JaVale McGee – teraz już nikt się z niego nie śmieje

Share on facebook
Share on twitter

Czasem wciąż zdarza zrobić mu się coś głupiego, ale JaVale McGee definitywnie przestał być pośmiewiskiem ligi. W finale NBA jest ważnym elementem wielkiego zespołu Warriors i jest bardzo blisko swojego drugiego pierścienia w karierze.

JaVale McGee (fot. Wikimedia Commons)

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>

Środkowy przypomniał o sobie w drugim meczu trwających finałów, zdobywając 12 punktów po trafieniu wszystkich 6 prób z gry. Warriors tym razem już bez większych problemów pokonali Cavaliers i broniący tytułu mistrzowie jadą do Cleveland z wynikiem 2-0. Warto dodać, że JaVale McGee dość niespodziewanie rozpoczął G2 od pierwszej minuty.

Niespodziewane, bo przecież tegoroczne playoffs to prawdziwy rollercoaster dla 30-latka, jeśli chodzi o minuty. Raz nie gra wcale, kiedy indziej wychodzi w pierwszej piątce. Jak sam więc przyznaje, jego zadaniem jest, aby „pozostać w gotowości”. McGee nigdy nie wie, kiedy zostanie wezwany przez trenera, ale zdaje sobie sprawę z tego, że może to nastąpić w każdej chwili.

A sam trener jest bardzo zadowolony z tego, jak spisuje się McGee. Steve Kerr zdradził dziennikarzom, że zdecydował się zmienić pierwszą piątkę, bo chciał dobrego startu swojej drużyny. Podkoszowy już w pierwszej minucie spotkania zaliczył dwa wsady i m.in. za to zebrał słowa pochwały od Kerra. „JaVale jest bardzo eksplozywny, świetnie biega, nadaje tempo” – stwierdził coach GSW.

Co ciekawe, dla McGee były to pierwsze minuty od kilku tygodni: po raz ostatni pojawił się na parkiecie w meczu numer trzy finałów konferencji przeciwko Houston Rockets, gdy zagrał… trzy minuty w trakcie wysokiej wygranej Warriors. W pozostałych sześciu meczach tamtej serii ani razu nie wybiegł na parkiet. Dla samego zawodnika nie jest to jednak żadna nowość.

To są buty LeBrona Jamesa – możesz w nich zagrać! >>

Korzysta na grze z gwiazdami

W sezonie regularnym McGee wystąpił w 65 spotkaniach, z czego 17 razy od pierwszej minuty. Łącznie rozegrał jednak tylko 615 minut, grając średnio najmniej w karierze. Poskutkowało to spadkiem średniej punktów (z 6.1 na 4.8) oraz zbiórek (z 3.2 na 2.6), choć środkowy pozostał jednym z najbardziej skutecznych zawodników w całej lidze (62.1 procent z gry).

Sam zawodnik ma pewną teorię z tym związaną: otóż jego życie jest zdecydowanie łatwiejsze, gdy przebywa na parkiecie z czwórką all-starów w osobach Curry’ego, Thompsona, Duranta oraz Greena. Pokazują to zresztą statystyki: Warriors są +148 w ostatnich dwóch sezonach (262 minut), gdy McGee dopełnia wspomnianą czwórkę jako piąty zawodnik w roli środkowego.

„Jest znacznie inaczej, ponieważ nikt nie skupia się na tobie. Przeciwnik skupia się na tym, jak Draymong otwiera grę i uruchamia innych zawodników. Na tym, jak Klay, KD i Steph zdobywają punkty. Dzięki temu jest mi znacznie łatwiej.” – stwierdził McGee. Widać to było w drugim meczu finałów, w którym 30-latek opisał swoją rolę jako „wyjdź na czystą pozycję i wsadź piłkę do kosza”.

Dodatkowo, jak sam mówi, tegoroczne finały są dla niego znacznie mniej nerwowe. Przed rokiem, wystąpił ogółem w czterech finałowych meczach, zdobywając łącznie zaledwie 11 punktów! To o jedno oczko mniej niż w niedzielnym spotkaniu. Zapytany o to, jak to jest odegrać taką rolę w meczu na takiej scenie, bez ogródek przyznał: nigdy w życiu koszykówka nie sprawiała mi tyle radości co teraz. Nic dziwnego – JaVale McGee może zaraz świętować swój drugi tytuł mistrza NBA w karierze!

Tomek Kordylewski

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>




POLECANE