JaVale McGee: Shaq rujnuje mi karierę!

Share on facebook
Share on twitter

Niby trzeba mieć do siebie dystans, ale każdy ma też swoją wytrzymałość. JaVale McGee nie wytrzymał! Wyjawił, że ma pretensje do Shaquille’a O’Neala i jego gości o to, że rujnują cudze kariery.

JaVale McGee
JaVale McGee

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Kariera JaVale’a McGee mocno wyhamowała głównie przez liczne problemy ze zdrowiem i sam koszykarz jest tego w pełni świadomy. Potwierdził to w rozmowie z Anthonym Slaterem z „The Mercury News”. Niemniej uważa, że prowadzony przez Shaquille’a O’Neala program „Shaqtin’ A Fool” również zrobił swoje i jest on bardzo szkodliwy nie tylko w jego przypadku.

– Fani myślą, że to jest prawdziwe, że to prawdziwe życie i że jestem głupią osobą – wyjaśniał swoje stanowisko 28-letni środkowy. – To jest po prostu naprawdę rozczarowujące, że dorośli faceci mający po 40, 50 lat montują sobie programy w stylu „Śmiechu warte” w wydaniu koszykarskim. Potem robią z tego hashtag i po prostu próbują rujnować czyjeś kariery przez wytykanie popełnianych błędów.

McGee od lat jest stałym punktem w programie show. Shaq nieustannie trzyma go na muszce i tylko czyha na kolejne, choćby najmniejsze potknięcie. Zresztą nie tylko on. Gdy tylko wchodzi na parkiet, cała internetowa loża szyderców zaciera rączki na kolejną możliwość do żartów z ciamajdowatego wielkoluda.

Były środkowy Wizards, Nuggets, Sixers i Mavericks jako jedyny gracz NBA dwukrotnie, w rozgrywkach 2011/12 oraz 2012/13, został wybrany „MVP” tego programu. I choć z jednej strony można oczywiście powiedzieć, że tzw. bloopersy są w sporcie obecne od zawsze i nie powinno się przywiązywać do nich nadmiernej wagi, to z drugiej trudno nie zgodzić się, że, świadomie lub nie, żarty Shaqa i zapraszanych przez niego gości sprawiły, że McGee nie jest brany dziś na poważnie. Może to tylko kwestia kibiców, internautów, ale nie można wykluczyć, że mają one również wpływ na podejście sztabów szkoleniowych czy działaczy.

Kontuzje odebrały mu dużo z jego atletyzmu, lecz to wciąż dość młody gracz, który w niejednym zespole jako rezerwowy center by się przydał. Aktualnie walczy o miejsce w składzie Golden State Warriors, którzy postanowili zaprosić go na obóz przygotowawczy. W czterech meczach preseason spędził na boisku w sumie 40 minut, notując 11 pkt. i 14 zb.

W przeliczeniu na 36 minut jego linijka to wciąż dobre 15,3 pkt., 10,1 zb. i 3 bl. przy ponad 54-procentowej skuteczności z gry. Mimo to żaden z 30 klubów nie zdecydował się, aby zaproponować JaVale’owi gwarantowany kontrakt.

– To zdecydowanie kwestia kontuzji, bo nie zrobiłem nic złego w tej lidze, aby nie móc znaleźć sobie zespołu – mówił we wspomnianej rozmowie ze Slaterem. – Nigdy nie miałem żadnych problemów z narkotykami, nie byłem łapany na jeździe pod wpływem. Nie jestem złym gościem.

– Nie znajdziesz ani jednej osoby w lidze, która powiedziałaby, że nim jestem, że mam zły wpływ na drużynę. Nie wychodzę wieczorami, nie piję. To muszą być kontuzje. To jedyne logiczne wytłumaczenie – uważa McGee.

Widząc, w jakim punkcie kariery się znalazł, a także obserwując sumy kontraktów podpisywanych tego lata, trudno mu trochę nie współczuć. Zwłaszcza że o ostatnie wolne miejsce w składzie Warriors będzie mu bardzo trudno. W Oakland są już bowiem Zaza Paczulia i Anderson Varejao, a na piątce grać też będzie przecież Draymond Green.

Mateusz Orlicki

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>