James Harden i triple-double dla ubogich

Share on facebook
Share on twitter

23 punkty, 10 zbiórek i 10 asyst w porównaniu z sylwestrowym występem wygląda blado, ale dla rozgrywającego Houston Rockets najważniejszy jest fakt, że zespół wygrał piąty kolejny mecz – 101:91 z Washington Wizards.

(fot. Wikimedia Commons)
(fot. Wikimedia Commons)

No i co, fajne te buty z NBA? >>

Zespół z Waszyngtonu przyjechał do Teksasu po serii ośmiu zwycięstw u siebie, ale na wyjeździe, mimo zwyżki formy, nie idzie mu tak dobrze. Na Rockets Wizards okazali się zbyt krótcy, nie pomogło 27 punktów Bradleya Beala, 18 i 12 asyst Johna Walla czy kolejne double-double Marcina Gortata (13 punktów, 14 zbiórek).

No ale Rockets są w gazie – wygrali piąte kolejne spotkanie z rzędu, na Zachodzie NBA są na trzeciej pozycji (27-9), mimo kontuzji Clinta Capeli radzą sobie bardzo dobrze, w poniedziałek nie przeszkodził im brak także Patricka Beverleya.

Gwiazdą nie był tym razem James Harden. To znaczy był, zaliczył trzecie kolejne triple-double, co przecież jest wyczynem rzadkim, ale 6/24 z gry, które składało się na 24 punkty oraz tradycyjne niemal 6 strat było tylko cieniem poprzedniego meczu, w którym „Brodacz” zaliczył fantastyczne 53 punkty, 16 zbiórek i 17 asyst.

Wizards prowadzili 29:14 po pierwszej kwarcie i 53:41 do przerwy, ale w trzeciej kwarcie „Rakiety” wystrzeliły – gospodarze wygrali te 12 minut 37:17 i przejęli kontrolę nad spotkaniem. Co prawda pięć minut przed końcem Markieff Morris doprowadził do remisu 82:82, ale wtedy ważną trójkę trafił Eric Gordon.

I to właśnie on był najlepszym strzelcem Rockets, zdobył 31 punktów trafiając 11 z 18 rzutów z gry, w tym 6 z 12 trójek.

W takich butach grają gwiazdy NBA >>

https://www.youtube.com/watch?v=8hu-_lnlE4k

POLECANE