• Home
  • POLISHHOOPS
  • Juniorska powtórka ze wątpliwej rozrywki – za piątkę tylko cztery z dwoma

Juniorska powtórka ze wątpliwej rozrywki – za piątkę tylko cztery z dwoma

Share on facebook
Share on twitter

Awans wcale nie był daleko, przegraliśmy minimalnie tylko dwa mecze z zespołami, które były w czwórce. Ale – tak jak w przypadku młodzieżówki – ciężko chwalić za piąte miejsce, które nie dało awansu.

Adrian Bogucki (fot. Fiba.com)

EuroBasket, PLK, NBA – typuj i wygrywaj kasę! >>

Reprezentacja do lat 18 w mistrzostwach Europy Dywizji B w Tallinie wygrała 6 z 8 meczów, ale akurat dwa najważniejsze przegrała – 85:88 po dogrywce w grupie z Izraelem oraz 63:68 w ćwierćfinale z Estonią.

Obie drużyny były w naszym zasięgu, z oboma przegraliśmy pojedynczymi akcjami lub minutami. Ostatecznie Estonia – gospodarz, któremu zawsze gra się łatwiej – z Izraelem spotkała się w meczu o trzecie miejsce – wygrała 90:71 i powinna była awansować do Dywizji A, gdyby nie niesprawiedliwe regulacje FIBA. W związku z tym, że spadkowe miejsce w wyższej grupie zajęła Łotwa, organizator przyszłorocznych mistrzostw, Estończykom awans przeszedł obok nosa.

Polacy zajęli piąte miejsce tuż za Estończykami i Izraelczykami – niezłe w skali turnieju na 24 zespoły, ale specyfika Dywizji B i oceny ambitnej drużyny jest taka, że brak awansu, to brak wypełnionego celu i wynik, za który ciężko chwalić.

Zresztą podobnie było kilkanaście dni wcześniej z kadrą do lat 20 – drużyna Tomasza Niedbalskiego w Rumunii wygrała 5 z 7 spotkań, ale najważniejsze, w ćwierćfinale, przegrała. Rywalizację zakończyła właśnie na piątym miejscu. – Zły jestem, chłopaki są wściekli, wiemy, że to schrzaniliśmy. Uważam, że to była drużyna na awans. Mogliśmy to zrobić – komentował potem trener.

Z juniorami Marcina Klozińskiego było jednak inaczej – kadra do lat 18 była bardzo osłabiona. Z różnych względów na zgrupowaniu, a także w zespole na ME nie było Aleksandra Balcerowskiego, Szymona Janczaka, Andrzeja Pluty, Jana i Szymona Wójcików. Słowem – zabrakło talentów i centymetrów.

Gwarancji, że z częścią tych graczy wywalczylibyśmy awans nie ma żadnych, ale na pewno drużyna Klozińskiego byłaby mocniejsza pod koszem. A tak mieliśmy tylko dwóch dwumetrowców, choć praktycznie jednego – Adriana Boguckiego. Marcin Stasiak w całym turnieju rozegrał ledwie 18 minut. Dla porównania – Estonia i Izrael miały w składzie po pięciu graczy mierzących 200 cm lub więcej.

Polacy, ze względu na brak podkoszowych, środek ciężkości w ataku musieli przesuwać na obwód, a wiadomo, że z rzutem bywa różnie. I nam akurat z Izraelem i Estonią nie siedziało. Z pierwszym rywalem mieliśmy 39 proc. z gry i 9/32 z dystansu, z Estonią było jeszcze gorzej – 31 proc. z gry oraz 2/22 za trzy punkty.

A mimo to – a także pomimo odpowiednio 21 i 19 strat – do wygranej nie zabrakło wiele. Trochę więcej spokoju, braku błędów na obwodzie, pewniejszej gry liderów. Łukasz Kolenda i Dominik Wilczek, utalentowani, czołowi gracze tej kadry, pokazali w tym turnieju swoje możliwości, ale z Izraelem i Estonią mieli razem 20/62 z gry oraz 21 strat. I to w sytuacji, w której z Izraelem Wilczek rzucił aż 29 punktów i momentami grał świetnie.

Na razie to lato nie jest więc udane dla męskich kadr młodzieżowych – reprezentacje do lat 20 i 18 zostają w Dywizjach B. Ostatnią szansę na poprawę humorów i awans do Dywizji A będą mieli kadeci, którzy w dniach 10-17 sierpnia zagrają na turnieju w Bułgarii.

ŁC

EuroBasket, PLK, NBA – typuj i wygrywaj kasę! >>