już żadnego kontaktu nie było.

Najważniejsze jest to, żeby reprezentacji pomóc. Jeśli ktoś uzna, że jestem w stanie to zrobić, a w moim odczuciu jestem, to ja będę w gotowości cały czas. Gra w reprezentacji to cel i marzenie każdego sportowca.

Kto jest Twoim zdaniem najlepszy polskim rozgrywającym?

Na przestrzeni ostatnich lat jest to Łukasz Koszarek. Raczej nie będę oryginalny.

A w tym sezonie?

Sezon jeszcze trwa, więc ciężko powiedzieć. Tak jak ja wystrzeliłem w ćwierćfinałach, tak ktoś może pokazać swoją wartość w półfinałach i finałach. Myślę, że tak może się zdarzyć, przecież tak właśnie było w zeszłym roku z Kamilem Łączyńskim.
Miał oczywiście dobry sezon, ale playoffy miał świetne i udowodnił, że jest graczem na reprezentację. Został powołany i pokazał, że może reprezentacji pomóc.

Jak typujesz rozstrzygnięcia w PLK?*

W pierwszym półfinale wygra według mnie Anwil Włocławek, a drugi Polski Cukier Toruń. W finale jednak Toruń, mimo że wiele osób mówi, że nie zachwycił w serii z nami. Myślę, że z nami nikt z czołówki by nie zachwycił.
*rozmowa przeprowadzona przed startem półfinałów

Grzegorz Szybieniecki

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE

W Stargardzie szybko znaleziono zastępstwo dla Kamila Piechuckiego. Nowym trenerem PGE Spójni ma zostać Jacek Winnicki, który po 3. kolejce został zwolniony z BM Slam Stali Ostrów. To właśnie przeciwko swojemu byłem klubowi będzie debiutował.

tagi